Translator

Popularne posty

Odwiedzający

Polecany post

MagnetarTechProject - astronautyka drogą bez odwrotu

Już od siódmego roku życia dzięki dziecięcej pasji rozbudzonej dziwnymi dla mnie wtedy powtarzającymi się snami, pełnymi futurystycznych wiz...

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie
Niezależnie od narzuconych przez system schematów myślenia, w czasach masowego zwiedzenia a raczej informacyjnej wojny, w oparciu o logikę i filozofię, drogą wiodącą pomiędzy nauką, przypominającą miejscami fantazję bądź religię a teoriami spiskowymi będącymi formą obrony społecznej przeciw manipulacjom systemu, jako osoba od urodzenia nie asymilująca się ze skrzywionym humanistycznie społeczeństwem, postaram się oddzielić informacyjne ziarno od plew dla nowej cywilizacji, prawa, nauki i technologii. Kłamstwo zawsze jest skomplikowane, a prawda jest tak prosta, jak Wszechświat, który wiecznie i niezmiennie posiada jedno źródło i prawo.

07 lipca, 2022

Ocieplenie klimatu czy epoka lodowcowa?

 








"Prawda nie daje korzyści ani statusu społecznego, ani władzy. Jedyne, co uzyskasz, to wolność od złudzeń"  Nisargadatta
Wniosek jest prosty. Władza nie mówi nigdy prawdy. Władza zawsze udaje że mówi prawdę ale generalnie kłamie.


Jako że prawda wychodzi na jaw zawsze dużo później, a ludzie głupieją masowo, mądrzejąc pojedynczo, chciałbym dziś rozjaśnić w kontekście tego przemiłego powiedzenia problem tak zwanych zmian klimatu.
Przez filtr własnej logiki a to zawsze zajmuje trochę czasu, doszedłem do wniosku że nie istnieje problem ocieplenia klimatu ani nie wiadomo jak wyolbrzymionego wzrostu CO². Istnieje tylko problem poprawnej interpretacji faktów w odróżnieniu od domniemań lub propagandy dla zysku, od czego nie są wolni nawet naukowcy bo to też ludzie. Zwłaszcza gdy się im za to zapłaci. Wtedy każdy w zależności od sumy zacznie gadać to co mu kazali opłacający. Dopiero gdy stworzymy system wolny od korupcji, możemy zacząć mówić o prawdzie. Póki co dziś niestety należy jej szukać samodzielnie.  

Na Antarktydzie w stacji Wostok prowadzono jakiś czas temu odwierty lodu w efekcie czego odkryto że wzrost temperatury powoduje późniejszy wzrost ilości CO², nie odwrotnie jak twierdzi obecnie oficjalnie gremium naukowe. Przyczyną tego wzrostu jest emisja CO² co do zasady głównie z oceanów. Na drugim miejscu dla ścisłości, stoją wulkany. Reszta źródeł emisji jest pomijalna bo wręcz śladowa. W wyniku wzrostu temperatury narasta ilość flory i fauny. Gdy temperatura spada, ilość flory i fauny obumiera, powodując wzrost CO²- uwolnienie tego naturalnego i zupełnie nieszkodzącego środowisku gazu z wiązań węglowodorowych. 
Dlaczego występuje opóźnienie? Z powodu zwłoki wzrostu temperatury, która ma miejsce przede wszystkim W OCEANACH - globalnych akumulatorach ciepła. Temperatura musi dotrzeć do głębin a to może trwać dekady i dłużej. Pozostaje jeszcze tylko pytanie dlaczego w ogóle wzrasta temperatura skoro to ona powoduje wzrost CO² a nie odwrotnie. Otóż Ziemia otrzymuje nadwyżki ciepła w takt cykli słonecznych, zależnych od zmian gęstości pola elektromagnetycznego w naszej galaktyce, analogiczny wpływ pola oddziałuje na pozostałe planety na których też obserwujemy rzekome "ocieplenie" a przecież nikt tam nie mieszka. A nawet gdyby to nie ukrywa darmowej energii elektrycznej przed społeczeństwem, każąc jednocześnie dla zysku kopcić i smrodzić w sektorze energetyki i transportu który dawno bo od 1887 roku mógł być czysto elektryczny.
Ciepło akumulują zwłaszcza planety pokryte jakąkolwiek ciekłą warstwą zewnętrzną zawierającą w sobie domieszkę wody. Idąc dalej, cykle słoneczne zależne od zmian siły pola elektromagnetycznego naszej Galaktyki Drogi Mlecznej, biorą się na wyższym poziomie ze zmian natężenia prądu włókien plazmowych pobliskiej sieci galaktyk. Tak można wędrować do coraz większych rozmiarów części elektromagnetycznej sieci kosmicznej. Rozumiem że nikt z naukowców żyjących w nieświadomości prawdziwej natury zjawisk w przestrzeni kosmicznej, nie brał pod uwagę zewnętrznych poza planetarnych czynników, niemniej jednak to są zasadnicze procesy i każdy astrofizyk oraz meteorolog powinien mieć o tym pojęcie nie mówiąc o astronautach. Pole elektromagnetyczne galaktyki spiralnej - bo tylko w tych typach występuje regularne, silne toroidalne pole - powoduje indukcję energii elektrycznej na quasi-metalicznej powierzchni wirujących para-przewodników gwiazd w tym także Słońca. W takt zmian tego pola, zmienia się zapewne z niewielkim opóźnieniem (histereza) siła pola elektromagnetycznego Słońca. Z kolei pole elektromagnetyczne Słońca indukuje w wirującym przewodniku Ziemi a więc i powierzchni i atmosfery, prądy które mają wpływ na temperaturę jądra Ziemi tak samo jak fale elektromagnetyczne min. cieplne i świetlne które docierają do powierzchni bezpośrednio ze Słońca. Wobec znikomo marginalnego antropogennego wpływu na klimat, wszystko czego musi dokonać człowiek dla polepszenia swojej sytuacji to wysłać ciężki przemysł na inne planety lub chociaż zmodernizować chemiczne fabryki i transport oraz zająć się skutecznym recyklingiem odpadów. Wszystko to nie ma wpływu na klimat a na bardzo ważną sprawę lekceważonego dziś przez wszystkich -zarówno przez elity jak i zwykłych konsumentów- stanu czystości środowiska. Dlaczego wskazuje się szkodliwość naturalnych gazów, jednocześnie pomijając milczeniem te antropogeniczne? Dla niemożliwego w takiej propagandzie uniknięcia nic nie wnoszącego podatku? 
Jaki jest jedyny wynikający z powyższego wniosek i priorytet? 
Uwolnić środowisko od wszystkich sztucznych substancji z których człowiek nie powinien ale chce korzystać i zamknąć je w szczelnym obiegu w zasięgu ludzkich siedlisk lub wysłać poza ten obieg. Gdyby tylko to było problemem to jeszcze pół biedy.
Jednak światowy geniusz biznesu kosztem ludzkości, na podstawie błędnych wniosków nauki wysnuł potrzebę regulacji liczebności światowej populacji za pomocą szczepień, podczas gdy przez tysiące lat ludzkość jakoś do obecnego momentu posiadając układ immunologiczny i dostęp do czystej wody oraz nietoksycznej żywności, miała się pod względem demograficznym całkiem dobrze. Problem chorób powstał wraz z industrializacją życia ludzkiego. Nie wraz z wyjściem życia z wody. Dodam jeszcze fakt że stężenie CO² w powietrzu zwykle wynosi około 300 do 400 ppm (0,04 %) objętości i wg naukowców rzekomo takie jest najkorzystniejsze dla człowieka choć z innych praktycznie zweryfikowanych danych wynika, że najkorzystniejsza ilość CO² dla fauny i człowieka to aż około 2 do 3 % choć sam korzystałem z komory normobarycznej gdzie doszła do 5 % i nie odczuwałem dyskomfortu. Przeciwnie a dla flory jest jeszcze wyższa. Natomiast minimalna bezpieczna ilość CO² wynosi 200 ppm (0,02%) a więc w obecnym momencie jesteśmy przy dolnej, już niezbyt bezpiecznej granicy! Po jej przekroczeniu roślinność zacznie obumierać więc tego typu głupotami jak oferuje Bill, możemy doprowadzić planetę do sytuacji z filmu "Interstellar".
Jak w świetle powyższych faktów wyglądają następne "genialne" pomysły zanieczyszczania atmosfery toksynami typu aluminium przed promieniami słonecznymi? Zwłaszcza gdy dodam fakt wejścia Słońca w jego 40 letnie minimum? To jest sukcesywnego choć nie tak długofalowego jak wspomniane, jednak 40 letniego obniżenia temperatury. W myśl przysłowia że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - całe szczęście że równie inteligentny projekt Unii Europejskiej nakazuje modyfikować ocieplenie budynków bo przynajmniej od tego "ocieplenia" nie pomarzniemy...

Wielu ludziom zdawało się, że chwilowe wyhamowanie pLandemii zatrzymało całą Agendę Nowego Wspaniałego Świata. Nic bardziej mylnego. Rewolucyjne zmiany strukturalne, których celem jest uczynienie z populacji nie posiadających niczego niewolników, cały czas idą pełną parą. Obecnie Agenda skupia się na dwóch głównych kierunkach: zniszczeniu motoryzacji (auta elektryczne) i przeprowadzeniu eksperymentu jakiego dotąd historia nie znała - sztucznej żywności. Oczywiście wszystko dla ratowania klimatu! A jakże... Dodajmy, że za ratowanie klimatu wzięły się te same kręgi korporacyjne, które swoją chciwością go najpierw zniszczyły. Na naszych oczach dzieją się paranoiczne, zbrodnicze absurdy nie z tego świata, które nie śniły się dotąd największym w historii dyktatorom i pomyleńcom. 

Dzięki sytuacji, której aktualnie doświadczamy, nie mamy wątpliwości, że ludzie stojący na czele systemu, reprezentujący narody i państwa, w żadnym razie nie mają na celu naszego dobra, a ich główną bronią jest wzbudzanie strachu i lęku. Nie mamy złudzeń, co do tego, że ich działania skierowane są przeciwko naturze, wolności i godności żyjących istot, a ponieważ posiadają nieograniczone zasoby materialne, zdolni są do największych i najstraszliwszych niegodziwości i okrucieństw, które mają na celu przedłużyć ich panowanie. Do takich ekstrapolacji szlachetnych idei gdzie można nimi sobie wycierać mordy i czyścić buty, doprowadza właśnie rozwarstwiający społeczeństwo kapitalizm. Gdyby ktoś sądził że tylko socjalistyczne podejście jest takie odczłowieczające... Socjalizm jest dla gojów a dla talmudycznych syjonistów kapitalizm. Nie mylić z żydami trzymającymi się Tory i palącymi flagi izraela bo i tacy są.







Fabryki Kill Bill Gatesa nie będą przecież stały puste po wyprodukowaniu tego co do tej pory.  Spodziewaj się kolejnych pLandemii...


W nocy 12 grudnia 2015 r., z wielkimi trudnościami zakończyła się w Paryżu dwutygodniowa międzypaństwowa konferencja klimatyczna ONZ o kryptonimie COP-21. W konferencji wzięli udział przedstawiciele 195 krajów, w tym wielu najwyższych urzędników państwowych. Jak donosiły światowe media, negocjacje były niezwykle trudne z powodu wielu nieporozumień.
Uczestnicy konferencji rozstrzygnęli kwestie podziału kwot produkcyjnych dla „cieplarnianego” (dwutlenku węgla) CO². Pod pretekstem walki z „gazami cieplarnianymi” planuje się eliminację konkurentów poprzez zamykanie obiecujących przedsiębiorstw w krajach rozwijających się. Tak to głupota ludzka tworzy problemy których bohaterskie rozwiązania opóźniają rozwój cywilizacji i marnują kapitał mogący pozwolić na poprawę biologicznych warunków na całej planecie.
Organizatorom spotkania przyświecał dalekosiężny cel – koncentracja produkcji i pieniądza w rękach wielkich monopoli, a docelowo ich całkowita dominacja w sferze produkcji. Zewnętrznym przekonującym pretekstem do zwołania konferencji był „dobry cel” - niedopuszczenie do wzrostu temperatury na Ziemi o więcej niż dwa stopnie w porównaniu z końcem XIX wieku.
Nie osiągnąwszy jednak żadnego rezultatu przez pięć lat (nawet cały świat nie mógłby zmienić temperatury o co najmniej jedną setną stopnia), teraz ponownie w Szkocji, w Glasgow, w listopadzie 2021 r., odbyła się nowa „Konferencja ONZ” (COP- 26) na ten sam temat.

W konferencji w Glasgow wzięło udział 25 000 delegatów z 200 krajów i około 120 głów państw. Pomimo dużej liczby uczestników światowej konferencji, ludzie na całym świecie nadal nie wiedzą, dlaczego na Ziemi następuje ocieplenie lub ochłodzenie. Przytoczę w ramach ciekawostki że w ramach Protokołu z Kioto uwzględniono i zdefiniowano sześć gazów cieplarnianych. Są to: ko mpletnie nieszkodliwy dla natury dwutlenek węgla (CO²), i równie nieszkodliwy metan (CH⁴) który powstaje min w przyrodzie w wyniku beztlenowego rozkładu szczątków roślinnych (np. na bagnach), tworząc tzw. gaz błotny, i gazy antropopochodne jak podtlenek azotu (N²O), fluorowęglowodory (HFC), perfluorowęglowodory (PFC) i sześciofluorek siarki (SF6). Ze względu na krótką żywotność w atmosferze, para wodna, okrzyknięta najpowszechniejszym gazem cieplarnianym, nie została uwzględniona w Protokole. No całe szczęście bo w obecnych czasach dominacji debilizmu, byłby wprowadzony zakaz oddychania.
Przywódcy państw planują w swoich budżetach ogromne wydatki, które nie będą w stanie w żaden sposób wpłynąć na temperaturę Ziemi, a jedynie spowodują u nich straty materialne, gdyż wyrzucone dosłownie „w błoto” środki mogłyby zostać wydane na inne rozsądne cele, na przykład na zalesianie pustyń czy rekultywację zniszczonych działalnością wydobywczą terenów siedliskowych wielu zwierząt.

Przymusowa kontrola biometryczna, inwigilacja zdrowotna, certyfikaty zdrowia, przymusowe szczepienia, przymusowe leczenie, stosowanie bezpośrednich środków przymusu, eksperymenty medyczne – to tylko nieliczne przejawy naruszania podstawowych praw człowieka, które rządy wdrażają pod przykrywką rzekomej pandemii. Dla władców tego świata działa już infrastruktura 5 G, wieloletnie trwające opryski chemiczne, stosowanie sztucznych nawozów, genetyczne modyfikowanie żywności, geoinżynieria, chemikalizacja wody i inne narzędzia zbrodni w cichej wojnie skierowanej przeciwko ludzkości. Taką władzę nielicznych ochrania wojsko, policja i sądy a tajne służby w jej interesie inwigilują, cenzurują i likwidują niewygodnych. To na jej usługach banki kradną, media kłamią a przemysł rozrywkowy mami i ogłupia. To wreszcie ona od stuleci wznieca konflikty i wojny na całym świecie, aby niszczyć osiągnięcia kulturalne, naukowe i społeczne oraz hamować wzrost świadomości.
Cały świat naukowy, nie tylko medyczny, po raz kolejny się skompromitował, pokazując jak jego pozornie szczytne idee i ukryte agendy od dawna działają przeciwko człowiekowi. 
Wiemy, że nieliczni naukowcy, dla których dobro ludzkości jest priorytetem, nie mają szans w przebiciu się do szerszego grona odbiorców przez skorupę tworzoną przez biznesowe lobby wielkich koncernów farmaceutycznych czy technologicznych. Dowodem na taki stan rzeczy jest los myśli i dzieł genialnych umysłów i wizjonerów: Waltera Russella, Richarda Maurica Bucka, Nikoli Tesli, Wilhelma Reicha, Williama Batesa, Ryke Geerda Hamera, Stanislava Grofa, Wiktora Schaubergera, Kristiana Birkelanda, Haltona Arpa i wielu wielu innych współczesnych. Włącznie z rzeszą pełnych pasji twórczej „lokalnych wynalazców”, których osiągnięcia są marginalizowane, pomijane, przemilczane, niszczone często wraz z ich twórcami lub wykorzystywane w przeciwnym do zamierzonego celu.
Skompromitowały się samozwańcze autorytety stanowiące część medialnej propagandy, która wymierzona jest przeciwko krytycznemu i samodzielnemu myśleniu. Przedstawiciele religijni, zamiast szerzyć jedność, miłość i pokój, dzielą i podtrzymują epidemię strachu oraz stan globalnego otępienia duchowego. Polityków zdemaskowała nielogiczność i bezzasadność działań, których, jak widać czarno na białym, nie są sprawcami lecz jedynie bezwolnymi wykonawcami w rękach obcych, wrogich sił.  Ocieplenie klimatu budują w głowach wszyscy zidioceni przez syjonistów oraz sztuczna inteligencja. Oprócz "faktów" wyjętych z głów naukowców i przepowiedni IT wiemy że żadnego ocieplenia, wywołanego ręką człowieka NIE ma !! Tak samo jak nie było nigdy dziury ozonowej. Antropogeniczne zmiany nazywane katastrofami klimatycznymi są spowodowane przyspieszoną cyrkulacją powietrza z powodu wycinki lasów- nie wyimaginowanego ocieplenia. Las jest na lądzie jedynym regulatorem i wymiennikiem wilgoci i ciepła. Jedynie wycinka lasów, osuszanie gruntów, melioracja i ogólnie niszczenie jakiejkolwiek zieleni a nawet w skali miejskiej wycinka trawników, mogą powodować różnej skali rozchwianie klimatu na danym obszarze i w konsekwencji szybką emisję nadmiaru wody do atmosfery. 













Globalne ocieplenie (lub ochłodzenie) czyli tzw. zmiany klimatu na Ziemi nie pochodzą od ilości naturalnego gazu CO² ani innych naturalnych gazów nazywanych „cieplarnianymi”, co postaram się niedługo udowodnić prostym doświadczeniem. 

Przejdźmy teraz do rzeczy i porozmawiajmy o przyczynach zmiany średniej temperatury powietrza na Ziemi, o tym, co nazywa się „efektem cieplarnianym”.
Na zmiany klimatu oprócz wspomnianej głównej zależności od elektrycznych parametrów Słońca regulujących  jego cykle wpływa też precesja planety.
Wzrost (lub spadek) średniej temperatury wody i powietrza na Ziemi jest spowodowany jest zjawiskiem astronomicznym, w którym zmienia się kąt nachylenia planety względem Słońca.
Podczas precesji na Ziemi zmieniają się cyklicznie obszary i czas nagrzewania lądu i wody przez głównie cieplne promieniowanie Słoneczne które bezpośrednio przenoszone jest za pomocą drgania eteru pełniącego w tym wypadku rolę radiatora w całej przestrzeni kosmicznej.

Na wszystkich kontynentach Ziemi cyklicznie, zgodnie z wielkim „rokiem platońskim”, zachodzą globalne zmiany klimatu.
Z resztą klimat w tłumaczeniu ze starożytnego języka greckiego dosłownie oznacza „pochylenie” - kąt nachylenia powierzchni Ziemi do kierunku padania promieni słonecznych.

Gdyby paryska konferencja „cieplarniana” COP-21 i szkocka COP-26 odbywały się na jakiejś wyspie Papui-Nowej Gwinei, a jej uczestnikami byli dzicy z okolicznych wiosek, to protekcjonalnie by im wybaczono.
Bo już ponad dwa tysiące lat temu astronomowie starożytnego Egiptu odkryli zjawisko precesji, w której oś Ziemi względem nachylenia do Słońca porusza się po okręgu. Znana wielu od dzieciństwa zabawka „bąk" zanim się zatrzyma, zaczyna się kołysać, im bardziej zwalnia, tym bardziej się kołysze. To samo zjawisko występuje na Ziemi i nazywa się precesją.



Ze względu na swój obrót wokół własnej osi Ziemia nie ma czasu na przegrzanie i przechłodzenie, dlatego istnieje na niej różnorodne życie. Gdy z czasem Ziemia zwolni rotację, tym ostrzejsze będą zmiany temperatury.
A gdyby się zatrzymała, to z jednej strony zwrócona ku Słońcu, będzie miała gorącą piaszczystą pustynię, a z drugiej zimną, śnieżną pustynię jak Księżyc który nie obraca się ani w precesji, ani wokół własnej osi, jest zwrócony w stronę Ziemi z jednej strony.
Ziemia podczas swego tłumionego grawitacyjnie przez Księżyc obrotu kołysze się tak jak bąk.  Dokładnie tak samo, jak człowiek, grzejąc się przy ogniu, zwraca się do ognia jedną lub drugą stroną.
Jakie jest znaczenie kąta nachylenia promieni Słońca do Ziemi, wszyscy rozumieją, obserwując cykliczną zmianę pór roku z zimy na lato i odwrotnie we wszystkich odmianach zmian pogody. Nawet dobowe zmiany temperatury zależą od wysokości Słońca nad horyzontem, nie mówiąc już o jego globalnej zmianie w ciągu roku.
Wszystkie zmiany pogody na Ziemi całkowicie zależą od tego, jaki jest poziom aktywności Słońca i jaki jest kąt nachylenia promieni słonecznych do powierzchni Ziemi.



W precesji Ziemi jeden pełny obrót osi planety po okręgu (360 stopni) następuje w ciągu 25920 lat (w ciągu 72 lat o 1 stopień). Całkowity kąt odchylenia osi Ziemi (od warunkowego środka) podczas kołysania planety wynosi 23 stopnie 27 minut.
Ile wynosi 23 stopnie szerokości geograficznej na Ziemi? 1 stopień szerokości (długości geograficznej) Ziemi jest równy 111,1 km.
Odpowiednio 23 stopnie i 27 minut - 2600 kilometrów. Jest to na świecie mniej więcej tyle, ile wynosi odległość ze Szwecji do Cypru.
Kąt między maksymalnym a minimalnym nachyleniem Ziemi do Słońca w precesji planety jest dwukrotnie większy i wynosi już 46 stopni i 54 minuty - 5200 km. A to mniej więcej odległość od koła podbiegunowego do Afryki.
Wszyscy rozumieją, że inna pogoda (i temperatura) na Ziemi (szczególnie na półkuli północnej) będzie wtedy, gdy Ziemia wystawi wybrzeże Afryki na działanie promieni słonecznych. I zupełnie inaczej, gdy pod tym samym kątem nachylenia pod tymi samymi gorącymi promieniami - północne wybrzeża Syberii i Skandynawii.
Wiadomo też, że w tym przypadku na polarnych szerokościach geograficznych Rosji, Ameryki Północnej, Grenlandii, Skandynawii nie będzie już długiej, zimnej nocy polarnej, Słońce wzejdzie tam wysoko i będzie taki sam upał jak dziś na północy Afryki.
I zwróćcie uwagę na fakt, że czynnik nachylenia Ziemi względem Słońca nie będzie działał przez jeden krótki okres, jak przy rocznej zmianie klimatu z zimowego na letni, ale wpływ ten będzie występował przez tysiące lat! Wiele, wiele lat stopniowego ocieplania się lub w kierunku przeciwnym do ruchu planety – ochładzania.



Starożytni Egipcjanie i Grecy nazywali pełny krąg precesyjnej rotacji i kołysania planety (25920 lat) wielkim rokiem Ziemi („rokiem platońskim”). Rok ten to pełny cykl, tylko większy niż ludzkie życie - ze wszystkimi jego globalnymi zmianami klimatycznymi.
Tak więc precesja (zmiana nachylenia Ziemi względem promieni Słońca) ma  istotny, globalny i cykliczny wpływ na zmiany pogody.

Definitywnie klimat to zasadniczo precesja plus wysokość Słońca nad horyzontem w korelacji z cyklem jego aktywności elektromagnetycznej zależnym od cyklu aktywności elektromagnetycznej naszej galaktyki. Ta z kolei zależna jest od cyklu aktywności włókna elektrycznego łączącego naszą galaktykę z pobliskimi położonymi osiowo innymi galaktykami.

Jaki wpływ w tym kontekście może mieć człowiek na klimat Ziemi? Żaden.  
Pogoda (klimat) na Ziemi (temperatura, wilgotność, poziom wody w oceanach świata, flora i fauna i wszystko inne) zupełnie nie zależy od opinii uczestników konferencji na temat gazów „cieplarnianych” w Paryżu czy Glasgow, ale opiera się na zależnościach astronomicznych wyżej zdefiniowanych.
Całkowita ilość ciepła ze Słońca na powierzchni Ziemi rozprowadzana jest (pochłaniana lub odbijana) na Ziemi w zależności od kąta nachylenia w położeniu naszej planety na różne sposoby.
Na przykład, im bardziej podgrzejesz czajnik z wodą na kuchence, tym więcej pary się z niego wydostanie. Woda wrze nie od tego, że wydziela się para, ale od tego, że czajnik się pali. Podobnie jest z Ziemią – im bardziej Słońce ją nagrzewa (ogólnie), tym wyższa jest średnia temperatura lądu, wody i powietrza.
Na północy Ziemi (półkula północna) duże obszary zajmują lądy (Syberia, Ameryka, Grenlandia), a na półkuli południowej wody jest więcej (Pacyfik, Ocean Indyjski, Atlantyk, Południowy).
Lądy pochłaniają więcej ciepła, a wody (mórz i oceanów) mniej.
Kiedy nachylenie Ziemi zmienia się w sposób precesyjny, wówczas zmieniają się powierzchnie lądu i wody ogrzewane promieniami słonecznymi (procentowo rosną lub maleją), a to generalnie zmienia średnią temperaturę na Ziemi.
Kiedy Ziemia jest nachylona ku Słońcu przez półkulę północną, wówczas relatywnie więcej obszarów lądowych na północy jest ogrzewanych przez promienie Słońca, co oznacza, że ​​średnia temperatura planety wzrasta z tego powodu. Gdy w precesji nachylenie Ziemi względem Słońca cofa się, zmniejsza się nagrzewana powierzchnia lądów (północnych), a zwiększa się powierzchnia nagrzewania wody w oceanach na półkuli południowej. Woda ma kolor niebieski i analogicznie jak z laserem na Hawajach odbija więcej promieni słonecznych, czyli (ogólnie) trwa proces ochładzania planety.
Znajomość geologii mówi, że epoki lodowcowe na Ziemi powtarzały się wielokrotnie, a ostatnia epoka lodowcowa zakończyła się około 10-12 tys. lat temu.
Mimo cyklicznych okresów ochłodzenia i ocieplenia na Ziemi nie wyciągnięto z tego żadnych wniosków, sądząc po konferencjach paryskich i szkockich.
Zjawisko precesji planety w wielkim „roku platońskim”, o którym mówili ponad dwa tysiące lat temu Egipcjanie i starożytni Grecy, nie zostało jeszcze zrozumiane przez ludzkość. Kolejna lekcja przez "naukowców" nie odrobiona!
Powłoka lodowa w okresach zlodowacenia na półkuli północnej czasami opadała na szerokość geograficzną współczesnych miast Berlina i Londynu.
Skandynawia, Bałtyk, Kanada i Syberia były pokryte wielometrową warstwą lodu i śniegu. W niektórych miejscach lód był taki sam jak obecnie na Antarktydzie.
Węgiel i ropa leżą warstwami to znaczy było na przemian gorące i zimne, gorące i zimne. Oznacza to, że nawet Arktyka w historii Ziemi wielokrotnie była ciepła…zważywszy na to że Ziemia kiedyś przed zderzeniem / potopem była większa a Arktyka mogła leżeć nawet w pobliżu równika.
A teraz pomyślmy... Jeśli ochłodzenie miało miejsce 10-12 tys. to znaczy że jeszcze nie minęło. Prawdziwe ciepło (jego szczyt) nastąpi za jeden do trzech tysięcy lat. Do tego czasu jeszcze będzie się kilka razy ocieplać i ochładzać mimo początku obecnego 40 letniego minimum słonecznego przypadającego na 2045 rok kiedy będzie zimno jak w latach 60' - 70'.
To ocieplenie zostanie odzwierciedlone w następujący sposób.
Na przykład niekończące się letnie deszcze w Europie są spowodowane ogrzewaniem przez Słońce rosnących obszarów lądowych na półkuli północnej. Co 72 lata pas ogrzanej ziemi na północy powiększa się o 111 km (czyli o 1 stopień szerokości geograficznej).
W efekcie następuje intensywne topnienie lodów Grenlandii i Oceanu Arktycznego, wzmagane parowaniem wilgoci i jej powrotem na Ziemię w postaci długotrwałych deszczy. 
Jeśli cały „rok platoński” (25920 lat) jest podzielony na 12 „miesięcy”, to teraz na naszej półkuli północnej, zgodnie z „wiekiem precesji”, w przybliżeniu „maj-czerwiec”, czyli właśnie początek wiosny topniejący śnieg, początek lata.
Przejście szczytu upałów podczas precesji na Ziemi „w lipcu” nastąpi za 1-3 tys. lat, a przez inercję jeszcze przez około cztery tysiące lat „sierpień-wrzesień” będzie bardzo ciepły. Konsekwencje tego można sobie wyobrazić i przewidzieć.
Współczesne pustynie przesuną się wyżej na północ, dzisiejsze stepy wyschną, współczesne strefy leśne zamienią się w stepy, bagna w tundrze wyschną i porosną lasami liściastymi. Ocean Arktyczny będzie umiarkowanie ciepły. Zimy na północy będą bezśnieżne. W ciągu następnego tysiąca lat lód stopi się na całej półkuli północnej.
Wraz z topnieniem północnego lodu pod promieniami słońca stopiona woda będzie się nagrzewać.
Ciepłe północne wody zmyją i stopią lód przybrzeżny Antarktydy przez prądy oceaniczne, odrywając ogromne góry lodowe od lodowatego kontynentu.
Nikt dziś nie wie, do jakich wartości wzrośnie lub spadnie średnia temperatura na Ziemi w naszym pierwszym, pojętym ludzką świadomością, obecnym „roku platońskim” podczas maksymalnego nachylenia półkuli północnej do promieni słonecznych.
„Paryscy naukowcy” wciąż nie wiedzą o zmianie temperatury Ziemi związanej z precesją, a nie rozumiejąc przyczyn ocieplenia, zamierzają zająć się badaniem wymyślając środki do walki z gazem „cieplarnianym” („z parą którą wydziela czajnik podczas gotowania").
Proponują takie sny wariata jak np. sztuczne stworzenie bakterii, która według ich pomysłu będzie zjadać dwutlenek węgla z atmosfery (może już to gdzieś w laboratoriach rozpoczęli). To nie jest trujący barszcz, wyhodowany przez „naukowców”, przed którym do dzisiaj nie mogą znaleźć zbawienia. Może być o wiele gorzej!
Konsekwencje zmian mają długie łańcuchy wzajemnych powiązań. Przed żarłocznością bakterii nie uchroni Cię „covidowa maska”. Wiatr będzie przenosił bakterie po całej planecie i będą one nie do powstrzymania. Bakterie (średnio) rozmnażają się, podwajając wykładniczo co 20 minut. Oznacza to, że co cztery godziny są one mnożone 1000 razy! 1 1000, 1 milion, 1 miliard, 1 bilion i tak dalej.
Kiedy „naukowcy” wypuszczą bakterie na wolność (lub nawet przypadkowo podczas ich produkcji jedna bakteria ucieknie z probówki), to po nieskończonym rozmnożeniu zdobędą całą przestrzeń planety w ciągu jednego lub dwóch dni i pochłonie cały dwutlenek węgla z atmosfery i wody, co sprawi, że skład powietrza i wody nie będzie odpowiedni do życia.
W ten sposób bakterie zniszczą życie na Ziemi. Na przykład w filmie fabularnym „Kin-Dza-Dza”, wydanym w ZSRR w 1986 roku, w reżyserii G.N. Pokazana jest Danelia, pozbawiona życia planeta „Khanud”, na której zniszczono atmosferę. „Paryscy naukowcy” mogą zrobić to samo z Ziemią, sami nie rozumiejąc konsekwencji swoich czynów.
Ostatni moment podwojenia liczby bakterii, kiedy zjadają dwutlenek węgla na Ziemi, będzie końcem życia wszystkich żywych organizmów i ludzkości. W ciągu tego momentu ludzie na Ziemi będą się dusić, jednocześnie nie rozumiejąc, co się z nimi dzieje…
„Naukowcy paryscy”  to ci „naukowcy”, którzy ukrywając się za stopniami naukowymi, są bastionem ignorancji, w służbie interesu własnego i kapitału, któremu rozum i prawda są obce. Czyli w kapitalistycznym systemie gdy nadchodzi kryzys, zawsze pełną parą uruchamia się wszechobecna korupcja. To takie trudne aby zauważyć powtarzającą się prawidłowość?
Należy wymienić system - wyleczyć przyczyny zamiast łagodzić ciągle wybijające chwasty skutków.
Komik Molière napisał o nich: „Kiedy mówi człowiek w todze i czapce, wtedy każdy nonsens staje się nauką, a każda głupota rozsądną mową”. Dlatego niech przemawiają autorytety czynu zamiast teoretyków z papierowymi dyplomami od nie robienia niczego.
Działalność „paryskich naukowców” stwarza znacznie większe zagrożenie dla życia na Ziemi niż naturalna zmiana temperatury planety.
Oczywiście można symulować sytuację na komputerze, mierzyć i obliczać na przestrzeni lat zmieniające się cyklicznie obszary nagrzewania lądu i wody, ale zmieniający się klimat, czyli obrót planety, nachylenie Ziemi w stosunku do Słońca, siła pola elektromagnetycznego galaktyki i związana z tym zmiana temperatury, przekracza możliwości ludzkości.
Sytuację należy przyjąć z pokorą, tak jak obecność Słońca i gwiazd na niebie.
Po 1-3 tysiącach lat, po osiągnięciu szczytu upałów na półkuli północnej, Ziemia w swoim ruchu precesyjnym przechyli się w przeciwnym kierunku. A za kolejne 13 tysięcy lat osiągnie realnie niebezpieczny „szczyt zimna”. Półkula północna ponownie doświadczy epoki lodowcowej.
Skandynawię, północną Europę, Syberię i Amerykę pokryje gruba warstwa śniegu i lodu, być może stumetrowa lub większa. Woda na Ziemi skoncentruje się w tych lodach a poziom oceanów ponownie spadnie o około sto metrów.
Od ogromnych północnych lodowców na półkuli północnej zrobi się bardzo zimno. Wybrzeże Antarktydy w okresie „szczytu chłodu” może być nieco wolne od lodu i będzie (wzdłuż wybrzeża) zielonym kontynentem nadającym się do zamieszkania. I tak na Ziemi cyklicznie będzie występował każdy duży, precesyjny „rok platoński” (co każde 25920 lat).
Ludzkość jest jeszcze młoda w wiedzy. W rzeczywistości jest w okresie niemowlęcym i przeżywa swoje pierwsze świadome życie w historii Ziemi. Ludzkość dopiero stawia pierwsze kroki, poznaje świat, dlatego wszystko, co dzieje się na Ziemi, wszystko wraz z nauką, dzieje się po raz pierwszy.
Prawdziwe postrzeganie procesów (nachylenia Ziemi w ruchu precesyjnym i elektrycznych zmian aktywności Słońca, które tak naprawdę wyłącznie wpływają na pogodę na Ziemi) pozwoli zaoszczędzić wiele miliardów funduszy z bezsensownych wydatków w gospodarkach świata.
Ludzkość może być szczęśliwym obserwatorem astrofizycznych zmian klimatu na Ziemi z cyklicznymi okresami ocieplenia i ochłodzenia. Ale może tego nie widzieć, jeśli najpierw przez swój własny egoizm z pomocą „paryskich naukowców”, sama się zniszczy w morderczej walce o urojenia.
Np. o redystrybucję przemysłowych kwot dwutlenku węgla, o zapylanie atmosfery zatrzymującymi światło słoneczne metalami, zmianę składu atmosfery sztucznymi bakteriami, czy (ze względu na brak demokracji w krajach świata) – w wojnach atomowych o pieniądze, władzę i ambicje liderów.
Zmiany klimatu spowodowane przez wysokość Słońca nad horyzontem wpływają na temperaturę. Dlatego na równiku w Afryce zawsze będzie gorąco, a na biegunach zawsze będzie zimno, gdzie promienie słoneczne ślizgają się ukośnie po powierzchni. Dzieci też to rozumieją.
Maksymalna oscylacja osi Ziemi w precesji względem Słońca (od maksimum do minimum dla „roku platońskiego” 25920 lat) wynosi 46 stopni i 54 minuty. Oznacza to, że o 46 stopni i 54 minuty dla „roku platońskiego” wysokość Słońca nad horyzontem zmienia się na wszystkich szerokościach geograficznych i na wszystkich kontynentach.
W związku z tym powierzchnia nagrzewania się lądu i wody oraz czas nagrzewania się planety zmieniają się globalnie, cyklicznie, a od tego średnia temperatura powietrza, wody i lądu na Ziemi.
To proste, kiedy to wyjaśnisz. Ale pamiętajcie że 90% (!) ludzi, włączając w to „naukowców paryskich”, żyje jeden dzień. Nie wiedzą nic o „roku platońskim” ani o 46-stopniowej różnicy w precesji. A ci co coś słyszeli nigdy tych pojęć nie zestawiali i nie korelowali z klimatem...
„Prawdę trzeba ciągle powtarzać, bo wokół nas cały czas głoszone są złudzenia które służą głównie powiększaniu zysku globalnych koncernów. 

Ten, kto buntuje się przeciwko racjonalnym prawdom, rozpala ich ogień; wszędzie lecą iskry i rozświetlają światło”. (Goethe).

To my, ludzie na społecznym dnie tej piramidy finansowej tworzymy rzeczywistość i możemy wywierać masowy wpływ na to co się dzieje z tą cywilizacją i każdy z osobna, gdyby tylko chciał, ma taką moc. Potrzeba jedynie odwagi i współpracy jak za starych czasów w których aby przetrwać trzeba było wykazać się hartem ducha. Z resztą do III światowej wojny już niedaleko. Czy to nie aby od Polski ma się znowu zacząć?..

18 czerwca, 2022

Czym na prawdę jest światło?





Przestrzeń kosmiczna mówiąc w uproszczczeniu jest całkowicie wypełniona fotonami o niemal zerowej energii, choć możemy ten wypełniacz nazwać "płynem fotono-twórczym". To dlatego wszystko zamarza w kosmicznym cieniu. Jeśli przestrzeń byłaby próżnią, musiałaby być także termicznym izolatorem ....to co nazwano fotonami nie istnieje nigdy w pojedynkę ponieważ nie zachodziłaby tak szybka transmisja wszelkich oddziaływań. Zawsze wszystko co materialne jest otoczone szczelnym kordonem fotonowym. Eterycznym Oceanem Wszechświata.




Czerwone światło z krańców widzialnego wszechświata to światło wytłumione przez podstawowe cząsteczki wchodzące w skład ”atmosfery„ Wszechświata, będącej budulcem i składnikiem lub wręcz realizatorem przestrzeni. Struktura przestrzeni jako fotonowego oceanu może być dla światła dalekich galaktyk rodzajem pryzmatu lub raczej multi-pryzmatu, tak samo jak para wodna w atmosferze dla światła słonecznego. Wieczorem gdy słońce prześwieca atmosferę pod ostrym kątem, również świeci światłem czerwonym. Im grubsza i mniej przezroczysta jest warstwa nośnika, tym bardziej fala świetlna wytłumia się w kierunku niższej częstotliwości, zmniejszając siłę pozostałych fal. Jest to kolejny argument na to że rzekomy dowód na rozszerzanie się Wszechświata powstałego z wybuchu nie ma logicznego sensu a to był jedyny główny postulat brany za dowód. Czerwona barwa widma galaktyk wcale nie odpowiada za efekt Dopplera zwłaszcza że kwazary połączone są mostami z galaktykami, mając względem nich o wiele wyższe przesunięcie widma ku czerwieni! A przecież tkwią nieruchomo obok siebie. Po prostu mocniej świecą więc z większą siłą dociera do nas światło czerwone.


Wszystko, co widzimy i rejestrujemy w kosmosie, to rodzaj złożonej wibracji magnetoelektrycznej. Mniejsze wirujące sfery cząsteczek jako zaburzeń w spokojnym eterze z łatwością przenikają bardziej złożone struktury. Proton czy neutron byłby wtedy umieszczając go w Tablicy Mendelejewa karłowatym gazem szlachetnym. Tak zwanych cząsteczek prostych we wszechświecie w świetle przedstawionej teorii musi być ilościowo tym więcej, im są mniejsze ponieważ obszar zajęty przez materię jest o wiele mniejszy niż obszar "zarezerwowany" dla przestrzeni.

Powodem obecnego stanu nauki dla której eter oficjalnie nie istnieje, jest niedobrana metoda badawcza ponieważ naukowcy nie wiedzą czego i jak mają szukać. 
w DODATKU TEORII WSZYSTKIEGO NIE MOŻNA POTWIERDZIĆ DOŚWIADCZALNIE. TRZEBA JĄ WYDEDUKOWAĆ. 
Od początku rozwoju starożytnej jeszcze rzetelnej i niezależnej od koncernów nauki, gdy tylko zaczęto nadawać audycje radiowe, używano określenia "na falach eteru" i ten zwrot był jak najbardziej prawdziwy. Późniejsza fizyka to już nie było to samo. Usłyszano od starożytnych alchemików o tajemniczym eterze i zamiast spróbować zjawisko wyjaśnić, nie zastanawiając się czym w istocie może to być, za pomocą tylko jednego typu wadliwego doświadczenia, przystąpiono do jego badania i dalszych nic nie wnoszących doświadczeń. Ten styl pokutuje aż do czasów obecnych...
Nie wiem skąd w naukowcach wzięło się przekonanie że natura podrzuci im pod nogi odrębne cząsteczki do każdego nowego zjawiska aby mogli wygodnie sobie podopisywać do każdej z nich oddzielnie kolejne oddziaływanie czy zjawisko. Natura jeśli jest inteligentna, powinna upraszczać swoje zasady. Mówią eter "został obalony". Fizycznie jednak, znane doświadczenie Michelsona-Morleya nie mogło wykryć eteru za pomocą rejestracji różnicy czasu pomiędzy wysyłanymi pod kątem 90 ° dwoma promieniami światła. Jeśli okaże się w końcu  że nauka przyzna się do błędu sprzed 140 lat i przestrzeń oficjalnie przestanie być próżnią, że jest wypełniona najbardziej sprężystą substancją, o SKRAJNIE niskiej- najniższej energii z możliwych, niewykrywalną właśnie z TEGO powodu, to cywilizacja zmieni się diametralnie. 
W przestrzeni kosmicznej nie znajdziemy nic co byłoby wirtualne. Ani wirtualne cząstki ani fale. Pojęcie wirtualności w fizyce miało zadanie zobrazować problemy fizycznej natury ale obecnie chyba tylko utrudnia uczniom zwizualizowanie rzeczywistej istoty działania Wszechświata.
Światło to zupełnie coś innego. Nie jest promieniowaniem jak się błędnie powtarza. Światło jest w istocie falą, drganiem "atmosfery przestrzeni". Może wyglądać od strony doświadczalnej jak porcja energii, ale tylko dlatego że miernik rejestruje szczyt fali jako impuls poczytywany za cząstkę. Jednak jest falą - zmarszczką eterycznej przestrzeni - patrząc z punktu widzenia pomiaru i nauki która widzi tu jakiś dualistyczny nierozwiązywalny problem. Światło jest zjawiskiem, które powstaje, jak gdyby gwiazdy świecąc, wywoływały dookólne fale w naturalnie nieruchomej eterycznej przestrzeni kosmicznej. Problem nauki pojawia się w momencie rejestracji światła. Falą jest gdy rozszczepiamy ją przez pryzmaty a cząstką gdy strzelamy rzekomymi fotonami- a w istocie porcjami energii z wyrzutni.

Jednak każde urządzenie pomiarowe jest elektryczne, jak przykładowo mikroskop elektronowy, mierzy cząsteczkę jako umowną ustaloną porcję energii elektrycznej. Nikt nigdy pojedynczego fotonu na oczy nie widział, więc można powiedzieć że cała materia jako połączone elektromagnetycznie zawirowania - system pół elektromagnetycznych jest utopiona w jakiegoś rodzaju płynie kosmicznego oceanu.
 W tym oceanie wszystkie siły generują się z ruchu. W zasadzie każdy rodzaj oddziaływania korzysta z ruchu tego płynu w przestrzeni. Z ruchu tego płynu powstawać mogą zarówno pola elektromagnetyczne, elektrostatyczne, prądy elektryczne, grawitacja, ciepło czy światło. Wszystko to jest identyczne w sensie materiałowym. Eter jako źródło i zjawisko świadomości, myśli, uczuć i emocji, jest także polem działania zjawisk/ transmisji energii/ zapisu informacji. Jedynie samo czyste zjawisko świadomości nie potrzebuje  ruchu eteru dla jej skutecznego funkcjonowania ponieważ świadomość to bezwarunkowa i wszechobecna istota. Wiedza o tym że się istnieje. Przejawia się jako obserwowalny stan poczucia "oto  JA JESTEM" w każdej żywej istocie...a nawet martwej naturze choć na mniej wyrazistym poziomie tym mniejszym im bardziej okrojone ma zmysły. Z drugiej strony im mniej zmysłów i im więcej materii i przestrzeni tym większa świadomość holistyczna.
Natura struktury przestrzeni kosmicznej jest zbliżona do właściwości pojemnika wypełnionego gazem lub też zbiornika wypełnionego cieczą. Różnią się one między sobą lepkością i reaktywnością danej substancji. Eter można nazwać pierwszym choć bez-strukturalnym gazem. Jest tak samo przezroczysty jak pozostałe gazy. Bo czy to że pozostałe złożone gazy są niewidoczne znaczy że nie istnieją?

Eter, czy też przestrzeń kosmiczna to "zamrożone„ światło - rzekomo fotony, ale wtedy jest to nierozdzielny monolit i stąd niemożliwy do rejestracji laboratoryjnym sprzętem elektrycznym lub też patrząc z odwrotnej strony- tak zwane fotony z których zbudowane są wszystkie bardziej złożone formy jak atomy, molekuły, związki chemiczne, są mikro-wirami substancji z której zbudowana jest przestrzeń. Jeśli jednak w przestrzeni nie ma ruchu, substancja ta zachowuje się jak MONOLIT i wtedy służy wyłącznie jako nośnik informacji- świadomości. Być może dlatego astronauci pobyt w otwartej przestrzeni kosmicznej odczuwali  bardziej duchowym doświadczeniem niż wszystkie inne.

To nic innego jak świadomość kosmiczna generuje ZJAWISKO RUCHU a z kolei ono tworzy każdą z energii we Wszechświecie przy czym bazową energią jest elektryczna, ale i ona jest w istocie energią hydrauliczną - jako różnica ciśnień / naprężeń między dwoma punktami ośrodka zwanego przez nas przestrzenią.
Pozorne fotony, rozchodząc się falowo, jako naprzemienna i dookólna transmisja zagęszczeń i rozrzedzeń wypełniacza przestrzeni, zachowują się analogicznie jak drgania gazu w atmosferze czy fale wody na jeziorze. Te substancje są bliźniacze, choć gaz i ciecz pochodzą od eteru pośrednio. 
Nie jest do procesu powstawania gazu i cieczy potrzebna żadna dodatkowa energia poza elektryczną. Stąd tak wysoka, milionowych wartości temperatura PONAD powierzchnią gwiazd, a niska na ich METALICZNEJ  powierzchni. Gwiazdy powstają jako zgęstnienIe do postaci metalu ze skurczu plazmy, której w kosmosie pod względem objętości jest wielokrotnie więcej niż materii występującej w znanych nam trzech stanach skupienia. Gazowe gwiazdy nie istnieją. Dlatego efekt fuzji termojądrowej jest nieosiągalny. Tokamak to daremny wydatek wielu miliardów w błoto.
Plazma jako efekt różnicy potencjałów wynikający z drgań eteru w przestrzeni kosmicznej, układa się w postaci wielkich, wielokształtnych sieci wyładowań elektrycznych które tworzą wzdłuż swoich włókien prądowych galaktyki spiralne otoczone indukowanym z tych włókien polem elektromagnetycznym. Prądy powstałe wewnątrz galaktyk zasilają gwiazdy i znowu pole elektromagnetyczne gwiazd zasila prądami plazmy planety. Więc Ziemia co za tym idzie, nie posiada wewnątrz czarodziejskiego dynama. Całość złożonego systemu zasilana jest z zewnętrznej trójwymiarowej sieci prądów plazmowych. W tej sieci cała energia przenoszona jest od przestrzeni do materii za pomocą fotonów. Cała materia jest również zbudowana z różnych modyfikacji struktur fotonowych. W uproszczeniu.
Energia przenoszona jest wszędzie w naturze za pośrednictwem drgań- fal. Można ją indukować odpowiednio dostrojonym elektrycznym odbiornikiem.
Fala potrzebuje środowiska propagacji które jest tej samej natury co fala w każdym stanie skupienia. Dlatego jeśli natura pełna energii "posługuje się" jednym uniwersalnym prawem, logicznie zastosowanym i powiązanym, przestrzeń kosmiczna NIE MOŻE być bez cząsteczkową próżnią. Nawet nie ma takiej opcji.
Kolejną naukową bzdurą jest to że fotony przemieszczają się z prędkością światła. 
Światło nie przemieszcza się cząsteczkami ciskanymi przez źródło z prędkością 300 000 km/s. To jest tylko prędkość fali powstałej z dookólnie rozchodzących się sfer zbudowanych z drgających naprzemiennie sinusoidalnie zagęszczeń i rozrzedzeń ośrodka transmisji.
Wzbudzone ruchem fotony przemierzające całą przestrzeń kosmiczną, nie przyspieszają do prędkości światła a przekazują energię następnym, jeszcze wtedy nisko energetycznym fotonom, lawinowo je wzbudzając i dopiero prędkość rozchodzenia się fali wynosi ~ 300 000 km/s. wraz z odległością coraz bardziej obniżając amplitudę a jednocześnie wydłużając okres fali co przekłada się na spadek częstotliwości. Wzbudzone fotony (fale eteru- też tak można je nazwać) pozostają praktycznie tam gdzie brały udział w przekazaniu energii- czyli ruchu. Atomy możemy porównać do piany czy też bąbelków powietrza powstających podczas dużych zawirowań w zbiorniku wodnym. Niby ten sam ośrodek a jednak widzimy różnicę. Nisko energetyczne " nie pieniące się" fale z kolei odpowiadają za przenoszenie takich sił i zjawisk w przestrzeni kosmicznej jak pole elektromagnetyczne czy grawitację .
Jeśli mamy jeden jedyny ośrodek propagacji fal w kosmosie, to zanim do teleskopu czy też oka dotrą wszystkie częstotliwości, wiele rożnych fal się przemiesza tak samo jak to się działo w przypadku nachodzących na siebie fal podczas odbioru w czasach starych analogowych audycji radiowych. Tak samo dzieje się ze światłem dalekich obiektów kosmicznych. W ostateczności redukują się do niemal zera wszystkie fale poza tymi z podczerwieni w zakresie widzialnym lub nawet fal radiowych w dalszym zakresie odległości obserwowanym przez radioteleskopy.  Gdyby światło nie było tłumione przez nieruchomy eter tak samo jak fale na jeziorze są tłumione przez nieruchomą część tafli wody wokół czołowej fali i kolejnych to przestrzeń kosmiczna byłaby cała rozświetlona a fale na jeziorze tłumiły by się kolejnymi wtórnymi falami odbitymi od przeciwnego brzegu.
Nie ma innej energii oprócz ruchu "cząsteczek" a faktycznie RUCHU ETERU który postrzegany jest jako fotony, w dodatku z makabrycznie zaniżonym przez naukę szacunkiem ich ilości w przestrzeni kosmicznej.  Prąd elektryczny, światło, ciepło, magnetyzm, grawitacja, to wszystko jest przekazem ruchu cząstek- fotonów lecz o różnym potencjale ruchu, potencjale elektrycznym, czy też różnej energii. To wszystko znaczy to samo. Ruch tej eterycznej atmosfery wypełniającej świadomy twór zwany Wszechświatem stoi u podstaw wszelkich oddziaływań. Fizyka jest prosta, tylko człowiek ją niepotrzebnie zagmatwał.









Podczas przenoszenia energii jakiekolwiek drgania ulegają wyhamowaniu i obniżeniu częstotliwości aby po CAŁKOWITEJ utracie energii stać się NA POWRÓT nie wyodrębnialną częścią składową naszej eterycznej przestrzeni.







Gdy mówimy o świetle, fotonowa przestrzeń na początku była pusta, zimna i ciemna a pod wpływem różnicy ciśnienia eteru została pobudzona do świecenia czyli umownie do drgań fotonów chociaż w istocie nie rozróżniałbym fotonów jako pojedyncze cząstki. W naszych oczach obserwujemy je jako rozdzielne barwy wdostające się na orbitale atomowe siatkówki i już jako dodany do orbitali atomowych czopków czy pręcików tak zwany potencjał elektryczny, trafiają nerwami do mózgu. Jednak poszczególne barwy są to rozróżnione przez mózg człowieka i nazwane pasma częstotliwości i tylko mózg je tak interpretuje bo w rzeczywistości jest to po prostu bezbarwny falisty ruch eteru. Widmo światła w istocie nie jest podzielne. Mimo że kolory widzimy jako odrębne, to częstotliwość jest między nimi płynna. Każdy kolor odpowiada za jakiś większy zestaw częstotliwości. W kontakcie z ośrodkiem przez który fala przebiega, elektrostatyka powoduje ugięcie fali tym większe im wyższa jest jej częstotliwość drgań. Nie ma w oku ani w pryzmacie żadnego rozwarstwienia. Cały kosmos "mówi" do nas z różną częstotliwością fal z których wyższe pasma i te całkiem niskie, dla bezpieczeństwa organizmów żywych, zatrzymuje nasza atmosfera. Nienaturalnym zachowaniem światła jest jedynie laser ponieważ jest to wiązka światła w granicach której wszystkie fotony czyli CAŁA objętość wiązki eteru poddana jest jednej wybranej częstotliwości i jest to o tyle właśnie niebezpieczne dla oka i życia gdy użyte zostanie w większej skali.


















Nic się w naturze nie dzieje bez przyczyny ani też nie ma praw które nie służyłyby naturze a które mógłby nagle odkryć i zastosować człowiek tylko dla siebie.. Tak NALEŻY na nią patrzeć, gdy chce się odkryć rządzące nią prawa. Jedynie to co stosuje już dawno natura, to tylko może zacząć naśladować człowiek. Dlatego jakiekolwiek tunele czaso-przestrzenne, białe dziury i pod-przestrzenne prędkości zwyczajnie nie istnieją.
Gdyby tak wzmocnić każdą falę obecną w przestrzeni kosmicznej, niebo oślepiałoby nas nawet ciemną nocą. Być może to jest szczęście że nie mamy zbyt dużych gałek ocznych jak przystosowani do kosmicznych lotów przybysze z okolicznych gwiazd a czasem nawet z innych galaktyk...
Problematyczny efekt przesunięcia widma wszystkich galaktyk (za wyjątkiem NAJBLIŻSZEJ NAM Andromedy) ku czerwieni, nie wynika więc z rozszerzania się Wszechświata. Redukcja i wygaszanie fal ma tu miejsce a nie jakieś komplikujące niepotrzebnie sprawę domniemane rozszerzanie się Wszechświata. Wszechświat istnieje przestrzennie od "zawsze" i był na początku pustą zimną statyczną przestrzenią a po powstaniu drgań w dalszej kolejności powstaje już materialnie w formie długotrwałych wyładowań elektrycznych. Przesunięcie widma w dół pasma częstotliwości ku czerwieni, wynika z tłumiących własności samej cząsteczkowej przestrzeni na znacznych międzygalaktycznych odległościach. Analogicznie jak to się dzieje w ośrodku ciekłym gdy fala wodna spowalnia swoją częstotliwość w miarę oddalania się od źródła uderzeń, oraz w gazowym gdy fala dźwiękowa w zakresie wysokich częstotliwości wytłumiana jest w miarę oddalania od źródła.
 
Identycznie zachowuje się fala elektromagnetyczna/ eteryczna. Im niższe częstotliwości tym dalej  docierają. Możemy ich fale porównać do dźwięków, tyle że kosmicznej natury. Dźwięk jest falującym eterem w formie gazowej. Nic ponad to.
Z powodu osłabienia amplitudy i częstotliwości fal na znacznych kosmicznych odległościach w bardzo dalekiej przestrzeni nie widzimy i nie zarejestrujemy ich WCALE. W zasadzie obecny znany Wszechświat a nawet ten nieznany ale przewidywany, może być z zewnętrznej perspektywy bladym niewiele znaczącym lub wręcz pomijalnym punktem w pełnej skali kosmicznej przestrzeni. Dalekim szacunkowo od tego co naukowcy określili mianem granic Wszechświata, stąd jest to wręcz tragicznie mocno nie doszacowana dana dotycząca skali i natury zjawiska jakim jest Wszechświat, nie mówiąc o absolutnie zbędnych i daremnych a wręcz żałośnie śmiesznych próbach szacowania jego wieku. To co jest wskazywane jako bryła Wszechświata może być tylko punktem spoza którego dobiega nas... cisza/ ułamkowa częstotliwość jednego Hertza aż do zera włącznie... mimo że gdzieś dalej w nieobserwowalnym Wszechświecie są fale.
Zwróćmy uwagę, że obojętnie jakie wartości energii w postaci ciepła (fotonów oczywiście) wyemitujemy, traci ona w przestrzeni kosmicznej każdą wartość do temperatury podobno −273,15 °Celsiusza = 0° Kelwina. Podejrzewam że w dalszych odległościach od Słońca niż możliwe do zbadania- jeszcze niższej, może nawet DRASTYCZNIE niższej, bo nie decyduje o tym limicie rzekomy brak drgań w strukturach orbitali atomowych. W dalekiej przestrzeni kosmicznej poza jakimkolwiek sektorem wykazującym minimalny ruch cząstek, mogą wystąpić sytuacje gdzie materia zamarznie w jedną setną czy tysięczną czasu zamarzania  niż potrzebny jest w pobliżu naszego Słońca. Trzeba zbadać samą proto-fotonową strukturę przestrzeni - fotonowy kryształ jakim jest struktura przestrzeni przekaże każdą wartość energii dalszemu otoczeniu "zimnych" fotonów aż do temperatury przykładowo minus 10 000 °C albo i więcej, z dala od jakichkolwiek gwiazd gdzieś daleko pomiędzy galaktykami lub nawet z dala od włókien plazmowych zasilających gromady galaktyk. Dlaczego gdy sugeruje się że przestrzeń jest pusta, jak jest możliwe że cokolwiek tam się znajdzie, traci temperaturę? Gdyby tam była obecna próżnia lub cokolwiek próżnio-podobnego, ciepło obiektów materialnych powinno być zachowane nawet w najzimniejszej ciemnej przestrzeni z dala od gwiazd jak w termosie. Jeśli tak się nie dzieje to znaczy że przestrzeń MUSI być wypełniona po brzegi fotonami czekającymi na odebranie energii od czegokolwiek co będzie miało wyższy potencjał temperaturowy niż przestrzeń w danym miejscu.

Przestrzeń zbudowana jest ze światła, energia jest ze światła, materia jest ze światła...a na koniec sentencja znanego chyba wszystkim futurystom mistrza w rozumieniu praw Wszechświata: "Cała materia pochodzi z pierwotnej substancji- świetlistego Eteru." 
Ja bym dodał jeszcze za Giordano Bruno że jest on odpowiedzialny za fundamentalny nośnik informacji i świadomości. Tak więc za daremne można uznać (na szczęście) próby transferu świadomości człowieka do maszyny. Porażka jest tu BARDZIEJ NIŻ PEWNA.



Problem ze zrozumieniem własności przestrzeni kosmicznej i wynikającymi z tego przedłużającego się nadmiernie stanu skutkami w postaci niedorozwoju technologii astronautyki, jest bliźniaczo podobny do problemu w czasie, gdy ludzkość uczyła się latać w środowisku atmosferycznym. Wtedy również długi czas uważano, że atmosfera to pustka i nic od powierzchni Ziemi oderwać się nie może, a jednak Bracia Orville Wright w 1903 roku dokonali przełomu- pierwszego lotu samolotem. Jaki "maind-set" im wtedy towarzyszył że mimo wszystko tego dokonali? Na pewno nie byli to konformiści. Wkrótce przekroczono też barierę prędkości dźwięku.













Na rysunku po lewej widać sytuację gdy lecący obiekt zrównał się z prędkością dźwięku a po prawej, gdy ją przekracza. Wzór można bez większych zmian, dostosować na potrzeby lotów kosmicznych z prędkością światła i wyższą a wtedy cała ta historia jeszcze raz zatoczy koło i pęknie jak balon, kolejny "enty" antropocentryzm. 
Domniemanie że naturalne własności cząsteczek światła są granicą dla technologii podróży międzygwiezdnych czy nawet międzygalaktycznych jest tym samym co uznanie że prędkość urządzeń technicznych w atmosferze, nie przekroczy prędkości lotu sokoła wędrownego- najszybszego zwierzęcia w swojej klasie. Zaopatrując pojazd kosmiczny w silniki (nazwijmy je "foto-induktorami"- ze względu na potrzebę indukcji z kwantowej (po polsku cząsteczkowej) przestrzeni "wolnych fotonów" jako pędnika sterowanego procesami elektromagnetycznymi) dla zapewnienia odpowiedniego zapasu mocy, możemy przekroczyć prędkość światła, przyjmijmy nawet stu albo i tysiąckrotnie, co w tak gigantycznych kosmicznych pustkach jakie mamy do dyspozycji nadal nie jest żadnym dokonaniem ani tym bardziej niebezpieczeństwem. Nawet gdyby nie było do dyspozycji tak szybko reagującego radaru. Oczywiście obowiązuje zasada doboru prędkości do ilości spodziewanych przeszkód taka jak na drodze - jeśli nie masz powodu się spieszyć, nie musisz nadużywać prędkości. Bezpieczeństwo nie jest tchórzostwem a brawura odwagą. Rzekomo nieprzekraczalna prędkość światła, nie powinna być żadną fizyczną barierą dla technologii, obligującą do tworzenia wymijających ten technologiczny problem teorii o tunelach nadprzestrzennych wewnątrz czarnych dziur, nadinterpretacjach w postaci białych dziur, terminalach teleportacyjnych czy tym podobnych fantazjach wobec relatywnie prostej względem tych bajań technologii elektromagnetycznej (co będzie tu pokazane). Fantazja jest dobra ale nie w świetle praktycznych zadań do zrealizowania. Umiar dobrze mieć we wszystkim. Również pochopne i szybkie założenie stałej prędkości światła, jak i rzekome zjawisko rozszerzania się Wszechświata, wnioskowane czerwoną barwą światła galaktyk, do niczego nas nie doprowadzi oprócz kolejnych błędnych wniosków.
Prędkość światła jest zmienna w zależności od gęstości ośrodka propagacji. Największa jest w subatomowej budowy przestrzeni kosmicznej, mniejsza w gazie, najmniejsza w cieczy i ciałach stałych- nie licząc kryształów które strukturalnie przypominają spolaryzowaną krystaliczną przestrzeń kosmiczną. Podobnie jest z barwą światła. Barwa czerwona ma największą amplitudę i jest najszybsza więc najdalej dociera zanim zostanie rozproszona o "cząsteczkową przestrzeń" i odbicia /zakłócenia fali  elektromagnetycznych od pól elektromagnetycznych (w istocie powierzchni subgazowych), powierzchni gazowych, ciekłych czy stałych. Soczewkowanie grawitacyjne również ma błędną nazwę. To właśnie jest zakłócenie przejścia światła przez lub obok subgazowych wspomnianych pól elektromagnetycznych, magnetosfer różnych ciał niebieskich czy to gwiazd czy galaktyk. Sama grawitacja jako pośredni słaby prąd elektrostatyczny nie wywoła takich efektów. Być może właśnie z tego względu jedynie najbliższa naszej galaktyce Drodze Mlecznej, galaktyka Andromedy zdolna jest dosłać nam swoje widmo o barwie ultrafioletu. 
"Atmosfera Wszechświata" -tu "kosmosfera" jest nośnikiem wszelkich zachodzących w kosmosie zjawisk, analogicznie jak w stanie skupienia gazowym, ciekłym czy stałym z tym że to środowisko przenika pozostałe wymienione gęstości. Jedyna różnica jest taka, że fotony będące konstrukcją struktur wszystkich bardziej skomplikowanych cząsteczek, są najmniej reaktywne z tzw grawitacją (elektrostatyką) niż pozostałe stany skupienia. Mniej nie znaczy wcale. Fotony to również składnik powłok "elektronowych" a w przestrzeni kosmicznej obecne jako tzw. wolne elektrony- fotony których naukowo wysnuty niedobór w Teorii Wielkiego Wybuchu, powoduje problemy m.in. z określeniem własności ośrodka dla propagacji światła oraz brak możliwości wyjaśnienia siły zewnętrznej stabilizującej galaktyki. Ucieka się przez to do kolejnych i kolejnych nazw tych nie rozumianych i zbędnych cząsteczek. Poza tym wykryto już przeszło 200 różnych cząstek ale brak praktycznych efektów tych badań. Według mojego rozumowania, przestrzeń kosmiczna jest wypełniona fotonami - cząsteczkami które powinny być ujęte w Tablicy Mendelejewa, jako pierwiastek pozbawiony struktury, choćby ze względu na sumę tych cząstek wyprzedzającą kategorycznie, wartości liczbowe jakichkolwiek innych pierwiastków rozumianych jako modyfikacje eteru.
Samo światło jako fala elektromagnetyczna nie rzuca się przez kosmos od gwiazd do naszych oczu jakimiś pojedynczymi sztukami fotonów. Energia jest przenoszona analogiczne jak we wodzie i powietrzu. Fale eteru/ fotony pobudzane są do ruchu przy gwieździe i tam zostają , następnie fala przekazuje energię następnej fali aż do naszych oczu. I dopiero gdy fotony przy naszych oczach zostaną pobudzone, przekazują energię fotonom na orbitalach atomów w nerwach naszych oczu przy czym wszystkie fotony pozostały w praktyce bardzo blisko miejsca sprzed startu fali . Więc z prędkością światła podróżuje TYLKO FALA  nie tzw fotony. Ok fizycy? Ile jeszcze chcecie udawać to odkrywanie praw natury? Poza modyfikacjami struktur fotonowej konstrukcji, nie ma sensu poszukiwać innych, odróżniających się źródłem pochodzenia cząsteczek. Fotony- eter są obecne w całej przestrzeni jakkolwiek to brzmi a do tego są wręcz pod ciśnieniem, ponieważ są logicznie koniecznym jednorodnym środowiskiem dla rozprzestrzeniania się fali i pól elektromagnetycznych oraz podtrzymania pozostałych zjawisk. Zrozumienie własności przestrzeni kosmicznej dla umożliwienia podróży kosmicznych jest związane ze zrozumieniem właściwości i struktury (cząsteczek) fal elektromagnetycznych /światła. Środowisko "atmosfery" kosmicznej nie stanowi oporu dla elektromagnetycznej maszyny latającej a jednocześnie może być jej pędnikiem, podobnie jak to się dzieje w silnikach liniowych a prędkość osiągana jest tu zależna jedynie od mocy źródła zasilania maszyny i siły pola elektromagnetycznego wkoło kadłuba maszyny które ma za zadanie zniwelować ewentualne śladowe tarcie cząsteczkowej przestrzeni kosmicznej względem kadłuba tak skonstruowanej elektromaszyny. Zasady budowy tzw. niezidentyfikowanych maszyn latających muszą i będą podlegać bezwzględnie pod to prawo. Przekroczyliśmy barierę prędkości dźwięku dla cząsteczek atomowych w atmosferze, więc przekroczymy także barierę światła dla cząstek subatomowych w "kosmosferze"!





















16 czerwca, 2022

NikolaTesla














Nikola Tesla był konstruktorem wielu urządzeń do wytwarzania i wykorzystania prądu przemiennego, konkurując skutecznie z  Edisonem, który uznawał tylko prąd stały.

Był autorem blisko 300 patentów, które chroniły jego 125 wynalazków w 26 krajach, głównie rozmaitych urządzeń elektrycznych, wśród nich są silnik elektryczny i prądnica prądu przemiennego, autotransformator, dynamo rowerowe, radio, elektrownia wodna (na wodospadzie Niagara), bateria słoneczna, turbina talerzowa i transformator Tesli (rezonansowa cewka wysokonapięciowa).

Nikola Tesla był m.in. twórcą pierwszych urządzeń zdalnie sterowanych drogą radiową. Początkowo za twórcę radia uważano Guglielma Marconiego, jednak w 1943 Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych przyznał prawa patentowe Tesli. Rozprawa rozstrzygnęła się po śmierci wynalazcy, przez co powszechnie za twórcę radia uznaje się Marconiego, mimo iż przyznał się on do wykorzystania wcześniejszych prac Tesli w zbudowaniu radia.

W 1916 został wyróżniony Medalem Edisona „za wybitne osiągnięcia we wczesnych pracach nad prądem wielofazowym i wielkiej częstotliwości”.


Koncepcja wolnej energii była rodzajem obsesji Tesli, który pod koniec życia wykorzystywał każdą wolną chwilę na jej poszukiwanie.

Tesla twierdził: (…) ujarzmiłem promienie kosmiczne i sprawiłem, by służyły jako napęd (…). Ciężko pracowałem nad tym przez ponad 25 lat, a dziś mogę stwierdzić, że się udało. (cytat z 10 lipca 1931 r. z Brooklyn Eagle).

W 1901 r. opatentował odbiornik wolnej energii nazwany Aparatem do Wykorzystywania Energii Promienistej. Patent odnosi się do Słońca, jak i innych źródeł energii promienistej, jak promienie kosmiczne.

Próbował także przekształcić jednobiegunową prądnicę Faradaya w urządzenie wolnej energii. W 1889 r. uzyskał patent na maszynę dynamoelektryczną, której konstrukcję – opartą na pomyśle Faradaya – udoskonalił pod względem wydajności przez zmniejszenie oporu i odwrócenie momentu napędowego. Tesla sądził, że jeżeli da się uzyskać moment obrotowy o kierunku zgodnym – a nie przeciwnym – z kierunkiem ruchu, wówczas maszyna stanie się samowystarczalna. Chociaż nie udało mu się tego dokonać, jego ideą i ideą Faradaya zainteresowali się w latach 70. i 80. XX w. liczni badacze, między innymi Bruce De Palma – wynalazca maszyny N, mimo że już za życia Tesli udowodniono, że tego rodzaju maszyna łamałaby kilka praw fizyki, przede wszystkim zasadę zachowania energii.

Cytaty: 

1. „Jeśli chcesz zrozumieć Wszechświat, zacznij myśleć w kategoriach energii, częstotliwości i wibracji.”

2. „Jesteśmy jednością. Tylko ego, przekonania i strach próbują nas rozdzielić”

3. „Mój mózg to tylko odbiornik, we wszechświecie znajduje się Rdzeń, z którego otrzymujemy wiedzę, siłę, inspiracje. Nie wnikałem w tajemnice tego rdzenia ale wiem, że On istnieje.”

4. „Niech przyszłość powie prawdę i oceni każdego według jego pracy i osiągnięć. Teraźniejszość należy do nich, przyszłość jest moja.”

5. „Ciężko jest dać nieograniczoną energię, ograniczonym umysłom.”

6. „Przebywaj w samotności. Oto sekret innowacji. Przebywaj w samotności. Wtedy rodzą się najlepsze pomysły.”

7. „Potrzebujemy teraz bliższego kontaktu i lepszego zrozumienia między jednostkami i społecznościami na całej ziemi, a także wyeliminowania egoizmu i dumy, które są zawsze skłonne pogrążyć świat w pierwotnym barbarzyństwie i walkach.
Pokój może przyjść tylko naturalnie jako konsekwencja powszechnego oświecenia i połączenia ras, a my wciąż jesteśmy tak daleko od tej błogiej realizacji”.

8. „Zdecydowana większość ludzi nigdy nie zdaje sobie sprawy z tego, co dzieje się wewnątrz nich, a miliony padają ofiarami chorób i umierają przedwcześnie właśnie z tego powodu.”
(patrz parazytologia jako nauka o przyczynie wszystkich chorób- jedz słodkie a upodobnisz się do robaka, zaprosisz go stając się jego domem).

9. „W dniu, w którym nauka zacznie badać zjawiska nie fizyczne, osiągnie większy postęp w ciągu jednej dekady niż we wszystkich poprzednich wiekach swojego istnienia.”

10. „Nie martwi mnie to, że ukradli moje pomysły. Martwi mnie to, że nie mieli swoich własnych.”

11. Latem 1896 roku pewien dziennikarz, widząc że Nikola Tesla jest w rozmownym nastroju reporter postanowił zaryzykować pytanie osobiste. Wiedząc, że Tesla był kawalerem, zapytał go o kwestię małżeństwa. 
-Czy małżeństwo byłoby czymś odpowiednim dla osób o temperamencie artystycznym?

-"Dla artysty, tak; dla muzyka, tak; dla pisarza, tak; ale dla wynalazcy, nie. Pierwszych trzech musi czerpać inspirację z wpływu kobiety i kierować się miłością do ostatecznego osiągnięcia, jednak wynalazca ma tak napiętą naturę z tak wielką dozą dzikiej pasji, że oddając siebie ukochanej kobiecie, musiałby oddać jej wszystko, a tym samym zabrać wszystko wybranej przez siebie dziedzinie.
Nie sądzę, by można było wskazać wiele wielkich wynalazków dokonanych przez ludzi żonatych."

12. „Nie zamierzam dać satysfakcji owym ograniczonym, zazdrosnym indywiduom, które próbują udaremnić me wysiłki. Nie są oni dla mnie niczym więcej niż zarazkami jakiejś obrzydliwej choroby." 

13. „Pieniądze nie stanowią aż tak wielkiej wartości, jaką nadają im ludzie. Wszystkie swoje pieniądze zainwestowałem w eksperymenty, dzięki którym dokonałem odkryć pozwalających ludzkości na trochę łatwiejsze życie”

14. „Energia elektryczna jest wszechobecna w nieograniczonych ilościach i może zasilać maszynerię świata bez potrzeby węgla, gazu czy innych paliw”, „Nim miną pokolenia, maszyny zaopatrywane będą w moc, którą da się uzyskać z dowolnego miejsca wszechświata… Czy będzie to energia statyczna, czy kinetyczna? Jeśli statyczna, na próżno żywimy nadzieję. Jeśli kinetyczna – a wiemy z pewnością, że właśnie taka – kwestią czasu pozostaje, by człowiek podłączył urządzenia do koła zamachowego przyrody”, „Dzisiejsi naukowcy myślą głęboko zamiast wyraźnie. Trzeba być zdrowym na umyśle, aby myśleć wyraźnie, ale można być szalonym i myśleć głęboko”

15. „Musimy nauczyć się uzyskiwać potrzebną nam energię bez zużywania surowców”, „Natura może osiągnąć ten sam rezultat na wiele sposobów”

16. „Człowiek nie jest w Nieskończoności jedyną istotą obdarzoną rozumem”, „Nasze cnoty i nasze porażki są nierozdzielne, tak jak życie i materia. Kiedy się rozdzielą, będzie to oznaczać koniec człowieka”...













12 czerwca, 2022

Elektryczne planety i księżyce

 




Galileusz po raz pierwszy nazwał ten księżyc Jowiszem I. W połowie XIX wieku zdecydowano się na zmianę i w taki sposób ten naturalny satelita otrzymał swoją dzisiejszą nazwę – Io.
Dane historyczne wskazują, że odkrycia dokonał on już poprzedniego dnia, jednak nie mógł on rozróżnić Io od Europy, co trwało aż do następnej nocy.
Po raz pierwszy odkryto zatem księżyce planety innej niż Ziemia.

Środowisko Io zostało w ostatnich latach poddane intensywnej analizie, ponieważ naukowcy próbują wyjaśnić, dlaczego ten naturalny satelita ma najbardziej aktywne wulkany w Układzie Słonecznym.
Badania wykonane w 2017 roku poddały w wątpliwość istnienie podziemnego oceanu. Sugerują one, że to właśnie dzięki jego brakowi możemy zaobserwować zorzę polarną.
Trudności obserwacyjne tego księżyca wynikają właśnie z faktu, że aktywność, rzekomo wulkaniczna  jest wystarczająco gwałtowna, tak że problemy mogą się pojawić nawet w przypadku wykonywania zdjęć satelitarnych z dużej odległości.

Przykładem stałego wyładowania elektrycznego w "mikro" skali, jakie zachodzą stale w dalekim kosmosie, jest w naszym Układzie Słonecznym  para Jowisz - Io, choć nie tylko. Są to wyładowania błędnie wyjaśnione wyłącznie wulkanizmem. Część  tych "wulkanów" zdaje się wędrować po powierzchni tego Księżyca w rytm zmian napięcia a także rezystancji podłoża, ponieważ ta, pod wpływem działania prądu się zmienia, dlatego łuk elektryczny musi stale zmieniać swoją pozycję, szukając niższego oporu.











Wyjątkowy wygląd księżyca Io sugeruje wyjątkowe procesy na powierzchni, nie wdając się w przyczyny powstawania istoty zjawiska.







Fizyk Wal Thornhill twierdzi, że Io, najbliższy planecie spośród czterech dużych księżyców Jowisza, doświadcza stale wyładowań elektrycznych z Jowisza, i jest na skutek tego elektrycznie okrawany. Wskazał, że Io jest żywym elektrycznym laboratorium wyładowań plazmowych, zachodzących wokół nas, jeśli tylko chcemy je zobaczyć. Największe żarzenie ma miejsce bezpośrednio przy powierzchni Jowisza oraz na stronie przeciwnej powierzchni Io. Io może wytworzyć w sobie prąd o napięciu 400 000 woltów i natężeniu 3 000 000 amperów. Prąd ten podąża ścieżką najmniejszego oporu wzdłuż linii pola magnetycznego Jowisza na powierzchnię planety, tak jak łuk elektryczny w rozłącznikach sieci wysokiego napięcia, tworząc błyskawice w górnej atmosferze Jowisza. Słynne wulkany na Io nie mogą być wulkanami, ponieważ przemieściły się na odległość wielu mil od czasu ich odkrycia. Również materiał przez nie wyrzucony nie układa się w koło, jak materiał wulkaniczny, lecz w cienki pierścień, jak materiał z działa plazmowego. Są to wyraźnie wyładowania elektryczne, nie wyłącznie działalność wulkaniczna!

Natomiast oficjalna nauka tłumaczy to tak :
"Powierzchnia Io jest geologicznie bardzo młoda, zdominowana przez równiny pokryte wielobarwnymi związkami siarki. Jej wygląd porównywany bywa do pizzy. Nie obserwuje się tu prawie żadnych kraterów uderzeniowych. Ślady kolizji kosmicznych szybko zostają zatarte, ponieważ powierzchnia księżyca podlega nieustannym zmianom, a zagłębienia kraterów szybko wypełniają się materiałem wyrzucanym w erupcjach wulkanów. Z tego powodu każdy fragment powierzchni księżyca liczy sobie mniej niż 1000 lat.
Kolorowy wygląd Io pochodzi od różnych substancji, między innymi krzemianów (w tym piroksenów), siarki i dwutlenku siarki. Szron dwutlenku siarki występuje powszechnie na powierzchni Io, barwiąc rozległe obszary na biało lub szaro. Obszary zbudowane z osadów siarki cechuje z kolei kolor żółty lub żółto-zielony. W pobliżu biegunów i w średnich szerokościach siarka jest na ogół uszkodzona przez intensywne promieniowanie, które rozbija ośmioczłonowe pierścienie siarki rombowej na krótsze. Tak przekształcony materiał przybiera barwę czerwono-brązową. Eksplozje wulkaniczne, przybierające często postać wielkich pióropuszy w kształcie parasola, zasypują powierzchnię materiałem złożonym z krzemianów oraz siarki i jej związków. Osady związane z eksplozywnym wulkanizmem są często czerwone lub białe, w zależności od ilości siarki i dwutlenku siarki w pióropuszu. Pióropusze powstające w otworach wulkanicznych z odgazowania lawy zawierają na ogół większe ilości S2. Opadając na powierzchnię, tworzą czerwone osady w kształcie wachlarza, a w ekstremalnych przypadkach – ogromne czerwone pierścienie, o promieniu przekraczającym 450 km od centralnego otworu wulkanicznego. Przykładem takiego utworu jest pierścień wokół wulkanu Pele. Czerwone depozyty składają się głównie z siarki (w postaci trój- lub czteroatomowych pierścieni), dwutlenku siarki i być może Cl2SO2. W miejscach, gdzie świeże wypływy lawy wdzierają się na teren wcześniejszych złóż siarki i dwutlenku siarki powstają chmury, które zestalając się, pokrywają okolicę białymi lub szarymi osadami.
Temperatura powierzchni waha się od około 90 K w nocy do 130 K w dzień (wyłączając miejsca aktywności wulkanicznej). Wypływy lawy mogą natomiast osiągać temperaturę 1500 K. Obserwacje nocnej półkuli przez sondę Galileo wskazały, że okolice biegunów Io nie są chłodniejsze od obszarów wokół równika.










Mapa powierzchni Io








Aktywność na Io po raz pierwszy dostrzeżono w latach siedemdziesiątych XX wieku, gdy do Jowisza dotarły pierwsze sondy kosmiczne. Io okazała się najaktywniejszym pod tym względem ciałem Układu Słonecznego. Liczne wulkany w jednych miejscach "wygasają", "pojawiając" się w innych. Te SZYBKIE zmiany stwierdzono już na zdjęciach z sond Voyager 1 i Voyager 2, które w odstępie czterech miesięcy odwiedziły układ Jowisza.
Wulkany Io wyrzucają gazową siarkę i dwutlenek siarki, barwiąc powierzchnię księżyca. Siarka nadaje całej powierzchni kolor żółty, pomarańczowy, czerwony, a nawet zielony. Substancje lotne wyrzucane są z wulkanów z prędkościami dochodzącymi do 1 km/s, pociągając za sobą krzemianowy materiał piroklastyczny. Z powodu stosunkowo słabego przyciągania grawitacyjnego księżyca, erupcje sięgają nawet 400 km ponad powierzchnię. Ponieważ brak wiatrów, materiał opada wokół czarnych wulkanów w niemal idealnych okręgach.
Wyróżnia się dwa typy wulkanicznych pióropuszy. Częściej spotykane i bardziej długowieczne są gęste optycznie fontanny pyłu i dwutlenku siarki wyrzucane na wysokość nieprzekraczającą 100 km. Związane są z potokami lawy podgrzewającymi podpowierzchniowo dwutlenek siarki do temperatury krytycznej (430 K). Wyrzucony gaz opada i kondensuje na powierzchni w okręgach o promieniach około 200 km, tworząc białe lub żółte osady. Źródło tego typu erupcji powoli wędruje ..( no ciekawe... nic nie jarzą ci naukowcy:)) ..wraz z przemieszczającym się czołem potoku lawy, niekiedy na odległość kilkudziesięciu kilometrów. Przykładami wulkanów, z którymi związane są mniejsze pióropusze są Prometheus, Culann, Amirani i Zamama. Znacznie większe pióropusze powstają z odgazowania lawy w kalderach wulkanicznych i jeziorach lawowych. W odróżnieniu od poprzedniego typu, zawierają znaczne ilości siarki. Ponieważ źródła gazów mają wyższą temperaturę (około 1500 K), osiągają one zazwyczaj wysokość około 400 km i tworzą czerwone pierścienie osadów siarki w odległościach średnio 600 km od wulkanów. Ten typ erupcji jest często trudny do bezpośredniej obserwacji – pióropusze zawierają na ogół małe ilości pyłu. Do wulkanów wyrzucających gazy na bardzo duże wysokości należą Pele, Dazhbog, Tvashtar i Surt.
Charakterystyczne dla wulkanizmu Io są również rozległe wylewy lawy. Podczas większych erupcji mogą osiągać długość dziesiątek, a nawet setek kilometrów.
Powierzchnia Io upstrzona jest wulkanicznymi zagłębieniami, zwanymi paterae. Mają one na ogół płaskie dna, ograniczone stromymi ścianami  (a przypadkiem nie od elektrycznego topienia krawędzi?!) 
Formacje te przypominają ziemskie kaldery, lecz nie wiadomo, czy powstają w ten sam sposób – przez zapadnięcie się stropu pustej komory magmowej. Według jednej z hipotez tworzą się przez odsłonięcie wulkanicznych sillów. W odróżnieniu od podobnych zagłębień na Ziemi czy Marsie, paterae nie znajdują się na szczytach wulkanów tarczowych. Są też na ogół większe od ziemskich, przeciętnie o średnicy 41 km, a największa – Loki Patera – ma 202 km średnicy (kojarzy mi się to z cięciem metalu spawarką plazmową). Głębokość kilku została określona, przekracza ona w większości przypadków 1 km. Ponad połowa spośród 417 zidentyfikowanych zagłębień tego typu związana jest z uskokami lub górami.
Paterae są często miejscami erupcji wulkanicznych, czy to w postaci wylewów lawy, czy też w formie jezior lawowych. W miarę stygnięcia tych ostatnich tworzy się na ich powierzchni skorupa, po pewnym czasie zapadająca się i tonąca wskutek większej gęstości. Proces ten może odbywać się w sposób ciągły (np. w jeziorze lawowym wulkanu Pele, co czyni go jednym z najgorętszych miejsc na Io) lub epizodyczny (np. w Loki Patera; obserwuje się wtedy nawet 10-krotny wzrost emisji ciepła."

A teraz moja sugestia- czy tzw morza na naszym Księżycu nie są przypadkiem efektem dawniejszych wyładowań elektrycznych w opisywanej przez Sitchina historii zderzenia 2 x większej Ziemi i Księżyca jako jednego z jej 11 satelitów, którą to historię opisałem na moim blogu? 
Zauważ że morza występują wyłącznie od widzialnej z Ziemi strony Księżyca , zwróć też uwagę że ten księżyc Jowisza też jest zwrócony do niego jedną stroną tak jak ziemski do Ziemi i jest najbliżej Jowisza...
Tymczasem nauka oficjalna dalej : "Wypływy lawy na Io następują, albo z otworów w dnach paterae, albo ze szczelin na równinach. Erupcje te są podobne do obserwowanych na ziemskim wulkanie Kīlauea. Uwalniają mniej energii w jednostce czasu niż tworzące pióropusze erupcje eksplozywne, trwają jednak nawet dziesiątki lat. Przykładem może być wylew lawy z wulkanu Prometheus, który wydłużył się z 75 km w roku 1979 do 95 km w 1996. Wielka erupcja w roku 1997 pokryła lawą powierzchnię ponad 3500 km², zalewając dno sąsiedniej Pillan Patera.


















Finezyjna struktura powierzchni Io. Nauka uparcie interpretuje to co widzimy na krawędzi księżyca Io, jako erupcję wulkanu.













Teraz porównajmy wszystko do efektu elektrycznej obróbki powierzchni drewna zwanym efektem Lichtenberga.













Rzekoma erupcja wulkaniczna. Ciekawe skąd taki silny wiatr tam wieje?...






Po przelotach sond Voyager naukowcy początkowo uważali, że wypływający materiał składa się przede wszystkim ze stopionej siarki i jej związków. Nowsze obserwacje w podczerwieni wykazały, że otwory wulkaniczne są znacznie gorętsze, niż wynikało z pomiarów (525 K) instrumentem IRIS Voyagerów, który nie miał możliwości rejestrowania promieniowania elektromagnetycznego o długościach fal odpowiadających wyższym temperaturom. .... 

W 1986 roku zaobserwowano z Ziemi jasną erupcję, w okolicach której temperatura musiała być wyższa niż 900 K, przekraczając znacznie temperaturę wrzenia siarki (715 K), wskazując na lawę bazaltową. Temperatury gorących, odsłoniętych wnętrz wulkanów przekraczają 1300 K, a w niektórych przypadkach dochodzą do 1600 K. Wcześniejsze oszacowania, mówiące o temperaturach bliskich 2000 K, okazały się przesadzone wskutek użycia błędnych modeli termicznych.
Na księżycu Io jest czynnych około 150 wulkanów. Wybuch 29 sierpnia 2013 r. wyzwolił energię 20 TW, 10 tys. razy większą od wybuchu islandzkiego wulkanu Eyjaftjallajökull w 2010 r.
Krążąc wokół Jowisza, Io porusza się w bardzo silnym polu magnetycznym planety. DALEJ NIC?Indukuje ono w jej otoczeniu prąd elektryczny o mocy rzędu 1000 gigawatów i napięciu sięgającym 400 000 V. W takich warunkach materia z atmosfery Io jonizuje się i ulatuje w przestrzeń okołojowiszową, ( NIE TYLKO Z ATMOSFERY .. ) tworząc wzdłuż orbity księżyca torus zjonizowanych cząstek.
Układ Jowisz – Io jest silnym emiterem fal radiowych. Odpowiedz sobie dlaczego...

Dla dopełnienia obrazu ciekawostką leksykalną jest w jaki sposób nazwy dni tygodnia od zamierzchłych czasów odpowiadają zjawiskom na planetach. Przykładowo Czwartek- dies Iovis , „dzień Jowisza” -rzymski bóg, który stworzył grzmoty i błyskawice; patron państwa rzymskiego. Z kolei po angielsku i niemiecku poniedziałek (Monday/Montag) to nic innego jak dzień Księżyca (Moon), ale czwartek (Thursday/Donnerstag) to dzień Jowisza a "es donnert" znaczy że grzmi.
Skąd w starożytności wiedziano że właśnie planeta Jowisz jest- także technicznie- władcą piorunów? A dosłowniej że w naszym Układzie Słonecznym tylko pomiędzy Jowiszem i Jo wszechświat ukazuje swoją prawdziwą elektryczną naturę?? Przypadek??




Ciekawym obiektem Układu Słonecznego pod tym względem jest też księżyc Saturna - Enceladus. Został on dokładnie zbadany przez krążącą wokół Saturna sondę Cassini, która wielokrotnie przelatywała bardzo blisko Enceladusa, nawet w odległości 50 km od niego. Księżyc ten jest bardzo mały , jego średnica wynosi zaledwie 500 km. Jego lodowa skorupa odznacza się najwyższym współczynnikiem albedo ze wszystkich znanych obiektów.  Odbija ponad 80 % padającego na niego światła słonecznego ( nasz Księżyc - zaledwie 12 % ). Nauka twierdzi, że jest jednym z najbardziej aktywnych geologicznie satelitów w naszym układzie a aktywność geologiczna Enceladusa przejawia się obecnością w okolicach południowego bieguna tzw. kriowulkanów , które wyrzucają lód zamiast lawy (RACZEJ JONIZACJA ELEKTRYCZNA). Jest tam również co najmniej 100 gejzerów tryskających słoną wodą w przestrzeń kosmiczną. Południowy biegun Enceladusa wystrzeliwuje wraz ze słoną wodą pióropusze złożone z pary wodnej, metanu, propanu oraz ziaren lodu. Osiągają one wysokość dochodzącą do kilkuset kilometrów i prędkość ponad 2 tys. km / godz. Wszystko to pochodzi prawdopodobnie z oceanu leżącego pod lodową skorupą tego księżyca. Gejzery w każdej sekundzie wyrzucają ok. 200 kg materiału, którego część wraca na powierzchnię w postaci opadu przypominającego śnieg. Na temat wewnętrznej struktury Enceladusa trwają wśród naukowców dyskusje. Jedni twierdzą, że wewnętrzny ocean zajmuje jedynie okolice bieguna południowego, inni uważają, że ukryty jest on pod całą lodową skorupą, a pojawienie się gejzerów po przeciwnej stronie jest tylko kwestią czasu. Obserwacje ujawniły też pęknięcia półkuli z gejzerami, znane jako ,, tygrysie pasy " , poprzez które właśnie uwalnia się materiał z wnętrza obiektu. Istnieją hipotezy, że w przyszłości to samo może stać się na półkuli północnej. 
Pokrywający Enceladusa świeży, czysty lód sprawia, że Enceladus ma największe albedo ze wszystkich obiektów w Układzie Słonecznym – odbija ponad 90% padającego nań światła. Niewielka ilość pochłanianej energii słonecznej powoduje, że temperatura powierzchni wynosi w południe zaledwie −198 °C więc powinno tam być zbyt zimno na istnienie wody w stanie ciekłym, lecz obecność amoniaku w strumieniach pod powierzchnią może działać jak środek przeciw zamarzaniu. Mimo to na tym niewielkim księżycu obserwujemy szczeliny, z których wyrzucane są strumienie pary i pyłu, podobnie do ziemskich gejzerów.
Rozmiary Enceladusa nie są na tyle duże, by zachodzące w jego wnętrzu reakcje rozpadu pierwiastków promieniotwórczych mogły obecnie dostarczać energii koniecznej do obserwowanej aktywności. Jednak występujące na powierzchni księżyca pęknięcia, szczeliny i inne deformacje terenu świadczą, że zachodzą na nim złożone zjawiska tektoniczne, pomimo że jego wnętrze powinno ostygnąć dawno temu. Źródłem ciepła może być grzanie pływowe, wynikające z istnienia rezonansu orbitalnego Enceladusa z Dione, w stosunku 1:2.  Poza tym badania pozycji gejzerów ujawniły, że pokrywają się z małymi punktami gorąca, widocznymi w podczerwieni. Prawdopodobnie ciepło generowane jest w wyniku tarcia wewnątrz Enceladusa. Ścierające się ze sobą skały nagrzewają obszar pod biegunem południowym , co powoduje wydzielanie się pary wodnej i jej wędrówkę na powierzchnię. Do tarcia przyczynia się oddziaływanie grawitacyjnie Saturna i jednego z jego księżyców - Dione. 
Enceladus jest uwięziony pomiędzy tym potężnym oddziaływaniem. Za każdym razem, gdy Dione go wyprzedza, Enceladus zostaje szarpnięty i wpada w rezonans( ach te karkołomne naukowe teorie...) co może mieć wpływ na wewnętrzne tarcie. Należy nadmienić, że oprócz Enceladusa w Układzie Słonecznym potwierdzono aktywne procesy wulkaniczne jedynie na Ziemi, Io, oraz Trytonie.




























 Niestety nie potrafię się dopatrzeć na powyższych zdjęciach niczego innego oprócz plazmy plus w tym przypadku jonizacji lodu jako elektrycznie prowokowanej sublimacji do postaci zamarzającej krótko po tym pary wodnej. Wystarczy się chwilę przyjrzeć aby zauważyć że nie są to punktowe zjawiska a pasmowe, mające swój początek bezpośrednio na powierzchni z różną intensywnością i nie wynika to z jakichkolwiek procesów ciśnieniowych zachodzących pod powierzchnią. Przypuszczam że takie procesy występują także na Ziemi ale nie koncentrujemy się na tym. Poza tym są one przysłonięte/tłumione przez ziemską atmosferę. Przykładowo porównajmy Ognie Świętego Elma. Nie wyobrażam sobie gejzerów czy wulkanów z erupcjami lodu ani z podpowierzchniowych oceanów a cała aktywność wraz z "punktami gorąca"  jest pochodzenia elektrycznego, generowana wzajemnym elektrostatycznym oddziaływaniem pomiędzy Saturnem a Enceladusem , podobnie jak to dzieje się w układzie Jowisza.

Kolejną ciekawą sprawą są ślady wyładowań elektrycznych określane przez naukę jako wulkany tarczowe . Według Wikipedii  wulkan tarczowy jest to rodzaj wulkanu o szerokim i spłaszczonym stożku o kącie nachylenia nie większym niż 8°. Nauka twierdzi, że jej charakterystyczną cechą jest brak gwałtownych erupcji – moim zdaniem w ogóle ich w tym przypadku nie ma.  Jednym z nielicznych przykładów wulkanu tarczowego na Ziemi może być Mauna Loa na Hawajach lub islandzki wulkan tarczowy Skjaldbreiður, ale wynika to z błędnej diagnozy procesów geologicznych. 
Moim zdaniem wulkany w takiej formie powstają w wyniku wyładowań elektrycznych docierających do analizowanej powierzchni z kosmosu, gdy dwa ciała niebieskie (lub więcej)  zbliżają się do siebie na odległość przełamującą wytrzymałość elektroizolacyjną (cząsteczkowej) przestrzeni.  Również na Ziemi znajdziemy przykłady takich oddziaływań jak przykładowo Oko Sahary na foto poniżej.


















Nie jest to jakąś normą w naturze jak burzowe pioruny, ale się zdarza. Planety, księżyce, także gwiazdy posiadają takie blizny, ale trudny do obserwacji artefakt, ginie pod koroną gwiazdową. Przykładem gwiazd, pomiędzy którymi występują stałe wyładowania są tzw. Pulsary o których piszę w innym poście.


Wiele wulkanów tego typu zostało odkrytych na Wenus i Marsie, ale są one znacznie większe niż te znalezione na Ziemi. Najwyższy dotychczas odkryty wulkan tarczowy znajduje się na Marsie - Olimpus Mons- poniżej.














Wokół wulkanu osiadł pył łukowy. Następnie został zdmuchnięty przez wiatr podczas burz marsjańskich. Ciekawostką są kule marsjańskie, zwane też jagodami marsjańskimi - kule wykonane z hematytu odkryte na Marsie przez okazjonalny łazik na równinie Meridiani Planum. Procesy geologiczne prowadzące do ich powstania nie są w pełni znane nauce. Jedna z hipotez głosi, że jest chłodzony w locie, podgrzewany do postaci płynnej przez uderzenie meteorytu lub aktywność wulkaniczną. Inna hipoteza głosi, że są to konkrecje powstałe przy udziale wody (powolne osadzanie się minerałów wokół jądra). Teraz sam połącz te kropki. To co widzimy na zdjęciu to efekt wyładowania elektrycznego.

Takie wulkany powstają tylko podczas kosmicznych międzyplanetarnych wyładowań elektrycznych podobnych do  mikrokraterów powstających podczas procesu spawania metalu. Astronauci przebywajacy w otwartej przestrzeni kosmicznej wspominają zapach kombinezonu uwalniający się po powrocie do bazy JAKO ŚMIERDZĄCY SPAWANYM METALEM...






Na zdjęciu powyżej widzimy efekt spawania metalu.










Tu widzimy trzy "wulkany" Marsa niedaleko Olympus Mons (na lewo u góry)  które co ciekawe, ustawione są w JEDNEJ LINII. Przypadek?











Ascraeus Mons, jeden z trzech "wulkanów" z elektrycznie uformowaną powierzchnią.




Kanion Valles Marineris wyrzeźbiony elektrycznym wyładowaniem







1. Olympus Mons 2. Tharsis Tholus 3. Ascraeus Mons 4. Pavonis Mons 5. Arsia Mons 6. Valles Marineris

Elektryczny Wszechświat sam mówi za siebie- aż RAZI w oczy. Zapamiętaj to dobrze. Osobiście jestem przekonany już że OTW i tzw Wszechświat grawitacyjny to BEZBŁĘDNIE FAŁSZYWA teoria. Ciągle nowe hipotezy poprawkowe, świadczą o tym że jej fundament jest zmurszały i niedługo runie.