Zdjęcie przedstawia fale tsunami z ciekłego kwarcu nad ferrytową powierzchnią Słońca
Do dziś koncepcja gazowego modelu Słońca nie wyjaśniła przyczyn ruchu plam słonecznych, rozbłysków słonecznych, milionów stopni Celsiusza temperatury korony słonecznej ani też przyczyny 11-letniego cyklu aktywności Słońca itp. Do tej pory model ten nie wytworzył praktycznie żadnych zdolności przewidywania i niewiele związków przyczynowo-skutkowych, aby wyjaśnić, co dzieje się na Słońcu. Model gazowy nigdy tak naprawdę nie wyjaśnił najbardziej podstawowego i ważnego zachowania Słońca, nawet po czterech wiekach wysiłku. Opierając się na niezdolności modelu gazowego do wyjaśnienia wewnętrznego działania Słońca i na podstawie współczesnych zdjęć satelitarnych z programów YOHKOH, SOHO i TRACE oraz z analizy spektralnej z programu SERTS nadszedł czas, aby środowisko naukowe i akademickie zaczęło wycofywać się z posłuszeństwa tradycyjnemu modelowi gazowemu, który po raz pierwszy zaproponował Galileusz. Jest to moment aby poważnie i sceptycznie przyjrzeć się założeniu Galileusza. Dowody zebrane w ciągu ostatnich kilku dekad z tych satelitów i programy kosmiczne sugerują elektrycznie przewodzący model Słońca jako ciała stałego, zorientowany na powierzchnię który musi się pojawić aby zająć miejsce starego modelu gazowego, zorientowanego na jądro gwiazd. Fotosfera Słońca jest często mylona z jego powierzchnią. W rzeczywistości, jest to tylko "płynopodobna" warstwa plazmy zbudowana z neonu, pod którą znajduje się właściwa powierzchnia. Widoczna warstwa składa się z włókien "penumbry", sięgających na kilka tysięcy kilometrów w głąb Słońca.
Widoczna neonowa warstwa plazmy, którą nazywamy fotosferą, oraz cieńsza, gęściejsza warstwa zbudowana z plazmy krzemowej, całkowicie pokrywają skalistą, wapniowo-ferrytową warstwę powierzchniową Słońca. Widoczna warstwa fotosferyczna pokrywa powierzchnię Słońca, jak ziemskie oceany pokrywają większość stałej powierzchni Ziemi. Fotosfera Słońca jest tak jasna, że nie możemy zobaczyć ciemniejszych, bardziej stałych elementów powierzchni pod fotosferą bez pomocy technologii satelitarnej. Skład i wewnętrzna mechanika Słońca pod widoczną fotosferą pozostawała zagadką przez stulecia. Jest to cały stos niewyjaśnionych zjawisk, do dnia dzisiejszego zbijających z tropu teoretyków modelu gazowego, ponieważ nie rozpoznali oni warstwy przejściowej ze stopu żelaza, znajdującej się pod fotosferą. Słońce w świetle tych faktów jawi się jako samoładująca się elektroda spawarki plazmowej, gdzie pobór ładunku odbywa się poprzez reakcje elektryczne pomiędzy siecią trójwymiarowych włókien plazmowych w przestrzeni kosmicznej, oddziałującą na tkwiące wzdłuż tych włókien galaktyki spiralne. Poprzez przepływ prądu w osi tych galaktyk, tworzy się pole elektromagnetyczne zamknięte wokół przewodnika galaktyki jako symulatora płaskiego okrągłego wycinka przewodu elektrycznego. Poprzez wyjątkową intensywność pola w wyniku jego przekroju w centrum pola elektromagnetycznego tworzą się wiry zwane czarnymi dziurami które są skutkiem wirowania tego pola. Prędkość obrotowa czarnej dziury zależna jest wprost proporcjonalnie od średnicy i przewodności a więc gęstości (masy) danej galaktyki spiralnej. Ta zależność elektromagnetyczna przekłada się na siłę indukcji wobec ruchu sferycznego kawałka przewodnika naszego Słońca i reszty układu słonecznego a więc na siłę indukcji elektromagnetycznej sumy działania poszczególnych planet Układu Słonecznego. Choć jest to "zimna" wersja plazmy, napięcia są wystarczające do podtrzymania zjawiska prądów zwarciowych na powierzchni gwiazd oraz planet. Sferyczna powierzchnia ciał niebieskich wywołuje prądy wirowe jak w przypadku stojana czy wirnika w silniku. Dlatego jest on złożony z blach aby tych prądów uniknąć. Należy traktować każde ciało niebieskie jako rodzaj przewodnika. Kulistego wycinka przewodu w którym zachodzi indukcja tych prądów gdy jest on w ruchu wewnątrz jakiegokolwiek pola e.m. Na szczęście zastępy nowych satelitów oraz heliosejsmologia zaczynają rzucać nowe światło na tą warstwową powłokę Słońca, położoną jakieś 4800 km pod fotosferą a ostatnie badania nad wiatrem słonecznym sugerują, że ma ona również swój początek w tej warstwie przejściowej, tak samo jak naładowane elektrycznie pętle koronalne. SOHO, satelita należący do NASA, oraz program satelitarny Trace, zarejestrowały tą warstwę przejściową, położoną pod fotosferą choć się tym głośno nie chwalą bo nie pasuje to przecież do popełnionych błędów w teorii które musiałyby unieważnić wcześniejsze "odkrycia". Nauka NIGDY błędów jawnie nie koryguje co jest zrozumiałe ... każdemu trudno przyznać się do błędu. Personalnie czy zbiorowo, nie ma znaczenia. Jednak to na nauce spoczywa o wiele większa odpowiedzialność. Zamiast tego nauka nadpisuje nową konwencjonalną łatkę i gotowe. Założę się że ogłoszą to tuż przed armagedonem kiedy już nie da się dłużej utrzymać błotnej lawiny kłamstw.
Satelity i technologie XXI wieku pozwalają nam spojrzeć przez zewnętrzne warstwy plazmy chromosfery i fotosfery, aby zbadać skalną, wapienno ferrytową warstwę przejściową z niezwykła precyzją. Galileusz był ojcem i założycielem teorii gazowego Słońca. Obserwował je przez względnie prymitywny teleskop i zauważył, że plamy nie poruszają się równomiernie po powierzchni fotosfery. Zaobserwował również, że jego "powierzchnia" rotuje szybciej na równiku niż w okolicach biegunów. Ze swoich badań nad plamami oraz ich niecodziennym układem obrotów, Galileusz wywnioskował, że musi patrzeć na jakiś rodzaj atmosfery gazowej. Był to słuszny wniosek, aczkolwiek wiemy dzisiaj, że fotosfera Słońca jest formą gorącej, zjonizowanej cienkiej warstwy plazmy.
Rozkład równoleżnikowy plam słonecznych, zależny od siły indukcji pola elektromagnetycznego Drogi Mlecznej w 11 letnim takcie zmian jej prawie stałego pola elektromagnetycznego.
Niestety, potem Galileusz założył, że nie istnieje żadna inna stała warstwa pod widzialną fotosferą.
Był to błąd krytyczny!
Było to jak spojrzeć na świat pokryty wodą, bez możliwości dojrzenia dna, i założyć, że po prostu cały ten świat składa się z wody. Dokładnie jak z błędnym założeniem pustej przestrzeni kosmicznej. Spojrzeć w kosmos i założyć że jest pusty podczas gdy tak samo nie widzimy powietrza będąc w atmosferze ani wody gdy zanurzymy oczy w jeziorze. Galileusz nie dysponował "oczami" za miliony dolarów, oraz modułem obrazowania dopplerowskiego, pozwalającymi zajrzeć pod chaotyczną powierzchnię fotosfery. Tylko przez ostatnie 10 lat otrzymaliśmy technologie pozwalającą zweryfikować założenia Galileusza poprzez obserwacje nowoczesnymi satelitami. Programy satelitarne Yohkoh, SOHO, Trace, RHESSI, Hinode, Stereo i Geos dały nam nowe zestawy oczu, nowe sposoby patrzenia na Słońce, i nowy wgląd pod warstwy Słońca, obserwowane po raz pierwszy przez Galileusza. Teleskopy kosmiczne Hubble, Chandra i Spitzer dały nam wgląd w inne układ słoneczne, galaktyki, pozwoliły nam spojrzeć na pierwotne struktury Wszechświata, oraz ujrzeć Wszechświat w całkiem nowym widmie energetycznym.
Statystyka plam słonecznych. Tu też możemy wyróżnić około 100 letni cykl zmian pola galaktyki.
Badał on zorzę polarną i interesował się oddziaływaniami elektrycznymi pomiędzy Ziemią a Słońcem. Jego wczesne badania laboratoryjne z naelektryzowaną żelazną sferą umieszczoną w komorze próżniowej ("terrella") pozostawiły po sobie zdjęcia bardzo przypominające współczesne zdjęcia rentgenowskie Słońca, zrobione przez satelity.
Eksperymenty wysokonapięciowe w laboratorium
Zdjęcie Słońca. Dzięki możliwościom nowych sond badawczych na środku zdjęcia widzimy krater na wyraźnie LITEJ, a podobno przecież dotychczas rzekomo płynnej/gazowej powierzchni Słońca ... nie wiedzą teraz co z tym zrobić..
Technika obrazowania różnicowego, używana zarówno przez NASA, jak i Lockheed Martin, po raz pierwszy ujawniła nam, że Słońce nie jest kulą wodoru z dodatkiem helu! Posiada twardą i sztywną ferrytową powierzchnię, schowaną pod fotosferą!!! O ile w każdej gwieździe zachodzi przemiana pierwiastków prostych na bardziej złożone, nie jest ona dowodem powstawania energii na drodze syntezy jądrowej. Przeciwnie. Skutkiem ubocznym jej utraty. Dlatego też wszelkie eksperymenty fuzji jądrowej jak eksperyment chiński "Sztuczne Słońce" czy "Słońce na Ziemi" nigdy nie pozwolą otrzymać więcej energii niż zużyto. Miliony pieniędzy wywalone w błoto z powodu tylko błędnych teorii i idei. Zasilanie gwiazdy pochodzi z zewnątrz. Z pola elektromagnetycznego Galaktyki. Zdjęcia są dostępne na stronie NASA oraz Lockheed Martin, można je więc sprawdzić samodzielnie. Tak jak przypuszczał Birkeland, Słońce posiada dobrze zdefiniowaną stałą powierzchnię, która obraca się jednostajnie raz na 27,3 dnia. Dr Birkeland wyprzedził swoje czasy o co najmniej 100 lat. Ważne potwierdzenie jego teorii słonecznych oraz eksperymentów laboratoryjnych, nadeszło jakieś 40 lat później, w pracy dr Charles'a Bruce'a. Bruce udokumentował szereg zjawisk słonecznych, powiązanych bezpośrednio z wyładowaniami elektrycznymi na powierzchni Słońca. Bruce potwierdził to, co Birkeland przewidywał prawie 50 lat wcześniej, pokazując, że aktywność elektryczna jest bezpośrednio odpowiedzialna za wysoko energetyczne wyładowania na powierzchni Słońca. Elektryczna natura pętli koronalnych została potwierdzona przez Uniwersytet Maryland. Znaczący zbiór danych, będących tego potwierdzeniem, został dostarczony jakąś dekadę potem przez dr Olivera Manuela. Dr Manuel potwierdził analizą izotopową księżycowej gleby, oraz studiowaniem meteorytów, że Słońce zbudowane jest głównie z żelaza i plazmy. Niestety, jego dokonania nie zostały wizualnie potwierdzone przez następne trzy dekady. Tym niemniej okazało się, że obrazy z nowoczesnych satelitów dostarczyły bardzo mocnego poparcia obserwacyjnego dla elektrycznego modelu Słońca, opisanego pierwotnie przez dr Kristiana Birkelanda, a zweryfikowanego później przez dr Charlesa Bruce'a i dr Olivera Manuela.
Dr Charles Bruce, oraz inni naukowcy zademonstrowali już elektryczną naturę aktywności Słońca, oraz zaproponowali teorie jego stałej powierzchni, opartej na bezpośrednich obserwacjach. Jednak modele te nigdy nie zaistniały i zostały usunięte w cień pomiędzy środkiem a końcem XX wieku przez model gazowy. Na szczęście w nauce wciąż istnieje niewielka ilość specjalistów i niezależnych politycznie myślicieli, którzy długi czas promowali bardzo odmienny, bardzo twardy i żelazny model naszej gwiazdy, oparty na uważnych badaniach i obserwacjach. W ostatnim czasie, wiele konkluzji dr Manuela o tym, że Słońce zbudowane jest z metalu, potwierdzone zostało bezpośrednimi dowodami. Okazuje się, że te wizualne obserwacje stałej, żelaznej powierzchni, zostały przewidziane przez chemię jądrową przeszło trzy dekady temu, podczas gdy eksperymenty je potwierdzające, oraz niektóre przewidywania matematyczne, były zweryfikowanej już 50 lat temu, a były pierwotnie zaproponowane przez Birkelanda ponad 100 lat temu!
Badania widma kwazarów (a są to w istocie małe galaktyki) wykazały znaczną potencjalną zawartość żelaza, wprowadzając w ostatnich latach poważne wątpliwości astrofizyków co do modelu gazowego. Biorąc pod uwagę wyniki badań widmowych gwiazd, dość znaczna część gwiazd może posiadać metaliczną powierzchnię co sugeruje że gwiazdy powstają na dwa sposoby.
Ze skurczu plazmy podczas powstawania galaktyki jako główny masowy i początkowy sposób (bo gwiazdy poza galaktykami nie powstają), oraz z pozostałości po tak zwanym dotychczasowo wybuchu a raczej wyładowaniu supernowych, z których zbudowane jest wiele małych quasi gwiazd pochodzenia planetarnego, planet a także księżyców, występujących w znacznej ilości względem już wymienionych, ze względu na relatywnie małe wielkości, w tym także nasz dziwny, tytanowy, pusty wewnątrz Księżyc choć są przypadki sklejenia się i zastygnięcia dwóch sfer po wyładowaniu supernowej, jak min. znana charakterystyczna planetoida z Pasa Kuipera- Ultima Thule. Przypomina to rozrzut małych metalopochodnych sfer podczas procesu spawania. Ten właśnie proces jest źródłem powstawania wielu często niewyjaśnialnych struktur księżyców także i w naszym skromnym układzie Słonecznym. Powstawanie metalowych sfer w ogromnej z naszego punktu widzenia skali, nie jest wyzwaniem dla gigantycznego Wszechświata.
Rejestrowane zwiększone ilości zórz polarnych i temperatury w całym Układzie Słonecznym, którym podlega dziś Ziemia, są spowodowane cyklicznością zmian ładunku elektrycznego w plazmowych włóknach łączących gwiazdy, które z kolei zależą od cyklu zmian natężenia prądu plazmowych włókien łączących galaktyki. Takie zjonizowane, mimo iż niewidoczne włókna, pozwalają obcym podróżować elektromagnetycznymi maszynami ze znacznym przyspieszeniem wobec sektorów przestrzeni nie zjonizowanej przebiegiem tych włókien.
Elektryczny model Słońca odrzuca problematyczne narodziny gwiazd przez akrecję grawitacyjną. Gwiazdy powstają w wyniku konwekcji Marklunda naładowanych cząstek w pyłowej plazmie w kierunku osi galaktycznych włókien prądu Birkelanda. W gwiazdach nie ma silnika termojądrowego!
Dr Carl A. Rouse jest nazywany „cichym astrofizykiem, którego „niestandardowe” modele wnętrza Słońca prowokują społeczność fizyków słonecznych od prawie 40 lat”. Odkrył on na podstawie swoich badań pulsujących gwiazd zmiennych, że coś jest nie tak ze standardowym modelem wnętrza gwiazd. Stosując zwykłe założenia, nie mógł dopasować obserwowanej masy, jasności i promienia Słońca! Odkrył, że jego model działał tylko przy założeniu, że Słońce ma jądro z ciężkich pierwiastków. Co więcej, może odtworzyć obserwowane oscylacje heliosejsmiczne. Praca Rouse'a zasługuje na większą uwagę, ponieważ pasuje do historii kosmologii plazmowej powstawania gwiazd w zwarciu Z, w którym ciężkie pierwiastki są skoncentrowane w jądrze. Pasuje również do modelu elektrycznych gwiazd Elektrycznego Wszechświata, w którym deficyt neutrin słonecznych nie jest już „jednym z największych nierozwiązanych problemów fizyki słonecznej”, ponieważ światło słoneczne jest sferycznym zjawiskiem wyładowania elektrycznego napędzanym przez galaktykę. Wyjaśnia po prostu, dlaczego natężenie promieniowania słonecznego wykazuje modulację identyczną z modulacją neutrin. Reakcje jądrowe zachodzą na Słońcu tak samo, jak w rozbijaczach atomów na Ziemi, poprzez koncentrację energii elektrycznej na celu.
Ogólna forma wzoru linii pola magnetycznego w wolnej od sił osiowo symetrycznej strukturze włókienkowej. Włókno jest przezroczyste, więc temperatura spada w kierunku osi z powodu preferencyjnego chłodzenia najgęstszych obszarów. Tak więc zjonizowane składniki plazmy są konwekcyjne do wewnątrz z prędkością V przez gradient temperatury. Konwekcja plazmy w wolnych od sił polach magnetycznych jako mechanizm separacji chemicznej w plazmie kosmicznej. To bardzo wydajny mechanizm, który powoduje wymiatanie materii za pomocą siły dalekiego zasięgu 1/r.
Marklund wyjaśnia: „W mojej pracy w ”Nature„ plazma konwekcyjnie przemieszcza się promieniowo do wewnątrz, z normalną prędkością E x B/B², w kierunku środka cylindrycznej rury strumienia.
To dlatego plamy słoneczne widzimy jako ciemniejsze / zimniejsze. Słońce jak i inne gwiazdy podlega zasadzie że im głębiej zmierzymy temperaturę tym będzie chłodniej...Ten diagram pochodzi z e-booka „The Sun„ . Uproszczone oszacowanie rozmiaru Słońca ma na celu pokazanie, że atmosfera gwiazdy może w znacznym stopniu przyczynić się do jej pozornego rozmiaru, określonego przez cienką żółtą fotosferę co ostatnio miało miejsce w przypadku powiększenia rozmiaru gwiazdy Betelgeza. Nie wybuchła bo... gwiazdy nie wybuchają. Odrzuciła nadmiar ładunku elektrycznego i ...”zmalała„ .
Podczas tej konwekcji do wewnątrz, różne składniki chemiczne plazmy, z których każdy ma swój specyficzny potencjał jonizacji, wchodzą do stopniowo chłodniejszego regionu. Składniki plazmy rekombinują i stają się neutralne, a zatem nie są już pod wpływem wymuszania elektromagnetycznego. Potencjały jonizacji określą zatem, gdzie różne gatunki zostaną zdeponowane lub zatrzymane w swoim ruchu”. Gwiazdy utworzone w ten sposób mają zewnętrzną otoczkę z helu i wodoru. Działając do wewnątrz, wodór, tlen i azot utworzą środkowe warstwy atmosferyczne, a żelazo, krzem i magnez utworzą rdzeń, który jest chłodny.
Ostatnie odkrycia z dziedziny heliosejsmologii sugerują istnienie na powierzchni Słońca, dwustronnej uwarstwionej powłoki, położonej tuż pod fotosferą. Widzimy więc warstwę przejściową za pomocą technologii satelitarnych, a heliosejsmologia pozwala nam zmierzyć jej grubość. W tym przypadku znaleziono taką warstwę w odległości 0,99 promienia, zaczynającą się tuż pod fotosferą. Heliosejsmologia pozwala nam usłyszeć to, co widzimy na zdjęciach satelitarnych. Co więcej, mamy rosnącą pulę dowodów że nasze Słońce posiada wyraźną powłokę rozwarstwień na bardzo niewielkiej głębokości pod fotosferą. Dane te sugerują, że warstwowa powierzchnia żelaza pokryta jest oprócz neonu przez stosunkowo cienką warstwę krzemowej plazmy w roli płynnego izolatora, zbudowanej na wzór tranzystora, lub raczej diody tunelowej, który ulega przebiciu wyładowaniami o napięciu większym od jej napięcia nominalnego, aby po rozładowaniu nadmiaru napięcia powrócić do pierwotnego stanu. Taki model Słońca staje się bardzo zrozumiały dla wszelkiej maści elektrotechników i elektroników. Na podobnej zasadzie działają generatory które nazywa pulsarami. Jaki sens mają w tym świetle usilne i kosztowne zabiegi uruchomienia reaktorów termojądrowych skoro nawet w gwiazdach nie funkcjonują??
Teraz możemy zacząć obserwować Słońce i cały z resztą Wszechświat na nowo. Jako twór nie tyle elektryczny co w istocie elektroniczny. Wręcz rzekłbym świadomy, jeśli mózg człowieka jest tworem bioelektronicznym, powtarzając słowo za słowem to co twierdził nasz rodak Ks. Włodzimierz Sedlak a dawniej sugerował spalony za to na stosie Giordano Bruno.
Zapraszam więc z tą wiedzą na nowo do teleskopów... :)
Bardzo ciekawy artykuł
OdpowiedzUsuń