Translator

Popularne posty

Odwiedzający

28181

Polecany post

MagnetarTechProject - astronautyka drogą bez odwrotu

Już od siódmego roku życia dzięki dziecięcej pasji rozbudzonej dziwnymi dla mnie wtedy powtarzającymi się snami, pełnymi futurystycznych wiz...

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie
Niezależnie od narzuconych przez system schematów myślenia, w czasach masowego zwiedzenia a raczej informacyjnej wojny, w oparciu o logikę i filozofię, drogą wiodącą pomiędzy nauką, przypominającą miejscami fantazję bądź religię a teoriami spiskowymi będącymi formą obrony społecznej przeciw manipulacjom systemu, jako osoba od urodzenia nie asymilująca się ze skrzywionym humanistycznie społeczeństwem, postaram się oddzielić informacyjne ziarno od plew dla nowej cywilizacji, prawa, nauki i technologii. Kłamstwo zawsze jest skomplikowane, a prawda jest tak prosta, jak Wszechświat, który wiecznie i niezmiennie posiada jedno źródło i prawo.

19 grudnia, 2022

Walter Russel



WALTER RUSSELL




"Wszystko, co wydarza się gdziekolwiek, wydarza się wszędzie" – Walter Russell


Dr Walter Bowman Russell (1871-1963) – „człowiek renesansu”, „Leonardo da Vinci XX wieku”, amerykański artysta muzyk, kompozytor, malarz, grafik, rzeźbiarz, architekt, a także trener biznesu, naukowiec i mistyk. Urodził się 19 maja 1871 roku w Bostonie. Karierę artystyczną rozpoczął w wieku 13 lat jako organista. Przez 12 lat pracował na stanowisku doradcy biznesowego w IBM. Pełnił funkcję redaktora graficznego nowojorskiego tygodnika, a także korespondenta wojennego podczas wojny amerykańsko-hiszpańskiej. Przez 7 lat był prezesem Towarzystwa Sztuk i Nauk w Nowym Jorku.

Nie zdobył żadnego formalnego wykształcenia. Edukację przerwał w szkole podstawowej. Od 7 roku życia regularnie doświadczał mistycznego oświecenia, dzięki któremu – jak twierdził – posiadł całą możliwą i dostępną dla każdego wiedzę. (Też mam taki wgląd od 7 roku życia)

Treść najważniejszej iluminacji spisał pod tytułem Divine Iliad (Boska Iliada). Żeby przekazać ją światu, samodzielnie studiował nauki przyrodnicze: fizykę, astronomię i chemię. W 1921 roku stworzył własne układy okresowe pierwiastków, na których zamieścił dwa nieznane pierwiastki: uridium i urium – oficjalnie odkryto je wiele lat później i nazwano inaczej: neptun i pluton.

Dzięki swoim pracom artystycznym zdobył szerokie uznanie i posiadał wielu przyjaciół wśród najwybitniejszych ludzi epoki. Był doradcą prezydenta Stanów Zjednoczonych Dwighta Eisenhowera, rzeźbiarzem Thomasa Edisona, znał Theodora Roosevelta, z którym dzielił pasję jeździecką, Nikolę Teslę i wielu wybitnych naukowców, artystów i kompozytorów takich jak Ignacy Paderewski, czy George Gershwin. Był członkiem Hiszpańskiej Akademii Sztuk Pięknych i Literatury w Toledo. Jego obrazy wielokrotnie prezentowano i nagradzano w kraju i za granicą, w tym obraz zatytułowany Might of The Ages (Potęga wieków), ukończony w 1900 roku.

Sformułował spójną i praktyczną teorię kosmologiczną, którą zaprezentował oficjalnie w 1953 roku w rozprawie naukowej wysyłanej do największych uczelni i gazet na świecie. Russelliańską Naukę wykładał wraz żoną Lao w założonym przez siebie i działającym do dziś University of Science and Philosophy (Uniwersytet Nauki i Filozofii) w Swannanoa w stanie Virginia. W 1941 roku, w uznaniu naukowych odkryć, American Academy Of Sciences (Amerykańska Akademia Nauk) przyznała Walterowi Russellowi tytuł doktora.

Swoje koncepcje filozoficzne i naukowe przedstawił w książkach: „The Universal One” (1926), „The Secret of Light” (1947), „The Message of the Divine Iliad” (1949), „A New Concept of the Universe” (1953).

Jest bohaterem książki G. Clarka pt. „Człowiek, który poznał tajemnice wszechświata” wydanej w Polsce przez Wydawnictwo Medium w 2008 roku.

02 grudnia, 2022

Pole elektromagnetyczne

 











Ruch to jedyna siła która istnieje w przestrzeni kosmicznej i to wystarcza aby z "fotonowego morza" dawniej zwanego eterem, powstało wszystko co istnieje i to co obserwujemy. 
Obserwowalne i mierzalne zjawiska zachodzące pod wpływem ruchu w przestrzeni kosmicznej dzielimy na cztery podstawowe: 

1. pole nieruchome - elektrostatyczne, 
2. pole ruchome - elektromagnetyczne:
a) jednokierunkowe - stałe które wraz z ruchem obiektu tworzy grawitację, 
b) dwukierunkowe - zmienne i przemienne tworzące antygrawitację,
3. prąd elektryczny stały i zmienny
4. fale elektromagnetyczne w tym światło widzialne 

 Mamy w ten sposób jedną siłę której przyczyny oficjalnie nikt nie zna, podzieloną pomiędzy cztery oddziaływania fizyczne. Dotyczą one zarówno makroświata astrofizycznego jak i tego subatomowego.

Nauka i jej poplecznicy zamiast zajmować się płaskoziemcami i innymi szurami, mogliby zająć się swoimi WŁASNYMI niedociągnięciami bo jak to zwykle bywa "przyganiał kocioł garnkowi a sam smoli"... Jeśli to co reprezentuje nauka jest prawdą, dlaczego tak boi się fantazji płaskoziemców? Płaskoziemców i im podobnych odbieram jako ludzi którzy zachowali umysł dziecka lub jakąś jego część , pozwalającą im samodzielnie poszukiwać prawdy w przeciwieństwie do pozostałych ludzi uformowanych w rodzaj robotniczego betonu przez system. Pomijając wymiar skutków społecznych niszczenia wolności wypowiedzi w której poniżanie wypowiadającego się powinno być KARALNE, a tymczasem w odwróconej moralno- mentalnie cywilizacji XXI wieku karane banicją społeczną jest odmienne zdanie i odkrywcze posiadanie wątpliwości. Dlaczego tylko naukowcom pozwala się wątpić w ich teorie? Reszta ma kultywować niepisany obowiązek niemego ślepowierstwa? Brakuje tylko jeszcze powrotu do dawnej skutecznej w zamykaniu ust i umysłów, metody palenia na stosie... 
 
Wmawia się nam że Słońce jako rzekomy reaktor termojądrowy posiada pole elektromagnetyczne, jednak w ząb nie rozumie się ani nie wyjaśnia jak to się dzieje. https://geekweek.interia.pl/.../news-skad-sie-bierze-pole... 
Nie ma to jak wylać dziecko z kąpielą aby potem dzwonić po karetkę pogotowia. Ustalanie fizycznych właściwości przestrzeni kosmicznej jest jak rozwiązywanie zadań z wieloma niewiadomymi. 
Otóż aby mogło zaistnieć w przestrzeni kosmicznej pole magnetyczne jako jakakolwiek sprawcza siła fizyczna, nie jest możliwe aby przestrzeń kosmiczna była próżnią!! Oświadczam zdecydowanie że przestrzeń kosmiczna ma własności płynu i jest PEŁNA "zimnych" bo niskoenergetycznych fotonów! Choć to nie jest trafny opis bo posługuję się tu nomenklaturą naukową. W przestrzeni kosmicznej każde pole magnetyczne jest po prostu wyodrębnioną MECHANICZNIE sferą, gdzie obszar złożony ze strumienia fotonów ulega ruchowi odwzorowującemu kształt toroidu wokół materialnego obiektu który to pole wytwarza. Każdy materialny obiekt tworzy to pole poprzez mniej lub bardziej spolaryzowane kierunkowo domeny począwszy już od spinów atomowych. Każdy materiał, pierwiastek i substancja jest zarówno przewodnikiem co izolatorem w odwrotnie proporcjonalnym stosunku. Również fotono-twórcza substancja kosmicznego oceanu jest przewodnikiem ale w najmniejszym stopniu ze wszystkich nieznanych oraz nieuwzględnionych w Tablicy pierwiastków. Trzeba sobie wyobrazić że pole elektromagnetyczne w przestrzeni jest wirem tak jak tornado w powietrzu albo wir we wodzie. Nie ma innej możliwości jeśli ma realnie FIZYCZNIE oddziaływać w kosmosie. Nic wirtualnego o czym mówi nauka nie ma miejsca w przestrzeni kosmicznej! Wirtualne sprawy pozostawmy wewnątrz pamięci trwałej i operacyjnej komputerów i równań matematycznych. Wszystko musi być jak najbardziej realne skoro wywiera REALNY wpływ na otoczenie. Czarna dziura jest tym samym zjawiskiem co oko cyklonu czy tornada i powstaje tylko z powodu największej intensywności obrotu pola elektromagnetycznego w centrum galaktycznego wiru, do tego stopnia że mimo niewielkiej ilości materii jak na tak wielkiej średnicy obiekt - tworzy grawitację. Grawitacja jest drugą stroną tego samego zjawiska ruchu tego fotonowego pola. W galaktykach spiralnych, ze względu na ich gabaryty, ruch wirowy pola elektromagnetycznego tak się intensyfikuje że w centrum gdzie substancja fotono-twórcza ma najkrótszy toroidalny odcinek do pokonania, zakłóca zmienną falę światła które także jest wytworem fotono-twórczej przestrzeni jak pole elektromagnetyczne czy grawitacja. To właśnie jest wir "czarnej dziury" z jego prostą właściwością. Żadna to osobliwość a jest to tylko efekt hiperintensywności pola elektromagnetycznego przeskalowanego do średnicy galaktyk spiralnych, w których to gabarytach ujawnia w centrum ten bardzo prosty efekt działania pola elektromagnetycznego choć w gigantycznej skali. Ale tylko w centrum. Resztą galaktyki zawiaduje pole elektromagnetyczne niezintensyfikowane do tego stopnia aby porywać gwiazdy do tego mikroskopijnego względem całej galaktyki wiru...  W pewnym stopniu ten efekt zachodzi także na biegunach Ziemi. Kompas tam szaleje... tak samo jak na równiku, gdzie wyrzucany jest w przestrzeń nadmiar fotonów pola / ziemskiej magnetosfery, tworzący efekt orbity geostacjonarnej. Obecność zjawiska orbity geostacjonarnej to efekt akceleracji fotonów/ eteru w płaszczyźnie wirowania pola Ziemi. Znosi on częściowo siłę grawitacji w tej płaszczyźnie. Chyba że mówimy o kwazarach gdzie ta siła jest jeszcze bardziej zintensyfikowana. jednak póki co się nie wypowiem na temat wszystkich efektów fizycznych sposobu działania czarnej dziury w centrum kwazarów - brak danych choć jest to efekt jeszcze silniejszy niż występuje u galaktyk spiralnych. Kwazary to mini galaktyki wyrzucane ze znanych nam galaktyk spiralnych napędzanych włóknami plazmowymi jako nadmiar materii. Grawitacja jest również zależna od pola magnetycznego. Tak samo można na nią wpływać światłem, ruchem mechanicznym i polem elektromagnetycznym. Wszystkie zjawiska są przenoszone za pomocą fotonów i zależne tylko od poziomu wzmocnienia tych sił. Mając do dyspozycji dwa magnesy neodymowe, myślisz że oddziałują na siebie z taką siłą przez wzbudzenie sporadycznie występujących fotonów?? Otóż nie! Jest to szybko oddziałujący, niezależny od obecnej wokół materii ale silnie na materię wpływający i poprzez to realny cząsteczkowy, żeby nie powiedzieć wręcz GAZOWY, zmasowany i zapętlony ruch fotonów ściśle rozmieszczonych wkoło tych magnesów.  Pobudzanych do ruchu poprzez kształt elektromagnetycznego pola nadawany przez liniowo ukierunkowane podczas produkcji, domeny magnetyczne atomów magnesu. W atomowej strukturze magnesów, poza różną kombinacją orbitali atomowych jako wirów elektromagnetycznego pola niczego więcej nie znajdziemy. Cały stos cząsteczek subatomowych wykrytych przez naukowców można sobie darować aby nie tracić czasu i wrzucić w myślach do kosza tak jak to robimy na komputerze, ponieważ są to cząstki wywodzące się z hybryd powstałych z omawianej tu jednej prostej cząsteczki fotonu który w zasadzie cząstką nie jest. Należy do wszechświatowego "foto-oceanu" z którego za pomocą ruchu te cząstki są wyzwalane... lub sami możemy je wyzwalać mechanicznie dla pozyskania energii. Dla tej prostej "anty-wirtualnej" i nie "zmatematyzowanej" logiki nie są potrzebne drogie zderzacze hadronów które NIGDY nie znajdą wewnątrz atomu niczego więcej poza fotonami. Daję Ci na to słowo honoru. To, że wykryty szereg cząstek wykazuje względem siebie różne właściwości (prędkość, spin, rodzaj ruchu, przyspieszenie, masa, bla, bla etc.) nie znaczy że muszą to być cząstki z odmiennymi własnościami zasadniczymi. 
Aby przykładowo odpowiedzieć na pytanie w którym miejscu Słońca jest tworzone pole magnetyczne, czy może to mieć miejsce blisko powierzchni Słońca lub głęboko we wnętrzu albo na różnych głębokościach gwiazdy, trzeba najpierw rozważyć dlaczego ono się tam indukuje, a nie w którym miejscu.
Więc według tego co obecnie wiem o własnościach przestrzeni kosmicznej, indukuje się ono dlatego że Słońce jak prawie każda gwiazda która posiada powierzchnię o metalicznej litosferze, obraca się i porusza (obie składowe ruchu mają wpływ) w polu magnetycznym naszej spiralnej galaktyki jak wirnik silnika wewnątrz stojana. Jest to faktyczna przyczyna powstawania pola E.M. i jest ona zewnętrzna! Inne galaktyki, czyli te nieregularne takiego skutecznego pola nie wytwarzają lub jest to słabe pole elektrostatyczne zdeformowane jak te galaktyki. Głównie mgławice. Pole elektromagnetyczne nazwałbym tu dla zobrazowania elektro-DYNAMICZNYM.  Na pole elektromagnetyczne ciała niebieskiego nie ma wpływu jakieś wyszczególnione wewnętrzne "dynamo" tak jak to się wyjaśnia w przypadku Ziemi, a średnia sumaryczna wartość rezystancji elektrycznej całego przewodnika jakim jest każde bez wyjątku ciało niebieskie.
Niedorzeczna w tym sensie jest koncepcja nauki że dające realne skutki pole magnetyczne, składa się z fotonów a jednocześnie ma na cokolwiek wpływ w podobno próżniowej przestrzeni...
Pola elektromagnetyczne począwszy od intergalaktycznych sieci włókien plazmowych, poprzez galaktyki spiralne, gwiazdy i planety a czasem duże księżyce, tworzą się na zasadzie ruchu przewodnika w polu elektromagnetycznym (każdy technik zna to zjawisko z lekcji elektrotechniki) pozamykane mniejsze w większych, analogicznie jak w rosyjskiej matrioszce. Znaczy to że jakakolwiek energia w przestrzeni kosmicznej i technologii zawsze przenoszona jest za pośrednictwem fotonów lub ich bardziej złożonych form w przypadku nośników nieelektrycznych. Nic więcej nie potrzeba. Obojętnie jaki sposób transmisji energii weźmiemy pod uwagę. 
Nie jest możliwe aby przestrzeń kosmiczna była próżnią!!
Przestrzeń kosmiczna MUSI być pełna fotonów, nie ma innego wyjścia! W przeciwnym razie nie byłoby możliwe skuteczne przenoszenie tych wszystkich znanych nam oddziaływań, począwszy od pola elektromagnetycznego, poprzez transmisję światła czy pola magnetycznego aż do prądu elektrycznego którego nośnikiem także są fotony/ eter. Każde obecne w przestrzeni pole magnetyczne jest sferą gdzie fotony ulegają wzbudzeniu odwzorowując kształt toroidu wokół obiektu który to pole wytwarza swoim ruchem. Pole to "przelewa się" między biegunami jak woda w zbiorniku wodnym gdy wrzucimy samą pompę bez węża do wody. Wtedy to co pompa wyrzuci z wylotu, zaraz ją opłynie trafiając do wlotu. Opór dla toroidalnej formy zachowania się cząstek wody wypływających z pompy stanowi reszta wody w zbiorniku. Analogicznie zachodzi to w hydro, jest też w aero- i astro-sferze. Nic nie dzieje się w kosmosie WIRTUALNIE i nie ma innej możliwości jeśli ma realnie na cokolwiek oddziaływać.
Gdzie podziała się logika w nauce? A może jej nie było? Były tylko pieniądze. Granty dla których wszyscy zatańczą ten sam chocholi taniec.

Obecnie dominuje przekonanie, że to metaliczne, wirujące jądro Ziemi (obracające się nieco szybciej niż nasza planeta jako całość) wywołuje efekt dynama a ruchy konwekcyjne na granicy jądra z płaszczem planety generują pole magnetyczne, które daje nam ochronę przed nieprzyjemnościami z kosmosu. Jest to tylko część prawdy i odnosi się do każdej planety. Efekt dynama nigdy nie zadziała by w bez fotonowej przestrzeni. Dlatego warto przyjrzeć się bliżej kwestii rozkładu i mechaniki działania pól magnetycznych w Układzie Słonecznym.

Zacznijmy od Merkurego. Jeszcze sto lat temu sądzono, że Merkurego cechuje obrót synchroniczny (że jest zawsze zwrócony tą samą stroną do Słońca), ale okazało się, że kręci się on wokół własnej osi, choć bardzo wolno. Na każde dwa okrążenia wokół Słońca wykonuje on trzy obroty. Jak wykazały badania Marinera 10 w latach 70, Merkury posiada pole magnetyczne stokrotnie słabsze od Ziemskiego. Przy trwającej dwa ziemskie miesiące dobie to chyba i tak nieźle. Jednakże w tej odległości od Słońca to zbyt mało by utrzymać atmosferę. Gdybyśmy zabrali kompas na Merkurego, to byłyby spore szanse, że mocniej zareaguje na pole magnetyczne gwiazdy niż planety więc do określania naszego położenia względem siatki Merkury - metrycznej byłby tam bezużyteczny.

Wenus dla nauki oficjalnej jest wielką zagadką. Praktycznie nie posiada pola magnetycznego. Obraca się bardzo, bardzo powoli (243 dni na 1 obrót) i być może w kierunku odwrotnym do pozostałych planet w układzie słonecznym.
“Być może” bo wiodąca hipoteza naukowa głosi, że odchylenie jej osi obrotu nie wynosi 2,6  stopnia ale raczej 177,4 stopnia. Uważa się, że zupełnie jak wirujące bąki, planety wychylają na swoich orbitach a Wenus może być tego ekstremalnym przykładem, stojąc na głowie w sensie elektromagnetycznym co może powodować przynajmniej w części jej nagrzewanie. Podobnie jak w źle sparowanych biegunami układach magnetycznych. 

Kompletnie bzdurne wyjaśnienia są takie, że planeto-zymale - planetarne zarodki- z których powstały planety mogły zderzyć się ze sobą w taki sposób, że powstały z kolizji obiekt obracał się w przeciwnym kierunku, który podtrzymała powstająca planeta. Kolejne , wręcz niemożliwe względem podstaw astrofizyki mówi, że planeta mogła wpierw zwolnić “normalny” obrót a potem zacząć obracać się w przeciwnym kierunku. Nie wyjaśnia się tylko z jakiego powodu.

Obecnie utrzymuje się że w wypadku Wenus zachodzi proces indukowania magnetosfery przez uderzający w Wenus wiatr słoneczny. Rozpatrzmy to wg. historii starożytnych podań w świetle teorii elektrycznej. Wenus została uwolniona elektromagnetycznie z orbity Saturna i przenosząc tamtejszy ujemny potencjał przywędrowała w okolice Słońca. Zachowuje się od tego czasu do dzisiaj jak... stacjonarna kometa. Stąd w starożytności była mowa o długim i wyraźnym warkoczu. Wręcz płonęła cała powierzchnia planety przez co w starożytności porównywano ją do kobiety. Elektrycznie wygląda to tak jakby zbliżyć elektrodę z ujemnym potencjałem do dodatniej elektrody Słońca. Porównajmy to zjawisko do procesu spawania plazmowego. Nie dziwi więc że powierzchnia Wenus wygląda jak stopiony spawaniem kawałek metalo-podobnego materiału.

Księżyc i Mars nie posiadają pola magnetycznego. W przypadku Marsa powierzchnia jednej półkuli jest znacznie młodsza. Zniszczona moim zdaniem przez katastrofalną kolizję. Wg Sitchina kolizję Tiamat- dawnej Ziemi i hipotetycznej planety Marduk - obcej planety przechwyconej przez Słońce. Marduk jak głosi znany Epos sumeryjski, pochodził z zewnątrz Układu Słonecznego.
Moim zdaniem Mars jak każda skalista planeta, jeśli nie ma to nigdy nie mógł mieć pola magnetycznego, dlatego tamtejsze skały nie posiadają magnetycznych “odcisków” takich jakie mierzymy m.in. na dnie ziemskich oceanów. Południowa półkula jednak posiada skały które doświadczyły obecności wyraźnego pola magnetycznego i te odciski mogły być pozostawione właśnie przez Marduka. Rzekomy wulkan Olympus Mons i pozostałe wulkany tarczowe zostały dosłownie "naspawane" przez zbliżenie planety o innym potencjale elektrycznym! 

Król planet Jowisz jak mitologicznie najważniejszy Zeus, był władcą piorunów i jest również królem pól elektromagnetycznych. Jowisz wg oficjalnych teorii naukowych posiada pole magnetyczne przez to że w jego wnętrzu pod wpływem niewyobrażalnego ciśnienia wodór zyskuje właściwości metalu i to właśnie wirujący “metaliczny wodór” generuje potężne pole magnetyczne. Jednak nie w próżni a w fotonowej przestrzeni. Wtedy i tylko wtedy ma to jakiś sens choć wystarczyło przyjrzeć się tej koncepcji pod kątem elektrycznym o którym piszę i...nie utrudniać. Mimo tego nie bardzo podoba mi się koncepcja metalicznego wodoru, ponieważ ciśnienie podnosi temperaturę a ona współgra z rozprężaniem materii. Wewnątrz ciał niebieskich z tytułu temperatury każdy metal będzie starał się zgubić zdolność dobrego przewodzenia pola magnetycznego. 
Raczej ogólnie każda planeta jest w jakimś sensie elektrycznym przewodnikiem który w polu elektromagnetycznym gwiazdy generuje pole uzależnione swoją siłą od sumy ogólnej własnej przewodności.

Jedynym księżycem w układzie słonecznym z własnym polem magnetycznym jest jowiszowy Ganimedes.











Pole elektromagnetyczne indukuje się z blisko położonego Jowisza wytwarzającego swoje własne pole elektromagnetyczne z pola Słonecznego. Efekt ten jest najwyraźniej widoczny zarówno pomiędzy Jowiszem a Ganimedesem jak i pomiędzy Merkurym a Słońcem choć podejrzewam że to nie wszystkie tego rodzaju zależności w Układzie Słonecznym.









Cechuje go obrót synchroniczny, przy okresie obiegu wokół Jowisza wynoszącym siedem dni. Tu znowu oficjalnie twierdzi się uparcie że i on ma ciekłe żelazowe jądro.

Mało  jest danych naukowych co do Urana i Neptuna. W przypadku obu planet pole magnetyczne jest bardzo mocno odchylone względem osi obrotu planety - 59 stopni dla Urana i 47 stopni w przypadku Neptuna (Ziemskie pole magnetyczne jest odchylone od osi obrotu o zaledwie 12 stopni). Bardziej zdumiewa naukowców fakt że centrum pola jest przesunięte względem centrum tych dwóch planet. W przypadku Urana może to być nawet o jedną trzecią jej promienia. Naukowcy zastanawiają się jaki materiał w tych planetach może być cieczą i być dobrym przewodnikiem. W przypadku obu lodowych olbrzymów uważa się że to miażdżona wielkim ciśnieniem woda rozpada się na jony H+ i OH-, które mogą przenosić ładunki elektryczne i generować prąd. Trzeba przyznać że uparci są z tą swoją próżnią która do niczego nie pasuje. Nie ma co...
Po raz kolejny wciska się efekt dynama, tym razem jednak generowany ponad jądrem.
Nikt w oficjalnej nauce nie bierze pod uwagę tego że wszechświat ma elektryczną naturę a wszelkie pola elektromagnetyczne biorą swój początek od większych obejmujących je struktur elektromagnetycznych. Moim zdaniem to właśnie Słońce wpływa kształtem i rozkładem sił swojego pola na odbiegający od normy rozkład sił elektromotorycznych na dalszych orbitach tamtych planet. Więc Uran i Neptun mogą dostosowywać swoja indukcję pola do miejscowego rozkładu linii sił pola słonecznego. Kształt tego pola schematycznie przedstawiłem poniżej:








Stara i nowa koncepcja pola elektromagnetycznego. W nowej koncepcji już nie jeden a dwa torusy pola elektromagnetycznego zbudowane z krążących fotonów, powodują reakcje przyciągania i odpychania, nie tylko na biegunach ale i na równiku zwane magnetyzmem, co jest jak dotychczas nie wyjaśnionym przez nikogo zjawiskiem natury mimo że pierwszym z zaobserwowanych. Stąd nazwa magnes ma ten sam źródłosłów co magia. 










Więc w Układzie Słonecznym funkcjonowanie i zachowanie pól magnetyczne planet zależy wyłącznie od przewodności danej planety jak i bezpośrednio od siły i kierunku przebiegu linii sił słonecznego pola magnetycznego. Wraz z coraz większą odległością od Słońca pole elektromagnetyczne planety będzie więc coraz bardziej wychylone względem płaszczyzny wirowania pola Słońca. Oczywiście Słoneczna indukcja elektromagnetyczna o czym naukowcy głównego nurtu absolutnie nie wiedzą, ma największy i najbardziej bezpośredni wpływ na warunki panujące na powierzchniach planet położonych blisko Słońca. Z pewnością podczas analizy wszystkich danych naukowych pod względem elektrycznym, osoby zaangażowane dokonają o wiele więcej wniosków. Przedstawiłem tu tylko powierzchowną koncepcję.

W świetle całego powyższego wywodu, zasadną podstawą terraformingu Marsa byłaby techniczna symulacja indukcji pola magnetycznego. Począwszy od deorbitacji lodowych asteroidów z Pasa Planetoid na powierzchnię Marsa, aby w prosty sposób wraz z koniecznością zapewnienia zasobów wody dla pierwszych osadników, mając na uwadze że woda jest elektrycznym przewodnikiem, zwiększyć jednocześnie zewnętrzną przewodność planety a tym samym sumaryczną przewodność całego przewodnika jakim stałby się Mars dla słonecznego pola elektromagnetycznego. Gdy wartość pola będzie za niska, można na powierzchni planety wykonać z marsjańskiej rudy żelaza, elementy analogiczne przeznaczeniem jak klatka w wirniku silnika elektrycznego i dodatkowo opasać Marsa metalową klatką wzdłuż południków, spinając całość pierścieniami na biegunach. Wzbudzając w konsekwencji lawinowo wzrastające pole elektromagnetyczne -uzyskujemy pierwszą marsjańską magnetosferę. Być może siła tego pola nie będzie z początku powalająca ale zawsze lepsze jest cokolwiek konstruktywnego niż detonacja bomby atomowej we wnętrzu planety czy półśrodek polegający na rozmieszczeniu sztucznych miejscowych generatorów pola. Rozważania tego dokonałem wyłącznie na podstawie analizy danych naukowych ale... pomyśl sam.
Śmieszy mnie koncepcja nauki że pole magnetyczne (w tym także Ziemi a jakoś nikt wśród tęgich wykształconych głów tego nie powiązał- nie mam studiów i pochodzę z biednej rodziny w małej wiosce) składa się z fotonów, jednocześnie pole to... znajduje się w pustej przestrzeni... 
Jak można było popełnić taką nielogiczną operację? Ano tylko w oparciu o matematykę, której prawdziwe prawa natury wymykają się i zawsze będą się wymykać w opisach a ona sama ucieka w dzikie nierzeczywiste teorie i wirtualne procesy logiczne nie mające nic wspólnego z procesami i zjawiskami w naturze. Jednak do zrozumienia natury potrzebny jest  ZDROWY REALIZM LOGICZNY.  Wolę być infantylny społecznie niż infantylny w obserwacji natury jak naukowcy.
Przestrzeń jest zbudowana z nisko energetycznych fotonów pod ciśnieniem a Ziemia jako przykład jest to kulisty kawałek wirującego przewodnika, indukujący swoim ruchem fotonowy torus pola, który "zakrzywia linie sił pola" (tak, wiem - dezorientujące, wirtualne, naukowe określenie) pomiędzy biegunami, tylko dlatego że pozostała zewnętrzna nieruchoma fotonowa przestrzeń, jest dla ruchu tego pola rodzajem równoważącej to zjawisko analogicznym dla hydraulicznego balansującym ciśnieniem subatomowym fotono-twórczej ŚCIANY OPOROWEJ. Im dalej od centrum pola, tym bardziej ulegający wpływom zewnętrznych pól i wolniejszy jest ruch fotonów i nie są one pojedynczo wystrzeliwane z biegunów czy równika. To cała zwarta nawałnica fotonów o niskiej energii. Tak powstaje pole elektromagnetyczne w całej przestrzeni. W gruncie rzeczy astrofizyka nie jest tak trudna jak się ją maluje. Prawdopodobnie jest to poczynione dla pieniędzy, tak jak to się dzieje w każdej innej instytucji państwowej. Może należy założyć prywatne instytucje naukowe?









28 października, 2022

Planeta Wenus dawnym księżycem Saturna?

 


Fazy Wenus-  taki obraz zobaczymy już przez dobrej jakości lornetkę.




Historia przemian na powierzchni Wenus nie ma w sobie żadnej analogii z historią Ziemi i innych planet...
W rzeczywistości cała przestrzeń wokół Słońca, jego korona a także przestrzeń otaczająca wszystkie elektromagnetycznie związane ze Słońcem ciała niebieskie, wypełniona jest plazmą. Planety i ich księżyce niosą przez plazmę ładunek elektryczny. Morze plazmy, w którym zanurzony jest Układ słoneczny, rozciąga się do tego miejsca, które nazywamy heliopauzą - gdzie przypuszczalnie znajduje się warstwa podwójna, oddzielająca plazmę słoneczną od plazmy o niższym woltażu, wypełniającej ramię naszej Drogi Mlecznej. To samo z resztą dzieje się z gwiazdami w innych galaktykach... ale wyłącznie takich które sugerują swoim wyglądem ruch obrotowy- spiralnych.  Gołe oko ludzkie ciemnych prądów plazmowych zwyczajnie nie widzi. Nie na Ziemi. Widać je lepiej na Plutonie a idealnie gdy znajdziemy się na zewnątrz tych włókien plazmowych. Poruszające się gwiazdy, planety również posiadają tę otoczkę plazmową w większości będącą w postaci włókien elektrycznych w trybie ciemnego prądu. Porównując twór z biologicznie żywym organizmem, przypomina to błonę komórkową.

W rozbłyskach słonecznych oraz koronalnych wyrzutach masy (CME), naładowane cząstki są wyrzucane ze Słońca. Wypływ ten stanowi prąd elektryczny tak jak w mniejszej skali wiatr słoneczny. Jaką formę przybierają te prądy w plazmie? Skręcają się.
Każda planeta posiada otoczkę plazmową - zjawisko elektryczne dobrze znane niezależnym wypchnietym poza margines naukowcom jak Birkeland. Gdyby jego praca została potraktowana poważnie, nie byloby dziś mowy o Wszechświecie grawitacyjnym, a ELEKTRYCZNYM którego rozmiar i kształt zdeterminowane są przez różnice potencjałów elektrycznych (woltaż) planety i otaczającej plazmy słonecznej wynikające z indukcyjności danej planety i intensywnosci jej ruchu. Ma ona z reguły kształt łzy lub rękawa, zwróconego ostrym końcem od Słońca lub innej rodzimej gwiazdy danej planety. 
Granicą tej otoczki jest warstwa podwójna, oddzielająca plazmę otaczającą planetę, od plazmy słonecznej. Otoczka plazmowa Wenus jest szczególnie długa, prawie dotyka Ziemi, gdy obie planety są w największym zbliżeniu. Ogon plazmowy Jowisza jest w podobnej korelacji z Saturnem. Niedawno astronomowie z NASA odkryli coś, co nazwali sznurowatymi tworami w ogonie Wenus. A jak wiadomo zwlekają z ogłaszaniem tego co odkryli więc radzę iść na przód w poszukiwaniu wiedzy samodzielnie, nie patrząc na opieszałość NASA,  i badać wszelkie dostępne informacje. 
Takie skręcone włókna przedstawiają dokładnie ścieżki, jakimi podążają "tzw. prądy Birkelanda" w plazmie. W widoczny sposób Wenus podlega wyładowaniu prądu elektrycznego. Warkocze plazmowe wszystkich planet są obecnie w trybie ciemnego prądu. Ale czy zawsze tak było? Starożytni donosili, że Wenus miała ogon i skręcone włosy. Mógł to być ogon plazmowy w trybie żarzenia, a może nawet łuku.  
Zastanówmy się, jak wyglądałby ogon Wenus widoczny z Ziemi. Średnica jej otoczki plazmowej jest przypuszczalnie dwu lub trzykrotnie większa od średnicy planety - powiedzmy, około 20 000 mil. Ale odległość Ziemi do Wenus podczas największego zbliżenia jest rzędu 26 milionów mil. Więc ogon Wenus jest jakiś tysiąc razy dłuższy, niż szeroki w najgrubszym miejscu. Jest to długi, cienki, skręcony, wężowaty kształt. Jeśli w jakimś czasie w przeszłości ogon Wenus był w stanie żarzenia, musiał być widoczny z Ziemi! Tak opisywali go starożytni, stąd jej warkocz kojarzył Wenus z postacią kobiecą. Nota bene boskość planet wynikała w starożytności z lepszego intuicyjnego rozpoznania wszechobecności zjawiska świadomości niż w wiedzy obecnej, o którym pisałem w poście "Świadomy Wszechświat".

Gdy planeta jest otoczona przez sferę warstwy podwójnej, jest chroniona przed bezpośrednią interakcją elektryczną z ciałami zewnętrznymi. Dwie naładowane elektrycznie planety, każda otoczona przez taką otoczkę, nie "widziały by się" elektrostatycznie. Aczkolwiek, jeśli ciało posiadające odmienny woltaż spenetruje warstwę podwójną, wchodząc w sferę plazmy otaczającą planetę, mogą nastąpić, i nastąpią, oddziaływania elektryczne. A zatem, jeśli jakieś inne ciało, jak duży meteor (albo asteroida czy kometa) zbliży się dostatecznie do Ziemi, penetrując jej otoczkę plazmową, pomiędzy ciałami wystąpią gwałtowne wyładowania elektryczne. Byłoby, oczywiście, niefortunne, stać w miejscu, gdzie wyładowania te biorą początek- vide "Oko Afryki" czy "Olimpus Mons" na Marsie lub też Io krążący tuż koło Jowisza.  Ale same wyładowania mogą zniszczyć intruza i ochronić Ziemię przed katastrofalną kolizją.

Planety, planetoidy i księżyce powstają na dwa sposoby. Przez elektrostatyczną kondensację pierścienia pyłowego pozostałego po powstaniu gwiazdy i przez przechwycenie sferycznych obiektów pozostałych po emisji plazmy z supernowych do wewnątrz danego układu gwiazdowego. Wtedy mamy do czynienia odpowiednio z mineralogią parametaliczną i metaliczną takiego ciała niebieskiego. W czasie powstawania przez kondensację musi pojawić się przewodzący elektrycznie element zapoczątkowujący - tzw. planetozymal. Musi być też materiał który skupi się wkoło niego i zacznie osadzać na powierzchni przyszłej planety. 
Wenus  (12100 km średnicy) najprawdopodobniej jest starą siostrą Księżyca Saturna - Tytana (5150 km średnicy). Tytan jako jedyny księżyc Układu Słonecznego posiada bardzo wyraźną gęstą atmosferę. Przy okazji dodam że na Tytanie mamy ciśnienie dokładnie takie jak na Ziemi przed potopem wywołanym "Zderzeniem Swiatów" Velikovskiego ~ 1,5 bara /atmosfery. 
Planeta Wenus przedostając się z orbity Saturna do wewnątrz Układu Słonecznego, jest obecnie w roli dużej komety albo małej gwiazdy. Zależne to jest od parametrów elektromechanicznych danego obiektu. Wenus zachowuje się w tym sensie jak wirnik silnika poruszający się wbrew kierunkowi pola elektromagnetycznego Układu Słonecznego. W elektrotechnice nazywa się to efektem hamowania polem elektromagnetycznym. Stąd okresy obrotu i obiegu Wenus są tak odmienne wobec innych planet. 
Plazmowy warkocz Wenus i jego gorąca atmosfera, świadczy o przeciwnym ładunku elektrycznym względem Słońca i planet, nie o rzekomym efekcie cieplarnianym. Różnica potencjałów powoduje wzrost ciśnienia - aż 92 atmosfery, 1bar = 1 atmosfera (podobne ciśnienie występuje w oceanach Ziemi na głębokości 700 metrów) i temperatury - 480°C na jej powierzchni podczas kiedy na zbieżnie poruszającym się po orbicie Merkurym położonym znacznie bliżej Słońca nie ma ani takiego ciśnienia, ani podobnej temperatury. Już sam ten fakt wskazuje że musiały powstać lub znależć się na swoich orbitach na dwa odmienne sposoby. Na Wenus należy zwracać uwagę bo gdy skierowany do zewnątrz warkocz plazmowy (obecnie słabo widoczny ale kiedyś świecący jak u typowej komety) zetknie się z magnetosferą Ziemi, może wywołać wzrost napięcia w jonosferze a to się wiąże z możliwością powstania przepięć i zniszczeniem satelitów a także rozregulowaniem zjawisk pogodowych. Być może Wenus jest tym obiektem który uderzył w Ziemię. Zastanawia mnie co wyrwało Wenus z jej poprzedniego miejsca w Ukłądzie Słonecznym.





15 września, 2022

Grawitacja i antygrawitacja

 





Rzekomo problem z grawitacją został już przez naukę rozwiązany. Wyjaśnieniem jest odkrycie tzw. fal grawitacyjnych za pomocą interferometru LIGO. Jednak jakoś nie widzę aby gdziekolwiek to odkrycie zastosowano w praktycznej codziennej technologii... Dlatego też co najmniej podejrzewam że rozwiązanie jest błędne. Powiem więcej… jestem pewien że tak jest. Naturę przestrzeni kosmicznej można zrozumieć wprost przy użyciu logiki i wyobraźni i jest to najprostszy sposób albo dookoła za pomocą matematyki a i tak nie możemy być pewni wyników jeśli w użytej logice padły błędne założenia. Jeśli potrafisz z uwagą obserwować naturę, wystarczy tylko logika. Analogicznie jakby pisać teksty bez znajomości ortografii znając wygląd słów poprzez czytanie dużej ilości książek i tak samo jak zrozumieć Boga bez pomocy doktryn religijnych. Nikt też nie ma prawa stawiać się wyżej nad kimkolwiek jako pośrednik w kwestii prawidłowości myślenia jak to teraz ma miejsce w polityce i nauce. Takie zachowania nie stały w ogóle koło pojęcia wolności. Zwłaszcza gdy są to sprawy ostateczne i o generalnym znaczeniu a ostatnio obserwuję wręcz despotyzm w kwestii światopoglądu. Ten despotyzm totalitarny obserwuję u ateistów i wszelkich podskakiwaczy pod naukę, którym wszelkie wolnomyślicielskie szury burzą ich dogmat zastępujący Boga- totalną kosmiczną świadomość, bo nauka i siła ludzkiego umysłu jest wszystkim na czym się opierali i w co wierzyli. Mało świadoma natura ludzka opanowana materialistycznym ego podpowiada takie działanie zawsze dewaluując wcześniej przyjęte zasady i ideały. Na tym polega zrozumienie wolności wypowiedzi i zajmowanego stanowiska aby nie niszczyć i nie oceniać człowieka za jego odmienne zdanie. Czy poplecznicy "nauki" mają jakiekolwiek prawo z tytułu czyjegoś odmiennego zdania kogokolwiek poniżać??

Podobnie jak "szurom" brakuje im argumentów lub ewentualnie powtórzą bezmyślnie jakieś wyuczone formułki lecz wspomagają te "argumenty" kompletnym brakiem kultury i poszanowania rozmówcy. Przykładowo na pytanie jak działa grawitacja szury odpowiadają "to ciśnienie" a opętani naukowo mówią  "masy się przyciągają". To ciągle nie jest wyjaśnienie procesu! To jest ledwo nieudolna próba opisu tego procesu. Wskazanie kierunku majaczącego gdzieś w pobliżu prawdy a nie jej WYJAŚNIENIE! 

Wszelkie zdobyte tytuły (przecież je też nadali zwykli omylni ludzie) nie obligują nikogo do zamykania pozostałym ludziom ust i umysłów. Właśnie korzystając z prawa do wolności popełniam tu co krok "bluźnierstwo" wobec zarówno nauki jak i kościoła. Obu tych KOŚCIOŁÓW. 

Wracając do tematu należałoby na wstępie rozróżnić prawdziwe fizyczne podstawy działania natury: 

- nieruchoma przestrzeń wypełniona substancją fotono- lub inaczej energotwórczą zwana dawniej przez rzetelnych badaczy natury - fizyków sprzed 1887 roku ETEREM,

- pole grawitacyjne czyli grawitacja, 

- pole elektromagnetyczne stałe, 

- pole elektromagnetyczne zmienne, 

- pole elektrostatyczne,

- fala elektromagnetyczna min. światło, ciepło. 

- prąd elektryczny– w tym przepływ w przewodniku, plazma poza przewodnikiem i wyładowanie

To wszystkie stany i oddziaływania w przestrzeni kosmicznej. Wszystkie te zjawiska powstają z powodu prostej różnicy ciśnień składnika przestrzeni zwanego dawniej eterem. Są w istocie odmianą charakteru tego samego zjawiska i nie należy rozpatrywać ich zupełnie oddzielnie. To wyłącznie różnica ciśnień eteru powoduje ruch jako zjawisko fizyczne napędzające przemiany wszystkich energii i procesy fizyczne. Także zjawiska i procesy objawiające się w materii są spowodowane tym samym i jedynym istniejącym we Wszechświecie składnikiem.

Nigdy precyzyjnie nie wyjaśnione przez naukę zjawisko grawitacji, to nie jest magiczna siła z domniemanego innego wymiaru jak opisuje to przykładowo profesor Jan Pająk, ani też nie jest to fala grawitacyjna jak wydumali to naukowcy. Wszystko co dotyczy naszej rzeczywistości dzieje się tu i teraz w TEJ właśnie nie wielowymiarowej rzeczywistości bez żadnych zbędnych multiwersów. Bo pomyślmy... po co natura miałaby równolegle upakowywać jakąś kolejną przestrzeń i komplikować sobie istnienie skoro obecnej przestrzeni ma pod dostatkiem a do tego głównie zionie ona pustką?? Materii i życia na niej jest tak niewiele że powiem tak– szkoda każdej zabitej istoty. A pseudo ezoterycy za przykładem fantasto fizyków bawią się w siódme wymiary czy tam gęstości... 

Więc grawitacja to jest na prawdę niewielka, dająca się pokonać nawet dłonią siła, powstająca w obecności pola elektromagnetycznego lub elektrostatycznego w wyniku drobnocząsteczkowego „do -powierzchniowego” ruchu eteru – substancji wypełniającej całą przestrzeń, przenikającej z łatwością wszystkie „bardziej zgęszczone” materialne struktury. 

Eter jest to substancja z której powstają absolutnie wszystkie siły i oddziaływania we Wszechświecie. Nie istnieje nigdzie w atomach i poza nimi rzekoma pustka wolna od tej substancji. Wszystkie naturalne obiekty kosmiczne bez względu czy są to ciała stałe, ciecze, gazy czy też plazma, wszystkie one podlegają zjawisku grawitacji. Grawitacja jest to ruch pozornie kwantowego niewidocznego i nie rejestrowalnego płynu będącego dosłownie budulcem przestrzeni a w konsekwencji po zagęszczeniu w elektrycznych włóknach plazmowych, także składnikiem energii i budulcem materii - gwiazd, planet, księżyców.

Grawitacja to siła powstająca w wyniku nawet minimalnego ruchu "składnika przestrzeni". Ruchu mogącego pojawiać się w dowolnym punkcie przestrzeni kosmicznej, w którym obecna jest materia i nierozerwalne z nią indukowane poprzez ruch materii pole elektrostatyczne i elektromagnetyczne. W istocie wszystkie wymienione oddziaływania są obecne w jakimś stopniu gdy w obecności materii wystąpi chociaż jedno z nich ponieważ są nierozerwalnie ze sobą związane przez eter będący ich twornikiem. Stąd technologicznie możemy wpływać wybranym oddziaływaniem na pozostałe z nich.

Oczywiście ruch w przestrzeni pojawia się nie tylko z powodu obecności materii, ale także z powodu obecności ruchu składnika samej przestrzeni – eteru, który za pomocą różnicy swojego ciśnienia – potencjału w przestrzeni kosmicznej tą materię wytwarza. Wszystko za sprawą następujących po wytworzeniu tej różnicy wyładowań elektrycznych.

Z kolei materia wywołująca grawitację sama w sobie jest wyłącznie zbiorem wirujących pól elektromagnetycznych obecnych w atomach w formie wielokierunkowo ustawionych fotonowych wirów zwanych potocznie orbitalalmi a kojarzonych BŁĘDNIE z "spacerującymi" w nich pojedynczymi lub sparowanymi elektronami. Czarna dziura jako materia wywołująca grawitację jest w tym świetle szczególnym bo zmaksymalizowanym wirem elektromagnetycznym orbitala atomowego.

Więc co tworzy masę? Na pewno nie bozon Higgsa - jakaś żelazna kulka ukryta na dnie materii, nie wiedzieć czemu oddelegowana przez Universum do tej czarnej roboty. To tak nie działa.. 

 Jedyną masą jaką mamy do dyspozycji jest "płyn" fotonotwórczy obecny pod ciśnieniem w przestrzeni kosmicznej albo fotony uwięzione na orbitalach materii za pomocą złożonego systemu ruchu wirowego pól elektromagnetycznych jakimi są wszystkie atomy.  Przyspieszenie podczas jazdy samochodem co wyraźnie da się odczuć podczas jazdy na zakręcie, tworzy dodatkową jeszcze większą masę niż pojazd / obiekt pozostający w bezruchu lub ruchu prostoliniowym, tylko dlatego że materia wraz ze wzrostem prędkości pojazdu przyspiesza coraz większą ilość wspomnianej substancji przestrzennej zawartą w atomach, co w krytycznym momencie sprawia że obiekt porusza się razem z całą zawartością eteru wewnątrz poruszającego się obiektu. Tak jakby nie poruszała się tylko 1 % -owa siatka materii, a wraz z tą 1 % -ową siatką dodatkowo całe 99 % eterycznego budulca przestrzeni którego to nauka nie potrafi uchwycić z powodu technicznej niemierzalności eteru nie będącego w ruchu wirowym orbitali i jądra atomu.. Choć maszyny elektromagnetyczne obcych posługujących się eterem do przepływu pola elektromagnetycznego przez obiekt pozwalają na całkowite zniesienie masy, pomimo przekroczenia wielokrotności prędkości fali świetlnej która jest czarną barierą rzekomo nie do przekroczenia spędzającą sen z powiek Einsteina. Wszystko przez zbędne powiązanie przestrzeni z fiducjarną jednostką– czasem, który w naturze nie istnieje. Jest po prostu iluzją umysłu. 

Dodatkowo maszyna indukująca energię elektryczną z przestrzeni, pod wpływem własnego ruchu jako twornika, pozwala w miarę wzrostu prędkości indukować jeszcze więcej energii. To tak jakby wydajność a więc i moc takiej maszyny zwiększała się wraz z jej prędkością. Im szybciej leci pojazd... tym szybciej lecieć może... To jest klucz do lekkości całej konstrukcji pozbawionej zbiorników paliwa o wręcz bajecznych osiągalnych prędkościach. Maszyna jest tylko przetwornikiem energii potencjalnej eteru obecnej wokół pojazdu. Wniosek jest taki że jeśli grawitacja ma wpływ na masę i prędkość to masa i prędkość musi mieć wpływ na WARTOŚĆ grawitacji. Rzeczoną grawitację możemy nazwać ujemnym polem elektrostatycznym a właściwie dynamicznym ze względu na kierunek ruchu zawsze z większego ciśnienia do mniejszego. Jest to część pola elektromagnetycznego czyli ruchu substancji przestrzennej wkoło obiektu lub/i efekt ruchu obiektu w wypełnionej tą substancją przestrzeni. Wobec tego musi występować niedomiar ciśnienia w obiektach materialnych względem przestrzeni który wywołuje ruch i strumień cząsteczek pola grawitacji do centrum danego obiektu. Ruch w stronę dodatniego pola elektrostatycznego w naturze nie istnieje i jedynie przestrzeń kosmiczna posiada potencjał "najbardziej" dodatni a pole elektromagnetyczne pojawiające się wokoło obiektów materialnych wytwarza niewielkie podciśnienie które uzupełniane jest ruchem zwanym "grawitacją". W naturze nie ma takiego stanu, jak ładunek ujemny, są tylko wyładowania, nie ma ujemnie naładowanych substancji, materiałów i nie ma na to dowodu. Jednak nie znamy źródła ciśnienia dostarczanego "do przestrzeni" która ten potencjał tworzy a bez możliwości wykonania lotów intergalaktycznych nie ma sensu się wdawać w dyskusje na temat  

–jak wielki jest Wszechświat lub 

–jeśli jest gdzieś kres przestrzeni kosmicznej to co jest poza nim? 

Jeśli ktoś sugeruje mi istnienie wieloświatów w tej samej przestrzeni, równie dobrze mogę uznać że to jest ten sam Wszechświat bo zwrot "wszech"- znaczy wszystko i bez sensu się nad tym rozdrabniać. Lepiej skupić się na konkretach jak oswojenie zjawiska grawitacji i antygrawitacji. 

Ładowanie i rozładowywanie są antynomiami jak wdech i wydech, ponieważ napełnianie i opróżnianie lub sprężanie i rozprężanie są wzajemnymi i odwiecznymi warunkami zasadniczymi natury. Wyłącznie jakaś nieznana nam siła, częstotliwość, ruch którego źródło początkowe nie jest znane, tworząc różnicę ciśnień, wyzwala wszelkie inne pola, wyładowania, promieniowania czy fale. Materia strukturalnie jest to "skondensowana" przestrzeń która poprzez "wirową" konstrukcję zbudowaną z wiązań atomowych powiązanych ruchem eteru jako polem elektromagnetycznym przez co nie traci swoich własności. "Sieciowa" konstrukcja materii jest zatopiona w materiogennej przestrzeni.

To wszechobecne fotonowe środowisko jako tło świata materialnego, przywodzące na myśl strukturę ciekłego kryształu, jest uniwersalnym transmiterem każdej energii i oddziaływania w całej przestrzeni. Nawet zjawisk określanych mianem PSI. Czyli tych wszystkich które oficjalna nauka wmiata pod dywan określając mianem co najmniej paranauki. W tym kontekście także antymateria jest błędem interpretacyjnym tego co pod to zaobserwowane zjawisko "podpisano". Mogą to być cząsteczki odwrotnie reagujące elektrycznie przez przeciwny układ potencjałów ale nie są to jakieś lustrzane cząstki które spowodują kiedykolwiek anihilację Wszechświata. Zjawisko anihilacji nigdy nie zaistniało i nie zaistnieje. To jest typowa naukowa logika oparta na dualizmie poznawczym, tak jak logika ładunku jako fizycznych cząstek odpowiadających za "plus" i "minus" ładunku elektrycznego.  Nie można stworzyć fotonów przeciwnych własnościami do obecnych a cała reszta materii i cząstek energii z nich się właśnie wywodzi. Nie istnieje nic przeciwstawnego dla quasi–fotonowej czy też eterycznej przestrzeni. Mówię ”quasi„ fotonowej bo to co nazwano fotonami gdy jest w stanie bardzo niskiej energii jest nie rejestrowalne i nieodróżnialne od zimnego i mrocznego eterycznego tła kosmosu. Są one zero–elektrycznym monolitem stąd problem z wykryciem. W bryle lodu też nie wyodrębnisz kropli wody z powodu bardzo niskiej temperatury. Nie istnieje więc tak zwana "antymateria". Natura nie ma potrzeby tworzenia antymaterii aby sama siebie unicestwić więc z jakiego konkretnego powodu miałaby ona istnieć? Dla skomplikowania sobie prostego porządku który w niej panuje? Błąd interpretacji obserwacji i pomiaru zjawiska. 

Myśląc o sile grawitacji często przyjmuje się uogólnienie mówiące, że ma ona jednakową wartość na całej kuli ziemskiej. Jest to założenie oczywiście błędne, gdyż powierzchnia naszej planety nie jest idealnie sferyczna ani tym bardziej jednakowo gęsta w przekroju. Wartości siły grawitacji zmieniają się w zależności od szerokości geograficznej, z którą wiąże się siła odśrodkowa pola elektromagnetycznego Ziemi, która w pobliżu równika siłę grawitacji osłabia a w pobliżu biegunów nieco wzmacnia swoim skrętno-cyrkulacyjnym ruchem pola elektromagnetycznego. Znaczenie ma także przewodność warstw skalnych, czyli na przykład na Mount Everest siła grawitacji powinna być mniejsza niż nad brzegami Morza Martwego.

Satelity wykorzystane w badaniach wyposażone zostały w wysokoczułe akcelerometry, za pomocą których zostały odnotowane zmiany wielkości pola grawitacyjnego.  Jednak ich dokładność wynosiła kilka kilometrów, co nie było dla naukowców zadowalające. Pomiary satelitarne skonfrontowali więc oni z danymi opisującymi lokalne różnice wysokości terenu. Dzięki temu wyniki zdecydowanie poprawiły się.

W wyniku powstania mapy wskazano miejsca o największej różnicy wielkości siły grawitacji. Najmniejszą wartość przyspieszenia ziemskiego wykazano na szczycie Huascaran w Andach Peruwiańskich, natomiast największą na powierzchni Oceanu Arktycznego. Efekt tego badania był dla naukowców oczywiście pewnym zaskoczeniem. Jest to szczyt położony w masywie górskim odległym na południe od równika o prawie 1000 kilometrów. Jednak wzrost wartości siły grawitacji jest tutaj większy od jej niwelacji wynikającej z wysokości nad poziomem oceanu czy też miejscowych anomalii. Jeśli więc wpływ na siłę grawitacji ma przewodność gruntu to musi ona być siłą pochodną od zjawisk elektrycznych.

Przestrzeń dostarcza zjawiska grawitacji dla "ciał niebieskich" poprzez stałe uzupełnienie "niedo-ciśnienia" panującego w miejscu tworzenia pola elektromagnetycznego, odśrodkowym wyrzutem eteru w płaszczyźnie połączenia dwóch dipoli pola elektromagnetycznego ciał niebieskich i... oczywiście maszyn. Maszyny zawsze będą tylko naśladowały naturę, mniej lub bardziej skutecznie wzmacniając efekty w zależności od użytych materiałów. Człowiek nie może  technologią niejako obejść lub przeskoczyć zjawisk natury. Prąd elektryczny jest wysoce naturalnym i ukrytym fundamentalnym zjawiskiem ale jest on i tak TYLKO różnicą ciśnienia które jest MECHANICZNYM a dokładniej mikro-mechanicznym zjawiskiem natury. Aby wytworzyć grawitację na pokładzie maszyny trzeba wytworzyć silny punktowy w porównaniu z ciałami niebieskimi, sztuczny efekt pola elektromagnetycznego. Aby wytworzyć efekt maskowania obiektu w polu widzenia należy z kolei wytworzyć efekt jaki zachodzi w centrum galaktyki, wzmacniając prędkość przepływu fotonów pola elektromagnetycznego do tego stopnia że zaczynamy wywoływać prędkością cząsteczek tego pola efekt rozpraszania fotonów fali świetlnej obrazujących dany obiekt. Dla doprecyzowania tunele czasoprzestrzenne, prędkości pod czy nadprzestrzenne i związane z tym napędy jak np Alcubiera nie istniały i nigdy nie zaistnieją tak samo jak rzekome wieloświaty. Powód dla którego tak uważam jest prosty. Zawsze patrz na to co jest potrzebne naturze- nie Tobie. Jeśli natura czegoś nie potrzebuje, nie uda się tego uruchomić czy wytworzyć nikomu. Na co naturze skoki w tunelach czasowych? Gdzie niby ma się ona spieszyć i co ma tam skakać? Kto ma tam skakać? Jedyne co można zdziałać dla transportu astronautycznego to analogicznie to samo co dokonaliśmy dla transportu aeronautycznego lub argonautycznego od którego cały proces się zaczął. Argociecz, Aerogaz i Astrofotofluid. Trzy środowiska podróży. Każde środowisko dla innych predkości. Pierwsze dwa pokonywane mechanicznie, ostatnie elektromechanicznie. Wszystko co możemy zrobić to pokonać dzielącą galaktyki i ich gromady przestrzeń. Gdyby nauka nie była samooszustwem cywilizacji ludzkiej z chęci zysku dawno byśmy tam byli.

Jeśli naukowcy chcą odpowiedzieć na pytanie jak powstała przestrzeń i materia to proszę wyjaśnić skąd wziął się pierwszy ruch w jedynym prawdziwie 100 % inercyjnym układzie ZAMKNIĘTYM, jakim jest cały Wszechświat. Twierdzę tak na podstawie domyślnego stałego ciśnienia pomiędzy eterem–fotonami budującymi przestrzeń, warunkując stałe w swoich wartościach, równomierne w całej przestrzeni, działanie pola elektromagnetycznego, światła i grawitacji.

Rozpatrując Wszechświat jako układ inercyjny - energię można wytwarzać w każdym jego punkcie bez dostarczania jej z zewnątrz  każdego dowolnie wybranego miejsca. Każde ciało niebieskie jest potencjalną motopompą dla pola "elektro-magneto-grawitacyjnego".  Sposób powstawania grawitacji świetnie pokazują czarne dziury nierozerwalnie związane z galaktykami jako tarczami indukcyjnymi dla indukcji ich pola elektromagnetycznego które wywołuje grawitację jako uzupełnienie ciśnienia w tym polu. Centrum silnego pola elektromagnetycznego niejako "wybudza" z "przestrzennego" uśpienia eter – fotony wyrzucając go w przestrzeń w obszarze pobliża płaszczyzny wiru co powoduje opadanie skrętnego wiru pola elektromagnetycznego i płynne zastępowanie innymi co opisuje się jako grawitację- tak zwane "grawitony". Galaktyki spiralne z immanentnymi czarnymi dziurami mimo że nie mają zgromadzonej masy w postaci kuli jak planety czy gwiazdy, ich płaska kołowa powierzchnia wystarcza dla powstania o wiele bardziej skondensowanego grawitacyjnego zjawiska.

Identyczne pole elektromagnetyczne sterujące zjawiskiem grawitacji i przeciwstawiające się jemu, można wytworzyć technicznie w maszynie antygrawitacyjnej o czym niżej. Elektryczność nigdy nie jest oddzielona od magnetyzmu bo tak samo jak każdą inną energię tworzą ją fotony.  Jedne uwiezione na orbitalach zwane omyłkowo elektronami a drugie w postaci pola elektromagnetycznego otaczającego dany przewodnik które jest po prostu ruchem eteru wokół przewodnika. Nawet gdy dane ciało niebieskie nie posiada tak zwanego mierzalnego pola elektromagnetycznego, nie znaczy to że jego przewodność nie wywołuje indukcji jego pola w polu elektromagnetycznym planety - jak księżyc, a także w układach gwiazda- planeta, galaktyka - gwiazda.  Przestrzeń kosmiczna to jest elektryczny układ naczyń połączonych. Ten prosty fakt naukowcy muszą sobie wbić do głowy na stałe.

Nie ma czegoś takiego jak podział na ruch elektronów i ruch fotonów jako oddzielnych dwóch zjawisk. To jest to samo zjawisko tyle że przewodniki z powodu ruchu stają się "dziurawe" jak pumeks dla pobudzonych wokół i na ich orbitalach FOTONÓW a nie elektronów. W tym sensie cały orbital możemy nazwać jak kto woli mono- lub duo-elektronem lecz zbudowanym wyłącznie z wirujących fotonów.

Przykładowo nadprzewodnictwo w obwodzie elektrycznym powoduje wyrywanie i porywanie w strumień prądu elektrycznego dodatkowych fotonów z fotono-twórczej przestrzeni. Elektryczny Wszechświat jest logiczną konsekwencją dla szeroko pojętej elektryczności która jak wszyscy wiemy, najbardziej się sprawdza w technologii. Prąd elektryczny nie płynie z prędkością światła a zawsze czeka w przewodzie na wymuszenie ruchu dodatkowo przyłożonych z zewnątrz do obwodu dodatkowych wolnych fotonów które możemy nazwać równie dobrze gdy nie są częścią obwodu elektrycznego niezwiązanym eterem. Prąd zmienny wyrywa fotony z orbitali a także przestrzeni wokół przewodu, natomiast prąd stały o wiele gorzej sobie radzi tracąc łatwo ciśnienie stąd jego wartość ginie już na bardzo krótkich odcinkach. Rozprasza się przez sieciową konstrukcję przewodu który fizycznie jest dosłownie DZIURAWY dla tego rodzaju prądu. Fotony prądu stałego mają gdzie się po drodze na powierzchni obwodu "pogubić". W tym sensie prąd zmienny stawia duży opór strukturze przewodnika i dlatego ”nie wycieka„ –jest małostratny.

Z kolei stałe pole elektromagnetyczne to uporządkowany ruch w kształcie toroidalnej sfery złożonej ze stałego pola "proto-fotonów", jako ruchu "płynu przestrzeni kosmicznej" zapoczątkowane strumieniem indukcji wewnątrz atomowych domen ciał niebieskich, ale nie jest już przestrzennym, nieruchomym płynem grawitacjo-twórczym. Liniowe/ szeregowe spolaryzowanie domen w atomach jak ogniw w baterii, powoduje jednokierunkowy wielokrotnie wzmocniony ruch cząstek w obu torusach pola. Stałe pole elektromagnetyczne wraz ze wzrostem stopniowo wymusza szeregowanie tych domen a proces ten się z czasem lawinowo zapętla. Stałe pole elektromagnetyczne różni się zasadniczo od zmiennego. Nie składem bo to są ciągle dalej fotony a własnościami działania. Zmienne pole magnetyczne o tej samej mocy będzie miało o wiele większy zasięg niż stałe.

Każde pole magnetyczne jest dwu-torusowe w swej istocie mimo że na pierwszy rzut oka takim się nie wydaje. Prąd elektryczny (fotony) płynący wewnątrz ciał niebieskich jest najbardziej przyspieszony dokładnie w osi wirowania pola magnetycznego i jak każdy strumień prądu elektrycznego bez względu na to czy przepływa przez materialny przewodnik czy izolator (a przepływa przez każdy materiał i tylko charakterystyczna dla danego materiału rezystancja go ogranicza), jest to ruch postępujący-skrętny, akcelerujący najsilniej pole magnetyczne w centrum płaszczyzny styku obu toroidalnych połówek pola, co wystarcza dla wytworzenia siły kontrującej grawitację na orbicie geostacjonarnej. Właśnie z tego powodu w czarnych dziurach - największych wirach powstałych z obrotu pól magnetycznych, obecnych w galaktykach spiralnych i kwazarach, nawet światło ma problemy z zachowaniem swoich właściwości. Z tej przyczyny w osi wirowania każdej galaktyki spiralnej zwanej czarną dziurą, nie zobaczymy światła ponieważ siła pola elektromagnetycznego galaktyki tworzy tak wielki ciąg grawitacji jako bardzo silny ruch postępowy do wnętrza tornado-podobnego wiru czarnej dziury, że płyn przestrzenny zwany eterem, nie jest w stanie przekazać tych drgań na dalekie odległości poza miejscowy obszar centrum wiru galaktyki. 

Nadmiar fotonów akcelerowanych w płaszczyźnie prostopadłej do osi pola elektromagnetycznego jest wyrzucany w płaszczyźnie tego pola, co w przypadku Ziemi tworzy orbitę geostacjonarną a w przypadku Układu Słonecznego zapewnia stabilność orbit planetarnych. W przypadku galaktyki zapewnia stabilność orbit gwiazd, ale wszystkie gwiazdy które znajdą się daleko poza płaszczyzną galaktyki, wpadają w końcu w wir czarnej dziury. 

Nieruchomą przestrzeń można określić jako obecną z dala od skupisk galaktyk w całkowicie nie oświetlonej przestrzeni do której nie dociera nawet najsłabsze czerwone światło- podczerwień. Więc temperatura KOSMICZNEGO zera bezwzględnego, może być według moich przewidywań nawet znacznie niższa niż się dziś określa. Czy przestrzeń –eter może zamarznąć? Dlaczego nikt nie zastanawiał się nad powodem szybkiej utraty temperatury w przestrzeni kosmicznej skoro nie ma w niej cząsteczek?? Skoro fotony przenoszą ciepło to w próżni efekt byłby wręcz izolacyjny przy braku nośnika. Tak samo jak ciepło ze Słońca nie powinno dotrzeć do Ziemi w próżniowej przestrzeni. Nawet mimo umieszczonych tam oficjalnie obłoków gazowych jako częściowego jej wypełniacza.  Niestety, to tak nie działa. To przestrzeń zamraża ciała materialne, odbierając energię i szybko równoważąc MECHANICZNIE (bo wszystko jest w przestrzeni kosmicznej fundamentalnie MECHANIKĄ) ruch rejestrowany jako temperatura- ciepło- podczerwień. Każda cząsteczka i orbital atomowy jako jej fraktal w istocie jest WIREM.  Stawianie tu granic ma efekt odwrotny od celu. Utrudnia zrozumienie natury eteru. Z kolei tak zwane światło- fotony to ruch drgający omawianej kwantowej substancji tworzącej przestrzeń kosmiczną, zwiększające i zmniejszające naprzemiennie warstwami swoją gęstość podczas trwania fali świetlnej czy jak kto woli elektromagnetycznej. Jest to pulsacyjna zmiana ciśnienia pomiędzy kolejnymi falami eteru, rozchodzącymi się dookólnie w przestrzeni, w przeciwieństwie do pola elektromagnetycznego i grawitacyjnego które w naturze są oddziaływaniami o stałym kierunku ruchu. Nie ma w naturze zmiennego pola elektromagnetycznego wokoło materialnych obiektów ciał stałych i ciekłych. Światło nie przemieszcza się cząsteczkami ciskanymi przez źródło z prędkością 300 000 km/s. To jest tylko prędkość fali powstałej z dookólnie rozchodzących się sfer zbudowanych z drgających naprzemiennie sinusoidalnie zagęszczeń i rozrzedzeń ośrodka transmisji. Oto kolejny PIĄTY stan skupienia. 

Podsumowując, stałe pole magnetyczne obecne w naturze jest generatorem działania stałego pola grawitacyjnego i jest to w istocie jego część - ta sama siła a to co rozumiemy jako falę elektromagnetyczną - światło, jest bliższe naturą często sztucznemu, zmiennemu polu elektromagnetycznemu choć obecnemu w naturze w dalekim kosmosie przykładowo w kwazarach. Co najważniejsze, i będę to powtarzał aby się utrwaliło, jest to, że wszystkie wymienione tu zjawiska powstają przy wykorzystaniu TYLKO JEDNEGO i jedynego istniejącego budulca którego źródłem jest FIZYCZNA (NIE WIRTUALNA!!) struktura przestrzeni kosmicznej, jako proponowanego tu piątego stanu skupienia opisanej tu fotonogennej substancji zwanej dawniej ETEREM! Ucieczka nauki w wirtualne wartości i pojęcia nastąpiła z powodu odrzucenia eteru.

Choć moim zdaniem ten stan skupienia powinien stać na pierwszym miejscu, jednak ludzki umysł koncentruje się ze swej natury na czymś bardziej namacalnym.






Animacja obrazująca złożony dookólno-skrośny ruch pojedynczego torusa dwupołówkowego pola magnetycznego. Oczywiście widzimy tu tylko zewnętrzny obrys pola. Faktycznie jednak cała ta ruchoma bryła podlega wieloskrętnemu strumieniowi pola który im bliżej centrum się znajdujemy, tym bardziej przyspiesza ruch eteru- cząstek przestrzeni. To jest prawdziwa przyczyna grawitacji jak i tzw. "Siły Coriolisa„ która wzdłuż równika potrafi nawet indukować huragany. W pobliżu równika można też zauważyć że pole magnetyczne ma tak szybki ruch cząstek iż "znosi" on delikatnie masę obiektów a więc hamuje doziemny ruch cząstek strumienia grawitacyjnego. Kto był np w Ekwadorze ten wie o czym mówię.                


Każdy materiał / pierwiastek chemiczny jest w jakimś sensie przewodnikiem. Nawet kształt kuli można rozpatrywać jako kawałek przewodnika elektrycznego. Z tym że indukować się w nim będą nie ukierunkowane prądy zwarciowe czy też błądzące (w zależności od rezystancji podłoża) tak jak ma to miejsce na powierzchniach gwiazd, które pod kątem elektrycznym są naturalną elektrodą lampy z metalową powłoką zewnętrzną. Czyli każde ciało niebieskie w minimalny sposób jak przykładowo nasz Księżyc, czy w sposób znaczny jak Jowisz, po prostu wprawia w ruch za pomocą eteru dostępną pobliską przestrzeń. Ruch jest tym intensywniejszy im bliżej centrum tego pola go rozpatrujemy co wystarcza aby przez stałe wzbudzenie polem E.M. przenikającym materię, wywołać mechaniczną siłę ściągającą ku sobie przykładowe obiekty kosmiczne do danego ciała niebieskiego lub też pojazdu gdy tą siłę się oczywiście zintensyfikuje parametrycznie wokół tego pojazdu. Trzeba zauważyć że grawitacja wzmaga się wraz z obecnością i wzrostem pola magnetycznego. Oto przykład błędnego rozumowania gdzie tłumaczy się soczewkowanie grawitacyjne jako pofalowanie nieokreślonej strukturalnie przestrzeni, dorzucając jednorożce z ciemnej materii, zamiast domyślić się że coś musi tą przestrzeń szczelnie wypełniać. Dwie masy NIE PRZYCIĄGAJĄ SIĘ bezpośrednio. Podciśnienie powstające w centrum każdej masy w wyniku wyrzutu pola magnetycznego, najsilniejszego w centralnie położonej płaszczyźnie wyznaczanej osią jego do-zewnętrznego ruchu wirowego, przyciąga obecne w przestrzeni jako jej strukturalny budulec- rzekome grawitony, które wcale nie tworzą fal grawitacyjnych. Pole magnetyczne w naturze jest wyłącznie stałe i MUSI TAKIE BYĆ aby grawitacja (również stała siła) działała jednokierunkowo. Gdyby grawitacja była falą to zatrzymywałaby ciała nieruchomo w stałym miejscu w takt częstotliwości tego pola przykładowo pomiędzy dwoma obiektami o tej samej sile. Automatycznie wykrycie fal grawitacyjnych (z zasady fale, obojętnie jakie by nie były, są WYŁĄCZNIE zmienne) jest po prostu pomyłką. Ale to tak celem wyjaśnienia. Gdy każda masa przyciąga te grawitony (dobra nazwa choć wiemy że chodzi tu po prostu o eter) w kierunku swojego środka ciężkości jest to akcja trójstronna. Środek ciężkości jednej masy wytwarza niewielkie podciśnienie w otoczeniu ciała niebieskiego jako uzupełnienie ilościowe cząstek wyrzuconych w równik dla realizacji pola magnetycznego, pociągając za sobą cząstki, nazwijmy modnie "kwantami pola grawitacyjnego" (tak jak poważnie to brzmi tak jest to niepotrzebnie niezrozumiałe) obecne w dalszej przestrzeni, za którymi znajduje się już eter – cząstki przyciągane już bardziej przez przeciwny środek ciężkości czyli drugie ciało niebieskie.  

Przyciąganie pomiędzy przykładowo dwoma ciałami niebieskimi działa w ten sposób, że w pobliżu powierzchni pierwszego ciała możemy opisać jako „niedobór ciśnienia eteru” następnie w połowie odległości pomiędzy dwiema masami eter zanim zmniejszy się odległość ciał, znajduje się w równowadze jako chwilowo jeszcze - nieruchomy "łącznik” aby zacząć z powrotem funkcjonować jako „niedomiar ciśnienia" w pobliżu powierzchni drugiego ciała; minus - plus - minus. W przypadku gdy interakcji podlega tylko jedno ciało niebieskie z wyraźnym polem magnetycznym i obiekt bez pola magnetycznego jak astronauta, wtedy jest on przyciągany do powierzchni planety będąc w jednostronnym ruchu strumienia płynu/pola grawitacyjnego: minus- plus. Jednak gdy jest to ciało niebieskie praktycznie bez pola magnetycznego jak Księżyc, siła przyciągania będzie równie szczątkowa jak pole magnetyczne: plus - plus.

Ciała niebieskie jak typowo księżyce, posiadają na powierzchni tak zwane maskony co jest po prostu formą geologiczną o niezerowej przewodności magnetycznej i twornikiem miejscowego małoobszarowego szczątkowego pola magnetycznego. Są jednak księżyce jak Ganimedes czy Jo które w obecności silnego obejmującego je pola elektromagnetycznego Jowisza generują silne pole elektrostatyczne lub słabe pole elektromagnetyczne.  

Pole magnetyczne będzie obecne wszędzie tam, gdzie jest materia. Również w wirach (bez-masowych) czarnych dziur, jako osiach wirowania galaktyki, gdzie o powstającym strumieniu pola magnetycznego decyduje materia zawarta w całej galaktyce- jest to nierozerwalna całość. Ten skuteczny JEDNOKIERUNKOWY mechanizm wzbudzania pola można zastosować w silnikach antygrawitacyjnych natomiast do zaburzania grawitacyjnego pola zewnętrznego należy zastosować pole zmienne. Maszyny takie jak legendarne "TR 3-B" nie posiadają układu do wytwarzania pola grawitacyjnego na pokładzie. Określiłbym je jako latające mikrofalówki które mogą skutecznie zaburzać swoim mechanizmem funkcje pola grawitacyjnego na zewnątrz pojazdu ale tylko to potrafią. Zatem grawitacja NIE WYSTĘPUJE w tandemie ze zmiennym polem elektromagnetycznym tak jak to ma miejsce w sposób zauważalny bądź śladowy w obecności jakiegokolwiek pola stałego. Jest to po prostu fizycznie niemożliwe. Polem elektromagnetycznym zmiennym możemy za to śmiało i z powodzeniem zaburzać grawitację jako ruch stały. Do uzyskania pola grawitacyjnego na pokładzie statku kosmicznego potrzeba wysokiego napięcia STAŁEGO które wytworzy wzmocnione STAŁE pole magnetyczne. A zatem grawitację można opisać jako drugą, bardziej ukrytą właściwość stałego pola magnetycznego, jako pochodnej elektromagnetycznej "siły przyciągania" znanej z fizyki klasycznej, której po prostu nikt nie zauważył lub może nie chciał zauważyć ale to pomińmy. Jestem skłonny przyjąć że zawiódł tu jak zwykle ludzki umysł mimo wielu danych lub...  poprzez ich nie uszeregowany nadmiar? Dla rozważań w sztuce antygrawitacji można posługiwać się teorią hydrauliki, aerodynamiki oraz mechaniki płynów. Mechanika płynów jest poddziedziną mechaniki ośrodków ciągłych. Z punktu widzenia mechaniki, płyn jest substancją, w której nie występuje ścinanie, dlatego płyn w stanie spoczynku przybiera kształt zawierającego go naczynia. Nie ma żadnej różnicy poza wielkością i elastycznością ośrodka cząsteczek pomiędzy tymi wymienionymi ośrodkami ruchu cząstek. Pole elektromagnetyczne jest według nauki zbudowane z fotonów. Ale nie znaczy to że co jakąś losową odległość w tym polu pałęta się foton. To znaczy że CAŁA PRZESTRZEŃ jest zbudowana z fotonów które w polu elektromagnetycznym są zapętlone w formę wiru jak tornada, huragany, wiry wodne i co tylko znajdziemy w naturze. Dosłownie cała sfera pola elektromagnetycznego jest częścią przestrzeni wyłączoną z nieruchomej przestrzeni zewnętrznej. Częścią przestrzeni która całym swoim przekrojem cyklicznie przepompowuje się w zakresie obszaru tego pola. Dopiero teraz należy zacząć myśleć czym jest czarna dziura i co można z tym zrobić w technologii.







W płaszczyźnie gdzie na zdjęciu z naniesionym schematem pola magnetycznego widzimy galaktykę, część  kwantów – eteru czy "linii pola" nie powraca do torusa wiru. Wyrzucone akceleracją, pozostają w im dalszej tym bardziej nieruchomej przestrzeni naokoło ciała niebieskiego i to jest właśnie powodem dla którego działa grawitacja jako uzupełnienie dla stałej objętości tego pola. Dlatego też w układzie inercyjnym w skali atomowej, mimo że istnieją tylko dwie uzupełniające się siły- pola magnetycznego i pola grawitacyjnego, nie uwzględniono tego drugiego ze względu na fakt że jest znikomą dla rejestracji siłą choć niewątpliwie w pobliżu materii stale obecną. Myślę że brak pola magnetycznego wykazany w badaniach obiektów układu słonecznego wynika z niedoskonałości przyrządów badawczych. Jednak pole to występuje jako bardzo słabe, wszędzie gdzie rejestrujemy pole grawitacyjne. Problem pomiaru zarówno stałego pola elektromagnetycznego jak grawitacyjnego może wynikać ze zbyt małej prędkości fotonów w ich masowym ruchu względem łatwości rejestracji światła które jest ogólnie drganiem - zakresem fali zmiennej tych fotonów w zasadniczym ruchu miejscowym. Tak jak mało wydajnym jest prąd stały względem zmiennego.
Natomiast wszystkie inne sposoby przekazu energii względem wyżej wymienionych są toporne patrząc pod kątem materiało-chłonności, odporności na warunki biochemiczne, regulacji i zachowania bezpieczeństwa i to powinno być dla nas znakiem że (fundamentalnie) inteligentna natura jest właśnie elektryczna. 



 






Fale grawitacyjne??... Jeszcze  nigdzie Ziemianie tyłka nie ruszyliście a twierdzicie pełni pychy że wszystko rozumiecie??








Fala grawitacyjna jest to błąd naukowy w oszacowaniu po pierwsze natury ZJAWISKA, po drugie rodzaju promieniowania pod względem laboratoryjnym. Zakładam że wykryto po prostu efekt w którym zachodzi emisja jakiegoś promieniowania elektromagnetycznego. Niech naukowcy sprawdzą przykładowo, czy nie ma takiego efektu po wybuchu supernowej albo bomby atomowej, kiedy większość materiału rozszczepia się na fotony o różnych częstotliwościach które gdzieś w przestrzeni po wytraceniu energii ruchu, muszą znaleźć swoje miejsce w nowej równowadze. Jako składniki przestrzeni. Podejrzewam że również podczas wybuchu takiej bomby, stwierdzono by w pomiarach obecność takich właśnie rzekomo "grawitacyjnych" fal.
Na rysunku poniżej widzimy schemat pola grawitacyjnego;










wyrażanego wzorem:












Natomiast niżej widzimy schemat pola elektrycznego:





wyrażonego wzorem:





Ze schematu wynika że pole grawitacyjne jest identyczne z ujemnym polem elektrostatycznym.
Ze wzorów zaś wynika że różnią się minimalnie. Jednostka kilograma [kg] dla pola grawitacyjnego zastąpiona jest w przypadku pola elektrostatycznego kulombem [C]. To wszystko. W Elektrycznym Wszechświecie także kilogram musi być wartością elektro-pochodną.






Mamy więc amper na sekundę lub farad na wolt... 

Inaczej mówiąc: 

NIE WYSTĄPI BRAK GRAWITACJI TAM, GDZIE JEST OBECNE STAŁE POLE

ELEKTROMAGNETYCZNE, PONIEWAŻ ILOCZYN INDUKCJI TEGO POLA I PRĘDKOŚCI  OBIEKTU W PRZESTRZENI JEST BEZPOŚREDNIM CZYNNIKIEM DEFINIUJĄCYM POZIOM GRAWITACJI TEGO OBIEKTU.

Tesla, T, nazwa od nazwiska N. Tesli, jest to jednostka indukcji elektromagnetycznej w układzie SI, wyrażająca indukcję jednorodnego pola elektromagnetycznego, w którym na przekrój poprzeczny 1 m2 przypada strumień elektromagnetyczny 1 Wb; 

1 T = 1 Wb/(1 m)² = 1 kg · s–2 · A–1; 

wartość grawitacji G = indukcja elektromagnetyczna B · prędkość obiektu V

G [m/s²] = B [T] · V [m/s]

G = 1 kg · s–2 · A–1  · V

G = B · V


W praktyce będzie to żyroskopowy kondensator/ induktor wysokiego napięcia. To wszystko co jest istotne aby budować elektryczne maszyny zdolne do zaburzenia pionowego - powolnego bo w naszym przypadku w porównaniu do 2,5 G Jowisza to całe szczęście tylko 1 G - ale masywnego ruchu eteru, zwanego grawitacją i uruchomienia EKONOMICZNYCH lotów kosmicznych oraz taniego transportu powietrznego.






Przykładowy projekt samowzbudnego siłownika elektromagnetycznego do przeróbki zwykłego samochodu drogowego na aerosamochód






 







Przykładowe rozmieszczenie siłowników w pojeździe antygrawitacyjnym.






Wpierając się konstrukcją znanego chyba wszystkim czytającym, legendarnego filmowego DELORYANA marki DMC, wyobraźmy sobie że zamiast kół samochód ma izolowane zarówno kadłub i siłowniki z tworzywa sztucznego, do wnętrza których na żyroskopowe, magnetyczne wirujące tarcze, doprowadzone zostaje wysokie napięcie. Pojazd taki wykonany w wersji dla lotów pozaatmosferycznych, oprócz obwodu elektrycznego powinien zawierać kabinę ale nie zwykłą sobie kabinę jak na ISS a kabinę normobaryczną i szczelne włazy zamiast tradycyjnych drzwi. Zamierzam wykonać jak "Bóg"- Wszechświat mi pozwoli, taki pojazd w skali 1:1 na podstawie prototypu polskiego Fiata 1100 Coupe.
W większości (oprócz maszynowych komponentów jak żyro-silniki i zasilacz wysokonapięciowy) wydrukowany DOSŁOWNIE z niechcianego znienawidzonego już plastikowego śmiecia o największej ilości czyli jak wiemy tzw. butelek PET który dziwnie fartownie jest akurat idealnym do tego zastosowania materiałem bo o bardzo wysokiej odporności na wysokie napięcie. 
 Uruchomienia takiej technologii aero i astronautycznej w powiązaniu z masową redukcją śmieci a więc globalnym systemem skupu i odzysku plastiku dotyczy cała moja inicjatywa. Pod kątem technicznym jest ona relatywnie prosta w stosunku do potrzebnej teorii, porównując całość do obecnej niewydajnej technologii rakietowej. To tak jakby porównywać samochody elektryczne do spalinowych.
Oczywiście dopuszczam że goście z innych gwiazd czy galaktyk mają podobną technologię opanowaną perfekcyjnie pod względem wzajemnego doboru kształtu, wymiarów i własności materiałów u nas nieobecnych z prostej przyczyny- żyją oni pod gwiazdami o nazwijmy to "innych możliwościach pierwiastko-twórczych" zależnych od ich średnicy a więc wysokości napięć w atmosferze gwiazdowej, ciśnienia, temperatury która z tego ciśnienia wynika oraz innych fizycznych własności, ale... po prostu od czegoś trzeba zacząć.
Siłownik taki działa poprzez ciągłe zaburzanie pionowego strumienia grawitonów za pomocą ruchu magnetycznych tarcz i wzmacniającym ten efekt wysokim napięciem. Żywa natura "zna" bardzo dobrze ten efekt, który wykorzystują w odpowiednim dla danego gatunku stopniu, owady latające. Np. różnego rodzaju żuki jak ten poniżej:













Działanie antygrawitacyjne w tym przypadku wygląda tak że żuk zanim poleci, przed startem szuka suchej powierzchni a docierając do niej trze o podłoże odnóżami ładując się elektrostatycznie. Na powyższym zdjęciu "róg" służy za iskrownik do kontroli poziomu wysokiego napięcia. Róg jest elektrodą dodatnią a trójdzielny garb z tyłu to elektroda ujemna. Pomiędzy nimi jest widoczna jasna warstwa izolacyjna. Żuk przed lotem ”sprawdza„ napięcie i gdy jest dostateczne, uruchamia cały "mechanizm startu". Gdy jest zbyt mokro, niestety potrzebny ładunek się nie zbierze a żuk z wiadomego powodu wędruje piechotą...







 Natura universum jest jak świadomy płynopodobny myślący fluid przedstawiony w powieści Lema "Solaris" i wie o sobie samej wszystko co potrzeba. Jeśli w jakiś sposób taki żuk "wie" poprzez "ewolucję" jak tego dokonać to znaczy że natura jest fundamentalnie świadomością która w następnej kolejności realizuje swoje wizje i prawa w świecie materialnym zbudowanym z resztą z elektrycznie zagęszczonego eteru. Nie istnieje więc tak zwana ewolucja. Natura wpisuje do materialnej matrycy swoje wizje wprost z przestrzennej świadomości.  Z macicy wodnej jaką jest planeta Ziemia może wytworzyć się każdy organizm nawet gdyby taki sam dawno egzystował na planecie pod gwiazdą z przeciwnej strony galaktyki.














Schemat elektryczny żuka.








W pojazdach "antygrawitomagnetycznych" za pomocą pola magnetycznego żyroskopowych tarcz, pionowy doziemny strumień, zostaje zaburzony, zawrócony akceleracją w centrum maszyny do poziomego ruchu żyroskopowego który znosząc pole grawitacyjne, jednocześnie tworzy po chwili oddzielne pole otaczające maszynę. Stąd też kosmici sądząc po relacjach świadków, podczas startu trochę zwlekają na czas wzbudzenia antygrawitacyjnego pola. Nie jest ono czymś nierealnym do czego potrzebne są jakieś dodatkowe wirtualne matematyczne, zresztą błędne wyjaśnienia jak fale grawitacyjne. Jest to fizyczny twór czyli bardziej obrazowo cząsteczkowy, który podlega tym samym prawom co inne cząsteczki, różniąc się jedynie stopniem oddziaływania. W miarę zwiększania intensywności tego pola wysokim napięciem, zaczyna się pojawiać wewnętrzna grawitacja jako sumacyjna siła cząstek dociskająca załogę do pokładu pojazdu. Można ją płynnie regulować wpływając na siłę pola. Żyro-tarcze oprócz wzmocnienia  magnetycznego pola i grawitacji zapewniają stabilizację podczas lotu (boczny wiatr, huragan etc, jak i wypadku / zderzenia.
Takie pojazdy będą się zachowywać bardzo stabilnie podczas lotu a podczas wypadku zachowają swoje położenie dopóki siłowniki nie zostaną uszkodzone mechanicznie. Nawet gdyby w zasięgu grawitacji planety zostały te siłowniki uszkodzone to taki pojazd przez czas rozładowania pola będzie pozostawał w tym samym położeniu i wysokości. Nie będzie emitować hałasu na zewnątrz i w kabinie, poza ledwo słyszalnym dźwiękiem wysokiego napięcia. No może czasem strzału łuku elektrycznego gdy będzie leciał nad powierzchnią gruntu, jezdni co może zabezpieczać pojazd i kierowcę przed ewentualną kradzieżą i napaścią gdy będzie włączony. Nie wyleje się też więcej kawa, nikogo nie pochlapiesz wodą czy błotem. Obojętne będą też ilości dziur w ciągle na czas nie zakonserwowanej jezdni ani nie zanieczyszczą więcej środowiska ponieważ siłowniki będą jednocześnie swoim własnym zasilaniem...  i mogą przyspieszyć lot w atmosferze do prędkości samolotowych - około 1500 km/h lub większych w przestrzeni kosmicznej. 
Najszybszy samolot pasażerski świata Concorde lecąc z prędkością 2270 km/h,  pokonał trasę z Paryża do Nowego Jorku zaledwie w 3,5 h co jest równe 2,04 Ma (Mach), jednak skutery powietrzne które śniły mi się już w dzieciństwie, będą jeszcze szybsze ze względu na najmniejszy opór powietrza.
Szczegóły technologii budowy latających samochodów i skuterów (tańsza lżejsza i mobilniejsza wersja transportu - bez kabiny, więc automatycznie mniejsze wysokości lotu ze względu na wysokość zdatnej do oddychania atmosfery) będą udostępnione z czasem za darmo lub za niewielką opłatą. Wszystko zależy od tego czy i kto doinwestuje projekt. 
Bez takiej formy elektrycznej technologii jaką jest w istocie maszyna antygrawitacyjna, w dalszym ciągu ludzkość będzie prowadzić wojny o ograniczone ziemskie zasoby. Nawet gdyby do perfekcji doprowadzono konwencjonalną technologię rakietową, nie pozwoli ona zapewnić zewnętrznych zasobów do rozwoju cywilizacji. Za pieniądze zainwestowane w wojny i inne destrukcyjne interesy z których każdy zaglądający na tego bloga zdaje sobie sprawę, można by było już dotrzeć nie tylko do Marsa a do Sagittarius A! 

"Przyszłość jest zielona" jak w reklamach aut elektrycznych i może taka być ale nie przy obecnej technologii gdy energię trzeba magazynować i przewozić a akumulatory palą się w najmniej spodziewanym momencie. Gdybyś miał do wyboru samochód spalinowy, elektryczny i antygrawitacyjny, który kupisz?
Jeśli widzisz potencjał i głęboki sens w tym co robię, doinwestuj projekt bezpośrednio: PL 83 1140 2004 0000 3302 6690 5377 Dziękuję. Bóg - Wszechświat zapłać.








22 sierpnia, 2022

Wszechświat się nie rozszerza!

 









 Galaktyka NGC 4319 i "urodzony" przez nią kwazar Markarian 205 po prawej u góry, którego to faktu NASA się wypiera ze względu na znaczne przesunięcia widma pomiędzy nimi.





Kwazar (z ang. quasar – quasi-stellar radio source lub też QSO – quasi-stellar object, dosłownie „obiekt gwiazdopodobny emitujący fale radiowe”) – zwarte źródło ciągłego promieniowania elektromagnetycznego o ogromnej mocy, pozornie przypominające gwiazdę. W rzeczywistości jest to rodzaj mini galaktyki

Pierwsze zdjęcia kwazarów wykonano w XIX wieku, jednak wtedy nikt nie przypuszczał, że obiekty te mogą być czymś innym niż zwykłą gwiazdą. Dopiero w latach pięćdziesiątych XX wieku, obserwując niebo za pomocą radioteleskopów, zauważono silną emisję radiową pochodzącą z kwazarów, zaś pierwsze widmo kwazara otrzymano w 1963 roku. Okazało się, że linie emisyjne w jego widmie są silnie przesunięte ku czerwieni. Według prawa Hubble’a oznacza to, że kwazary są obiektami niezmiernie oddalonymi od naszej Galaktyki. Ich światło obserwowane dzisiaj zostało wysłane miliardy lat temu – badanie kwazarów jest więc równocześnie badaniem dawniejszych etapów rozwoju Wszechświata.

Pierwszym zidentyfikowanym kwazarem był (najjaśniejszy na naszym niebie) 3C 273 w gwiazdozbiorze Panny odległy o 2,44 miliarda lat świetlnych.
3C 273 ma wielkoskalowy dżet o rozmiarze 60 kpc (kiloparseków), który zaobserwowano w zakresie fal optycznym, radiowym, a także rentgenowskim. Obraz optyczny uzyskany przy pomocy teleskopu Hubble’a pokazuje złożoną strukturę dżetu. 3C 273 jest widoczny na obu półkulach nieba. Jest wystarczająco jasny, aby go dostrzec amatorskim teleskopem.  Przy swojej odległości od Ziemi i obserwowanej wyjątkowej dla kwazarów jasności, 3C 273 jest najbardziej odległym obiektem, który może być obserwowany za pomocą amatorskiego teleskopu.





3C 273 – kwazar znajdujący się w gwiazdozbiorze Panny. Jest najjaśniejszym kwazarem widocznym na naszym niebie (ok. 12,9m –magnitudo), i zarazem jednym z najbliższych (przesunięcie ku czerwieni 0,158).

 Obiekt ten jako pierwszy został zinterpretowany jako kwazar i zapoczątkował istnienie całej klasy podobnych obiektów. Nazwa oznacza, że jest to 273. obiekt Trzeciego Katalogu Radioźródeł Uniwersytetu w Cambridge, opublikowanego w 1959 roku. Jego bardzo dokładne współrzędne zostały wyznaczone przez Cyrila Hazarda, co pozwoliło na znalezienie optycznego odpowiednika źródła i otrzymanie jego widma. W 1963 roku Maarten Schmidt zinterpretował otrzymane widmo jako dowód na kosmologiczną odległość źródła.

Anomalie w przesunięciu ku czerwieni.

Zapytano Profesora Wolszczana, "czy możliwe jest, że przesunięcie ku czerwieni może nie oznaczać faktycznej ekspansji Wszechświata tylko złudzenie o nieznanej przyczynie fizycznej?" Powołałno się na Prawo Hubble'a i "największą pomyłkę Einsteina" - odpowiedział: "...nie możemy tego wykluczyć...".

Halton Arp jest zawodowym astronomem, wcześniej był również asystentem Edwina Hubble'a. Zwany Galileuszem XX wieku, przedstawił dowody na to, że Wszechświat się nie rozszerza. Arp, były pracownik obserwatorium Mount Palomar w Kalifornii, obecnie prowadzi badania w Max Planck Institute, w pobliżu Monachium.

Arp zaobserwował dużą liczbę obiektów wykazujących przesunięcia ku czerwieni NIEZGODNE z prawem Hubble'a. Badania te wskazują jego zdaniem, że przesunięcia ku czerwieni mogą być wynikiem innego zjawiska niż efekt Dopplera.

Dlaczego jednak przesunięcia ku czerwieni są zazwyczaj interpretowane wyłącznie jako rezultat efektu Dopplera? Być może rzeczywiście zjawisko to powoduje przesunięcie ku czerwieni. Lecz na jakiej podstawie uczeni przyjmują, że owe przesunięcia są wywołane efektem Dopplera? Taka interpretacja wynika między innymi z faktu, że według współczesnej fizyki jedynym zjawiskiem poza efektem Dopplera, które może spowodować widoczne przesunięcie ku czerwieni, jest potężne pole grawitacyjne. Jeżeli światło przebija się przez pole grawitacyjne, traci energię i ulega przesunięciu ku czerwieni. Astronomowie uważają jednak, że wyjaśnienie to nie dotyczy gwiazd ani galaktyk. Aby spowodować zaobserwowane przesunięcie ku czerwieni, ich pola grawitacyjne musiałyby bowiem posiadać niewiarygodne natężenia.

Arp twierdzi, że w sąsiedztwie obiektów o niskim przesunięciu ku czerwieni, znalazł obiekty cechujące się wysokim przesunięciem. Według standardowej teorii ekspandującego Wszechświata, obiekt charakteryzujący się niewielkim przesunięciem ku czerwieni, powinien leżeć względnie blisko Ziemi. Natomiast obiekt o dużym przesunięciu - w dużej odległości. Dwa obiekty, znajdujące się względnie blisko siebie, powinny zatem cechować się podobnym przesunięciem ku czerwieni.

Arp podaje następujący przykład. Galaktyka spiralna NGC 7603 jest połączona z towarzyszącą jej galaktyką mostem świetlnym. Mimo to, przesunięcie ku czerwieni drugiej z wymienionych galaktyk jest wyższe o 8000 km/s. Różnica w przesunięciu wskazuje, że galaktyki te powinny znajdować się w całkowicie odmiennych odległościach od Ziemi - NGC 7603 powinna leżeć około 478 mln lat świetlnych bliżej - jednak, co dziwne, obie galaktyki są wystarczająco blisko siebie, by mogły być połączone mostem świetlnym.

Arp znalazł ponadto wiele innych przykładów, które podważają tradycyjne poglądy na temat przesunięć ku czerwieni. Oto jedno z jego najbardziej kontrowersyjnych odkryć. W pobliżu galaktyki spiralnej NGC 4319 znajduje się kwazar Markarian 205, połączony z nią mostem świetlnym. Przesunięcie ku czerwieni w przypadku galaktyki wynosi tu 1800 km/s, co szacuje jej odległość na około 107 mln lat świetlnych. Kwazar wykazuje przesunięcie ku czerwieni o wartości 21000 km/s, co powinno oznaczać, że jest on odległy o 1,24 mld lat świetlnych. Arp wskazuje jednak, że obiekty te są wyraźnie połączone. Jego zdaniem, standardowa interpretacja przesunięć ku czerwieni jest w tym przypadku błędna.
















Krytycy Arpa wykonali własne zdjęcia NGC 4319 i oświadczyli, że nie dostrzegli mostu łączącego rozpatrywane obiekty, widocznego na fotografii, jaką przedstawił Arp. W opinii niektórych badaczy most świetlny był tu jedynie "spreparowanym efektem fotograficznym". Jednak Jack M. Sulentic z University of Alabama w USA przeprowadził niedawno rozległe analizy fotometryczne dwóch omawianych obiektów i doszedł do wniosku, że łączący je most istnieje naprawdę.

Kolejny zauważony przez Arpa przykład przesunięć ku czerwieni, które przeczą tradycyjnym poglądom, dotyczy niewielkiego łańcucha galaktyk, nazwanego od jego rosyjskiego odkrywcy Woroncow-Weliaminow 172. W łańcuchu tym mniejsza, gęstsza galaktyka cechuje się dwukrotnie większym przesunięciem ku czerwieni niż pozostałe.

Obok par czy też grup galaktyk z nietypowym przesunięciem ku czerwieni, Arp wskazał na jeszcze dziwniejsze zjawisko. Okazuje się, że kwazary i galaktyki mogą wyrzucać z siebie jak z katapulty nowe kwazary i galaktyki. Na przykład eksplodująca galaktyka NGC 520, charakteryzuje się dość niskim przesunięciem ku czerwieni. Wzdłuż linii prostej biegnącej do niej w kierunku południowo-zachodnim znajdują się cztery słabe kwazary. Według Arpa są to jedyne kwazary w tym rejonie. Czy ich ustawienie może być dziełem przypadku? Arp twierdzi, że jest to bardzo nieprawdopodobne. Jego zdaniem zostały one wyrzucone z eksplodującej galaktyki. Co ciekawe, wszystkie cztery rozpatrywane kwazary cechuje o wiele większe przesunięcie ku czerwieni niż galaktykę, z której wydają się pochodzić. Taka sytuacja jest zdumiewająca, ponieważ według teorii o przesunięciach ku czerwieni, kwazary te powinny znajdować się o wiele dalej niż związana z nimi galaktyka. Analizując ten i inne podobne przykłady, Arp doszedł do wniosku, że tuż po wyrzuceniu z macierzystych obiektów kwazary charakteryzują się wysokim przesunięciem ku czerwieni, które maleje wraz z upływem czasu.

Niektórzy uczeni zastanawiają się, czy galaktyki mogą rzeczywiście wyrzucać z siebie inne masywne obiekty, takie jak galaktyki bądź kwazary. W odpowiedzi na te wątpliwości, Arp zwrócił uwagę na zaskakującą fotografię olbrzymiej galaktyki M87 wyrzucającej strumień materii (zajrzyjcie też do katalogu Messiera). Okazuje się, że galaktyki eliptyczne leżące w okolicy M87, która również jest galaktyką eliptyczną, znajdują się niemal w linii prostej ze strumieniem wyemitowanej materii. Zdaniem Arpa sytuacja ta wskazuje, że również zostały wyrzucone przez M87.

W jaki sposób galaktyka może emitować galaktykę? Jeżeli galaktyka to "wyspa Wszechświata" składająca się z wielkiego skupiska gwiazd i gazu, czy jest w stanie wyrzucić z siebie nową galaktykę, która stanowi podobne skupisko materii? Jeśli jednak rozpatrywali galaktyki jako wiry to sytuacja zaczęłaby się wyjaśniać.

Niestety, obecne prawa fizyki nie dają żadnej możliwości wyjaśnienia. Skoro galaktyka składa się z wielu gwiazd oraz chmur pyłu i gazu, jakie jej cechy mogłyby spowodować przesunięcie ku czerwieni niezależnie od prędkości lub grawitacji?


Teoria wyczerpanego światła.


Według ustaleń Jeana Pierre'a Vigiera, francuskiego astrofizyka z Institute Henri Poincare, jeśli ograniczymy się do odległych galaktyk w obszarze A i obliczymy stałą Hubble'a, otrzymamy wartość zdecydowanie odmienną od wyniku dla obszaru B. Wskaźnik ekspansji różni się zatem w zależności od tego, czy badamy galaktyki z widocznymi na ich tle innymi galaktykami, czy też bez nich. Jeżeli wszechświat podlega rozszerzaniu, jaki związek ze wskaźnikiem jego ekspansji mogą mieć galaktyki leżące na pierwszym planie w obszarze A? W opinii Vigiera wynika to z faktu, ze mierzone przesunięcia ku czerwieni odległych galaktyk nie są w rzeczywistości spowodowane rozszerzaniem się Wszechświata. Stanowią raczej efekt zupełnie odmiennego zjawiska - tzw. mechanizmu wyczerpanego światła.

Vigier przyjmuje, że przemieszczające się w przestrzeni kosmicznej światło ulega przesunięciu ku czerwieni wskutek pokonywania danego dystansu. Taki proces byłby zgodny ze znanymi prawami fizycznymi. Według jednego z tych praw widmo światła powinno bowiem przesuwać się ku czerwieni z powodu samego ruchu badanej wiązki świetlnej. Efekt tego procesu jest tak niewielki w przypadku ziemskich warunków, że trudno dokonać jego pomiarów, lecz gdy światło pokonuje ogromne odległości między galaktykami, przesunięcie zaczyna być widoczne. Zjawisko to określane jest mianem wyczerpanego światła, gdyż poruszając się w przestrzeni, światło traci energię. Im więcej jej utraci, czyli im bardziej podlega wyczerpaniu, tym większym cechuje się przesunięciem ku czerwieni. Przesunięcie to jest więc proporcjonalne do odległości danego obiektu, nie zaś do jego prędkości.

Na podstawie powyższych ustaleń, Vigier prezentuje statyczny model Wszechświata. Jego zdaniem, wszystkie galaktyki są w przybliżeniu nieruchome. Przesunięcia ku czerwieni nie są pochodną efektu Dopplera; nie mają nic wspólnego z prędkością źródła światła. Wynikają z naturalnej właściwości samego światła, które ulega wyczerpaniu, pokonując ogromne odległości. 





Na powyższym filmie są pokazane gwiazdy filmowane poprzez atmosferę. Co jeśli podobny obraz uzyskamy nawet gdybyśmy obserwowali obiekty kosmiczne spoza atmosfery? Świadczyłoby to jednoznacznie że przestrzeń kosmiczna tak samo jest wypełniona cząsteczkami jak atmosfera, z  tą różnicą że grawitacja przy powierzchniach ciał niebieskich utrzymuje najgęstsze cząsteczki. Ich gęstość i wielkość zmniejsza się wraz z wysokością. Może zdarzyć się że obraz się będzie bardziej chwiał z powodu sporadycznych obłoków gazowych i innych zakłóceń ale gdyby przestrzeń była rzeczywiście pusta, bezcząsteczkowa, światło gwiazd powinno być czyste i klarowne praktycznie jak z lasera. Oczywiście dookólnego.








Oczywiście większość astronomów odrzuca koncepcje wyczerpanego światła, gdyż wymaga ona nowych praw fizyki

[Tak oto zamiast tabakiera być dla nosa, nos musi służyć dla tabakiery. Jeśli Wszechświat wymaga od nas nowych praw fizyki to TRZEBA JE NAPISAĆ!]

Vigier przedstawia jednak swoją teorię w sposób niewymagający radykalnie nowej fizyki.

Vigier podaje również inne dowody, które wskazują że przesunięcia ku czerwieni są niezależne od prędkości badanych obiektów. Jeżeli na przykład, światło gwiazd mierzone jest wówczas, gdy przechodzi w pobliżu Słońca, cechuje się wyższym przesunięciem ku czerwieni niż światło pochodzące z innych rejonów nieba. Z powierzchni Ziemi takich pomiarów można dokonywać jedynie w trakcie całkowitych zaćmień słońca, kiedy gwiazdy w pobliżu tarczy słonecznej zaczynają być widoczne w nastającej ciemności.

Vigier wyjaśnia przesunięcia ku czerwieni w kategoriach statycznego Wszechświata, w którym światło zachowuje się nieco inaczej niż przyjmują zwykle uczeni. Standardowy model rozszerzającego się Wszechświata nie tłumaczy bowiem, dlaczego wartości stałej Hubble'a są tak zróżnicowane. Zdaniem Vrigiera niezależnie od prędkości badanych obiektów przesunięcia ku czerwieni stanowią ogólną cechę Wszechświata, który jak najbardziej może być statyczny. Teoria Wielkiego Wybuchu nie miałaby więc żadnego uzasadnienia.

Y.P.Varshini i kwazaryV.P. Varshini, fizyk z Uniwersity of Ottawa w Kanadzie, akceptując opinie Arpa, że kwazary cechują się niezależnymi od prędkości przesunięciami ku czerwieni, przedstawił swoje ustalenia dotyczące typów przesunięć. Jego badania wykazały, że nieoczekiwanie wiele kwazarów chearakteryzuje się przesunięciami ku czerwieni o wartościach bliskich 1,95 (liczba ta wyrażona jest w kategoriach przesunięcia długości fali; odpowiada ono prędkości około 238160 km/s, czyli 79% prędkości światła.

Zdaniem Varshiniego kwazary wytwarzają światło w nieoczekiwany sposób - w sposób, który powoduje, że światło wygląda na przesunięte ku czerwieni w wyniku efektu Dopplera. W jego opinii zjawiska laserowe występujące w kwazarach nadają ich światłu odmienne cechy, które nie mają nic wspólnego z prędkościami kwazarów. Innymi słowy Varshini doszedł do wniosku, że uczeni niewłaściwie odczytują linie spektralne w tym typie światła jako przesunięte wskutek efektu Dopplera w zwykłym zjonizowanym gazie. Kwazary znajdują się więc relatywnie blisko, a pogląd, że leżą one w dużej odległości wynika z błędnej interpretacji widma ich światła - wytworzonego laserowo - jako zwykłego światła przesuniętego w wyniku zjawiska Dopplera.

Bez względu na to, czy teoria Varshiniego jest słuszna, jego spostrzeżenia, że linie spektralne kwazarów dzielą się na wyraźne grupy, podważa (przynajmniej odnośnie kwazarów) standardową koncepcję o odległościach kosmicznych. Jeżeli zaś uznamy, że linie widmowe kwazarów są przesunięte w skutek efektu Dopplera i zastosujemy obowiązującą teorię, okaże się, że Ziemia leży w centrum Wszechświata, co oczywiście przeczy dzisiejszym poglądom.


Kwantyzacja przesunięć ku czerwieni. 

Kolejnego interesującego odkrycia dokonał William G. Tifft, astronom ze Steward Obserwatory przy University of Arizona w Tuscon w USA. Jego badania być może najbardziej podważają model rozszerzającego się Wszechświata. Tifft zaobserwował, że przesunięcia ku czerwieni cechujące galaktyki, podlegają z reguły kwantyzacji, a więc nie przybierają dowolnych wartości, lecz stanowią w przybliżeniu wielokrotność podstawowej wielkości, która w tym przypadku wynosi około 72 km/s. Ustalenia Tiffta wskazują zatem, że przesunięcia grupują się w pobliżu 72 km/s, 144 km/s, 216 km/s, 288 km/s itd.

Tifft zbadał względne przesunięcie wielu par galaktyk. Zgodnie ze standardowym poglądami, jego wartość reprezentowałaby nie tyle prędkość z jaką para galaktyk oddala się od Ziemi, lecz raczej prędkość ruchu orbitalnego jednej galaktyki wokół drugiej, mierzoną wzdłuż naszego kierunku obserwacji. Tifft ustalił jednak, że taka sytuacja nie występuje. Przesunięcia ku czerwieni grupują się w pobliżu wielokrotności podstawowej wielkości - 72 km/s, co oznacza, iż mierzone przesunięcia nie zależą od prędkości badanych galaktyk, a one same w rzeczywistości nie obiegają się wzajemnie. Odkrycia Tiffta dotyczą nie tylko par galaktyk, lecz również całych ich grup. W tej sytuacji, według prawa Newtona lub Einsteina, powinny wspólnie opadać bądź oddalać się od siebie, pozostając wciąż w pewnym układzie. Tym niemniej przeprowadzone badania świadczą, że takie zjawisko nie występuje. Dlatego zdaniem Tiffta konieczne jest opracowanie nowych praw dla grawitacji.

Istnieją już pewne świadectwa, które mogą wskazywać, iż prawa Newtona wymagają korekty, zwłaszcza w odniesieniu do galaktyk. Przez wiele lat uczeni mieli duże problemy z wyjaśnieniem dynamiki ruchu galaktycznego na podstawie prawa grawitacji. Na przykład, pewne galaktyki poruszają się ruchem orbitalnym w skupiskach, lecz zgodnie z zasadami dynamiki i prawem grawitacji nie powinny być uporządkowane w ten sposób. Biorąc pod uwagę ich przypuszczalne prędkości, musiałyby posiadać o wiele większe masy, by poruszać się po orbitach. Próbując odnaleźć te brakujące masy, astronomowie zamiast zmodyfikować prawa grawitacji, woleli przyjąć koncepcję istnienia wielkich ilości niewidzialnej, ciemnej materii. Niektórzy badacze twierdzą, że brakuje 95% masy Wszechświata (ciemnej materii 30%, ciemnej energii 65% .

Przytoczone uwagi wskazują, że społeczność astronomów i astrofizyków nie przyjęła ustaleń Tiffta przychylnie. Jednak Halton Arp potwierdził niezależnie część z jego odkryć, co nadaje z kolei większego znaczenia obserwacjom samego Arpa.

Wobec powyższych sprzeczności Arp podaje swój rozstrzygający argument. Mniejsze galaktyki nie tylko cechują się dodatnimi przesunięciami ku czerwieni względem ich macierzystych galaktyk. Przesunięcia te podlegają kwantyzacji zgodnie z ustaleniami Tiffta. Arp zaobserwował ich maksima na poziomie około 70, 140 i 210 km/s, co odpowiada odkryciom Tiffta odnośnie kwantyzacji w postaci wielokrotności 72 km/s. Jak widzieliśmy, oznacza to, że badane przesunięcia nie zależą od prędkości obiektów. Natomiast, fakt iż kwantyzacja zachodzi w stosunku do dominującej galaktyki w grupie, wskazuje na istnienie tu pewnego fizycznego związku. Jeżeli byłby on wynikiem przypadku, w jaki sposób doszłoby do kwantyzacji? Wystąpienie zjawiska kwantyzacji świadczy o realności tego powiązania.

Przetłumaczył z angielskiego: Łukasz Ostrowski, Toruń 2004
Materiały pochodzą ze strony HaltonArp.com oraz z ksiązki Richarda L. Thompsona "Vedic Cosmography and Astronomy".



Efekt nazwany tu jako wyczerpane światło NIE JEST SPOWODOWANY NATURĄ ŚWIATŁA a naturą przestrzeni którą opisywałem wcześniej jako cząsteczkową, a dokładnie quasi-fotonową. Kiedy uderzymy dłonią o powierzchnię wody, ze zbiornika wodnego wydzielą się krople, cząsteczki których energia, prędkość czy inne własności pozwolą je zaobserwować.  Działając w ten analogiczny i prosty sposób przestrzeń kosmiczna jest zbiorem cząsteczek lecz nie rozróżnialnych dopóki nie zaistnieje zjawisko ruchu. Dopiero ruch pozwoli przestrzeni stać się zaobserwowaną w postaci cząsteczkowej. Wzbudzając za pomocą elektromagnetycznych urządzeń/maszyn przestrzeń do ruchu (atmosfera jest tylko gęstszą formą tej quasi gazowej przestrzeni), wszystko w kosmosie nagle zacznie nam pięknie funkcjonować. Zarówno prawa jak i loty kosmiczne. Włącznie z elektromagnetycznym transportem. Trzeba tylko zrezygnować z archaicznej teorii Big Bangu- patrz moje poprzednie posty, i uznać że Wszechświat był ZAWSZE pełny cząsteczek- fotonów bo tak jak Bóg jest światłością tak Wszechświat zbudowany ze światła jest cząsteczkową światłą świadomością. W istocie wszystko jest świadomością ale to już inny DUCHOWY sektor rozpatrywań więc zadanie absolutnie nie dla konwencjonalnych fizyków. Nie odnajdą się tu a przynajmniej nie wszyscy. Tak jak materia jest kondensatorem dla energii tak samo jest soczewką dla cząsteczkowej fotonowej świadomości Wszechświata. Nie wiem jak Ty- czytelniku, ale ja już zdania nie zmienię. Zbyt długo do tego w życiu dochodziłem, wyczerpując inne wątki. To największa unifikacja i rozwiązanie problemów astrofizyki na jaką mnie było stać po 25 latach mielenia dostępnych danych, rozważań i poszukiwań.
To jest najbliższa granica do której możemy dotrzeć w poszukiwaniu prawdy za pomocą logiki. Kto chciałby wyjść poza nią musi zrezygnować z osobowego egoizmu rywalizacji i wojen "my ziemianie przeciwko sobie" i przekształcić go w egoizm zbiorowy "my ziemianie przeciwko tajemnicom Wszechświata" inwestując w elektroastronautykę. Nie ciekawiej? Najszybciej można przeniknąć jego największą tajemnicę, lecąc na kraniec Wszechświata, gdzie prawdopodobnie cząsteczkowa/ fotonowa "atmosfera Wszechświata" kończąc się,  ukaże nam osobliwość swojej nadrzędnej dla cząsteczkowego/ kwantowego świata świadomości w absolutnej ciemności, ze względu na prawdopodobny brak fotonowej struktury. To znaczy niemożliwość ich wzbudzenia z powodu ekstremalnie niskiej temperatury. Ale materia, w tym nasze ciała, mogą na granicy praw jakiejkolwiek znanej nam fizyki, jaką stać będzie nas opracować, zacząć się rozpadać z powodu braku subatomowego ciśnienia a umysł może bardzo dziwnie się zachowywać, mieszając swoje funkcje z bezpośrednio wdzierającą się doń absolutną świadomością Wszechświata co pozwoliłoby jeszcze za życia czytać wzajemnie w myślach wszystkim obecnym w pobliżu astronautom. Zjawisko podobne jak po wyjściu astronautów poza ziemską magnetosferę, ale o ekstremalnie zwielokrotnionym działaniu. Nie chcę iść za daleko bo ktoś mi powie że zamieniłem kolejną osobliwość Big Bangu na inną, choć wątek na film S-F byłby ciekawy. Sumując, skoro w starożytnych Indiach już o tym wiedziano a była wtedy obecna wysoka technologia lotów kosmicznych, może być bardzo ciekawie i... ciężko, jednak na pewno najlepszych odpowiedzi na te pytania udzielą nam inne o wiele bardziej rozwinięte cywilizacje. Równie dobrze tzw. Wszechświat może znajdować się w głowie wielkoskalowej istoty humanoidopodobnej, z której wylatując pomiędzy przeskalowanymi fraktalnie atomami, możemy zginąć od nadmiaru światła nie przenikającego do jej wnętrza znanego nam jako Wszechświat- porównaj zachowanie światła względem ludzkiej głowy. Też jest wewnątrz ciemno i też mimo tego są obecne fale elektromagnetyczne. W tym wypadku głównie cieplne jak promieniowanie reliktowe które nie wiedzieć czemu, dociera do nas ze wszystkich stron.